Przemiany (Leśmian)
PRZEMIANY.
Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny,I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą,Przedostały się nagle do oczu tej sarny,Co biegła w las, spłoszona obcą jej źrenicą, —A one, łeb jej modrząc, mknęły po sarniemu,I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu.
Mak, sam siebie w śródpolnem wykrywszy bezbrzeżu,Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnem brzmieniem,Przekrwawił się w koguta w purpurowem pierzu,I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem,I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty,Aż mu zinąd prawdziwe odpiały koguty.
A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem,Nasrożył nagle złością zjątrzone ościoryI w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstemI biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory,I skomlał i na kwiaty boczył się i jeżył,I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżył?
A ja — w jakiej swą duszę sparzyłem pokrzywie,Że pomykam ukradkiem i na przełaj miedzą?
I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwie?Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy — wiedzą?Com czynił, że skroń dłońmi uciskam obiema?Czem byłem owej nocy, której dziś już niema?
Comentarios
Cargando comentarios…