Tamten (Leśmian, 1936)

TAMTEN

Sad, błyskając sękami, cieniście się martwi,Że trawom ciąży zwiewna niedola błękitów, —I że motyl, co walczył zgrozą aksamitówZ pachnącą bzem wiecznością — zmarł ciszkiem na marchwi.

Czy pamiętasz młodości dzielny czar? A dalej —Otchłań wiosny, w niebiosy tak luźnie oprawną?Albo to — jak ciał naszych pragnęła głąb alej?Bo mnie wciąż się wydaje, że to tak niedawno!

I któż wówczas nie wierzył w rozpęd naszych łodzi?W rozwarte dłonią naszą do zaświatów bramy?Dziś ta wiara już mija — i my z nią mijamy...Nie! Nie mogę zapomnieć, żeśmy byli młodzi!

Widzę siebie — tamtego, co w łzach się nie zmieścił —I w nicość wywędrował, wołany daremnie!Wszakże pieszczę cię dotąd tak, jak tamten pieścił...A ty wstecz się doń garniesz, choć widmem jest we mnie.

Ale jego widmowość nie całkiem jest pusta, —On się jeszcze odradza na zgliszczach i w dymie!I gdy mnie — dzisiejszego — całujesz, śniąc, w usta, —Tamten we mgle się budzi — i szepce twe imię!

Comentarios

Cargando comentarios…