Widmo jesieni
Tak żywe niegdyś błękityCieniami zaszły szaremi;Jakiś duch mgłami spowityZimną dłoń kładzie na ziemi.
Przez mgieł przejrzyste zasłonyPrzegląda postać widziadła:Wzrok jakby mgłami zaćmiony,Twarz chłodna, smutna, wybladła.
Na czole wieniec zczerniałyKropelki sączy wilgotne;Po kwiatach, co się rozwiały,Zostały ciernie samotne.
Tak płynie z schyloną twarzą,Roznosząc ciszę złowrogą,A łzawe spojrzenia rażąSennością, smutkiem i trwogą.
Przyciska do ziemi łonaDłoń skrzepłą — ziemia się wzdryga;Lecz, tchem grobowym rażona,Martwieje — głuchnie — zastyga.
Comentarios
Cargando comentarios…