Przodownikom!

Słudzy prawdy i prawdy czciciele,Kochankowie Izis zasłoniętéj! —Wam się godzi wzrok zatapiać śmieleW ciemnych głębin kuszące odmęty.

Wam, dążącym wciąż do światła, w górę,Na rozdrożach zabłąkać się wolno,Schodzić na dół, w przepaści ponureI pierś krwawić wędrówką mozolną.

Choć się który w podziemia zapuści,Tracąc z oczu jasny strop błękitu —Wyjdzie cało z straszliwej czeluściI podąży znów dalej do szczytu.

Wy możecie zstępować bez trwogi,Gdzie noc, groza i zwątpienie mieszka,I piekielne nie zwiodą was bogi,Bo do światła wiedzie wasza ścieżka.

Lecz gdy macie wieść za sobą tłumy,Których myśli biegły dotąd nizko,Nie szukajcie w tem dla siebie dumy,Że umiecie kroczyć przez urwisko.

Nie prowadźcie na spadziste tory,Gdzie się czasem nawet mężni chwieją,A gdzie lud ten, zmęczony i chory,Raz na zawsze żegna się z nadzieją;

Nie wskazujcie tej bezdennej próżni,Po nad którą stopa się zawiesza...Jej widoku nie zniosą podróżni —I nie zdoła przejść bezkarnie rzesza.

Więc, jak dobrzy czynią przewodnicy,Grunt im twardy ukażcie pod nogąI oparcie dla trwożnej źrenicy —Aby w drodze nie zgubić nikogo!

Comentarios

Cargando comentarios…