Upalny rynek...

*  *

Upalny ranek. Gwary i turkotyKończą się nagle u sztachet ogrodu,Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,Dają tym piachom czar głębi od spodu.

Zapatrzonemu w dal przed się bez końcaReszta dorożki z plecami woźnicy,Znikając nagle na rogu ulicy,Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.

Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywyI pysk zadziera i patrzy ciekawieNa szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy.

Jakaś warjatka męczeńsko uboga,Słynna w zaułku na całe podwórze,Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze,List, nieudolnie skreślony do Boga.

Comentarios

Cargando comentarios…