Jam — nie Osjan

JAM — NIE OSJAN

Jam — nie Osjan! W zmyślonej postaci ukryciuBezpiecznie śpiewam moją ze światem niezgodę!Tarczą złudy obronny — zyskałem swobodę,Którą on by zapragnął, gdyby tkwił w tem życiu.

Za niego dźwigam brzemię należnej mi sławyI za niego o przyszłość mych pieśni się trwożę —Żyję tak, jakbym tego życia był ciekawy —Ginę, jak on by ginął, choć zginąć nie może!

Ten go uczci, co będzie na moim pogrzebie,Gdy moja mgła się z jego spokrewni tumanem.Nikt się nigdy nie dowie, czem byłem dla siebie —Dla innych chciałbym zawsze być tylko Osjanem.

Tak rzekł śpiewak, lecz własnym smutkom nie podołał,I nagle: Boże, Boże! — do Boga zawołał.

Jam — nie Bóg! Twarzy mojej spragniony zatraty,Maskę Boga przywdziałem — zdradziecko pokrewną,I za Niego stworzyłem bezrozumne światy,Tak, jak On by je stworzył... Napewno! Napewno!

Za Niego w mrok się wdarłem, by trwać w obłąkaniu,Tak jak On by to czynił, gdyby chciał się wdzierać!Za Niego mrę na krzyżu w bolesnem przebraniuTak właśnie, jak On marłby, gdyby mógł umierać!

Za Niego, jakby rozpacz gnała Go po niebie,Płacząc — w próżnię uchodzę, by marnieć — odłogiem!Nikt się nigdy nie dowie, czem byłem dla siebie!Dla was, co się modlicie, jestem tylko — Bogiem.

Comentarios

Cargando comentarios…