Pośpiech (Leśmian, 1912)
POŚPIECH.
Gdy zorza do poddaszy czatowni nadchmurnejZ poza kraty szyb błyśnie, jakoby z za krzaka,Ich mieszkaniec, dla nizin podobny do ptaka,Opuszcza swój gołębnik wyniosły i górny.
Gnany złudnych pośpiechów natrętną ostrogą,Która dzwoni wesoło, a krwawi boleśnie,Biegnie w świat, że mu w szybie zapłonął, jak we śnie,Kłamiąc oku skróconą w szyb ślepocie drogą...
Zda się, iż o tej właśnie, a nie innej porzeDano mu, badaczowi swej własnej mitręgi,Stopą, ścieżyn igraszką, wbiedz na widnokręgiI całym widnokręgiem owładnąć w przestworze!
Po skałach urojonych, wśród marzeń rozłamówZbyt pośpiesznie się skrada, zbyt trwożliwie płoni,Jak kochanek przed schadzką, lub podpalacz chramów,Mdły ogień unoszący w półcieniu swej dłoni...
Dokąd śpieszy wieczorem on, co nawet w nocyNic nie ma do szepnięcia, nic do podpalenia?Czy do chłodów ołtarzy? Czy do zórz olśnienia?Czy do zdrojów miłości, wrzących od niemocy?
Nie! On niegdyś,snów pierwszych złudzony jałmużną,Ujrzał siebie gdzieś —w ledwo stworzonym zaświecie,I teraz niespokojny, raz jeszcze, napróżnoSam do siebie się śpieszy! Wy mnie rozumiecie?...
Comentarios
Cargando comentarios…