Krajobraz litewski

Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach,Morskich szumach, i wiatrach wonnych, i skał szczytach,Mieszając tu i owdzie, podróżnych zwyczajem,Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem.

A przecież wokoło nich ciągnęły się lasyLitewskie, tak poważne i tak pełne krasy!Czeremchy, oplatane dzikich chmielów wieńcem,Jarzębiny ze świeżym, pasterskim rumieńcem,Leszczyna, jak menada, z zielonemi berły,Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;A niżej, dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,Ożyna, czarne usta tuląca do malin.Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce,Jak do tańca stające panny i młodzieńce;Wkoło pary małżonków. Stoi pośród gronaPara, nad całą leśną gromadą wzniesionaWysmukłością kibici i barwy powabem:Brzoza, biała kochanka, z małżonkiem swym grabem.A dalej, jakby starce na dzieci i wnukiPatrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,Tam matrony topole, i mchami brodatyDąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach,Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach.

Comentarios

Cargando comentarios…