Wspomnienie (Sad rozstajny)

WSPOMNIENIE.

Drzwi rozwarte na oścież były w naszym domu,Dłoniom, co je rozwarły, zamknąć zbrakło mocy...Szereg komnat na przestrzał widniał, jak po nocyMętne wspomnienie alej, nieznanych nikomu.

Wszystko — w mroku. — I tylko ów pokój ostatniZ oknem w zaświat — na słońce, po pas wbite w chmurę,Jarzył się — cały w blasków pełgających matni —I siał pyły słoneczne przez kotar purpurę.

Tam — w tych ścianach kosmatych od pręgów i pasem,Wśród zacieków purpury i wyparów złota,W słupach świateł spylonych — ta nasza pieszczotaRozwidniła się nagle, jak chmura nad lasem...

I, gdy ją wylew słońca grzał skośnym potokiem,Uczyła radość wstydu, co się wyzbył siebie,Aż się z pyłem słonecznym zmieszała, jak w niebieMiesza pół obłoku z drugim pół-obłokiem.

Dzisiaj, gdy już zamknięto drzwi naszego domu,A ja skarżę się we śnie złotowłosym cieniom,Czasem ku owym progom biegnę pokryjomu,By rozewrzeć drzwi wszystkie na oścież wspomnieniom!

I rozwieram — a sam się usuwam w kąt ciemny,By stamtąd widzieć światłość w ostatnim pokojuI z jego wiecznych purpur i wiecznego znojuSnuć dla reszty mych komnat wyrok potajemny...

Ściany, stropy i odrzwia i skrętne zawiasyWrdzawione w zmierzch, co lada iskrę uwydatni,Czerpią połysk dla pleśni, brzask martwej krasyStamtąd i zawsze stamtąd — z komnaty ostatniej!

Tam już niema ciał dwojga: niebu w próżnię droga!Słupy świateł, istnieniu podane ukosem, —Szmer purpury, co z czyimś zetknęła się losem, —Wieczna światłość!... Kurz złoty!...Pył słońca w twarz Boga!

Comentarios

Cargando comentarios…