Teatr w Tusculum

Na gór albańskich łagodnym zakręcie,Na dwóch złączonych pagórków grzebieniu,W draperyi dębów włoskich jest wycięcie,Gdzie gruzy drzemią w pustce i milczeniu:Szeroko tutaj rozsiadły się kołem,Pokryte wieków pleśnią i popiołem.

Jak tylko ścieżka z lasu się wynurza,Rododendrony witają wędrowca,I sam laur biegnie prowadzić przez wzgórzaDo kamiennego przeszłości grobowcaI pokazuje im laur wiecznie młody,Gdzie cycerońskie kwitły wprzód ogrody.

Lecz nie dobiega do ruin — by szumemNie przerwać wielkiej ciszy i powagi,I pozostaje z innych krzewów tłumem:A gruzy leżą na wyżynie nagiéjI patrzą w błękit... tylko wśród kamieniBluszcz się przeciska jak wąż i zieleni.

Dawnych pałaców olbrzymie szkieletyWryły się w ziemię i zielskiem zarosły;Gdzieniegdzie sterczą poszarpane grzbiety,Gdzieniegdzie leży kolumny wyniosłéjStrzaskany odłam... a na wyższem piętrzeWidać odarte i posępne wnętrze.

Po nagich ścianach z różnobarwnej lawySączy się wilgoć i kroplami ścieka,A te łzy żywią w szczelinach mech rdzawy,Co jak krwi plamy wygląda z daleka;Lecz nic dziwnego, że płacze ruina,Jeśli swą dawną wielkość przypomina.

Białych okruchów marmurowych mnóstwoWala się wszędzie pod nogą przechodnia —Może nie jeden Cezar albo bóstwo,Nie jedna wielkość i nie jedna zbrodnia...Ale czas zgładził całe pokoleniaBogów i ludzi, z gliny, czy z kamienia.

Zdala od ruin natłoku — samotnie,Tuż u podnóża skał wiszącej ściany,Rzymski teatrzyk wdzięczy się zalotnieW kotlinie liściem akantów ubranej;Po stopniach spływa półkolem ku scenieGdzie dwie kolumny zdobią podwyższenie.

Czas uszanował to klasyczne dzieło,Tylko ciemniejsze narzucił mu tony;W liniach się całe mistrzowstwo zamknęło,Co dało kształtom wdzięk niewysłowiony, —I jest podobnym ten teatrzyk szary,Do wbitej w ziemię marmurowej czary.

Sklepieniem są mu niebieskie błękity,Co ściany świateł obmywają strugą;I tak, błękitną kopułą nakrytyNa widzów czeka — ci śpią nadto długo! —I próżno scena wdzięcznie się przymila,Myśląc o jakiej tragedyi Eschyla.

Wszystko gotowe! krajobraz gotowy!Widać kolumny portyku... za niemiLasy i wzgórza, strumienie, parowy,I wielki obszar cudnej włoskiej ziemi:Wszystko tak piękne i pełne kolorów!Brak tylko dotąd widzów i aktorów.

Widzem ja byłem; zstąpiłem z pagórka,Siadłem na stopniu, i słucham... i patrzę...Oprócz mnie jedna przybyła jaszczurkaI drugie miejsce zajęła w teatrze;I głucha cisza wypełniła muryOczekiwaniem na tragedyi chóry.

Ale chór dawno nad ruiną przewiałI w kraj przeszłości uleciał zamierzchły;Ustały skargi — krwawy miecz zardzewiał,Wyniosłe cienie bohaterów pierzchły,I zeszły z sceny pokolenia całe,Unosząc z sobą rozpacz, wstyd, lub chwałę.

Dziś nic już śpiącej fali nie poruszy,I grobów ciszy nie przerwie pokutnéj...Scena już pusta... i tylko w mej duszyNa nowo dramat rozgrywał się smutny,Po stosach ofiar zdążając przez wiekiKu jakiejś gwiaździe jasnéj i dalekiéj.

Tusculum 1872 r.

Comentarios

Cargando comentarios…