Giewont (Asnyk, wyd. 1898)
Stary Giewont na Tatrach przedniej strażyGłową trąca o lecące chmury...Czasem uśmiech przemknie mu po twarzy,Czasem brwi swe namarszczy ponury,I jak olbrzym w poszczerbionej zbroiNad kołyską ludzkich dzieci stoi.
Przez ciąg wieków wznosi dumne czołoI wysuwa pierś swą prostopadłą,Patrząc z góry na wieśniacze sioło,Co pokornie u nóg jego siadło;Przez ciąg wieków straż swą nad niem trzymaZ troskliwością dobrego olbrzyma.
Wypiastował już pokoleń wiele,Które wieczny związek z nim zawarły,Z nim złączyły swe losy i cele,Przy nim żyły i przy nim pomarły,Nawet myślą z pod jego opiekiNie wybiegłszy nigdy w świat daleki.
Wypiastował cały ród górali:On ich widział, gdy dziećmi radośnieU stóp jego bawiąc się pełzali;Widział młodzież, jak mu w oczach rośnie,Jak się krząta koło swego plonu;Widział potem starców w chwili zgonu.
Zna więc dobrze bieg ich trwania krótki,W ciasnem kółku zamknięte nadzieje,Ich radości, pragnienia i smutki,Co ich boli, co im piersi grzeje;Zna zabiegi i spory gorąceO kęs ziemi na polach lub łące.
On się przyjrzał kolejom powszednimI był sędzią już niejednej sprawy;Nieraz w nocy rozegrał się przed nimJaki dramat posępny i krwawy...Widział różne skryte ludzi czyny,Widział cnoty, widział także winy.
Lecz, choć czoło chmurami powleka,Zbyt surowo nikogo nie sądzi,Bo zna dolę biednego człowieka,Który, idąc na oślep, zabłądzi,I o głodzie wzrok obraca chciwyNa żyźniejsze swych sąsiadów niwy.
Raczej czuje dla tej biednej rzeszyWielką litość w piersi swej kamiennej,Od kolebki bawi ją i cieszy,Z każdą chwilą biorąc strój odmienny,Przed jej wzrokiem stroi się i wdzięczy,Pożyczając wszystki barwy tęczy.
Dla niej wstaje w gęstej mgły zasłonie,Którą zwolna zrzuca z ramion we dnie,Dla niej w wieczór cały ogniem płonie,I szarzeje, mroczy się i blednie,Zawieszając księżyc w swojej szczerbie,Jakby srebrną Leliwę miał w herbie.
Dobry olbrzym! troszczy się o ludzi,Co się jego powierzyli straży;Śpiące dusze z odrętwienia budzi,I piękności poczuciem je darzy,I rozrzuca nad dzieciństwa nocąPierwsze blaski, które życie złocą.
Tak jak w baśni: kocha się w pasterceDobry olbrzym i dobiera kluczy,By otworzyć nawpół dzikie serce;Tak jak w baśni: swych tajemnic uczy,Uczy znosić ciężkie losu brzemięI miłować swą rodzinną ziemię.
Comentarios
Cargando comentarios…