Terje Wigen (Ibsen, 1882)

Traducido por Wawrzyniec Benzelstjerna-Engeström

Tysiąc osiemset dziewiętnastego,Nastał okropny, wojenny czas,O którym Saga tyle nam złegoI tyle chwały zwiastuje wraz!Krzyżują w brzegach angielskie łodzie;Żniwa ubogie, rodziny w głodzie —Nieszczęsnym ludziom już nędzy znamięOdjęło ducha i silne ramię —Śmierć lub chorobę gotując im.

Terje w swej chacie stał zadumany,W serce mu trwoga zajrzała już;

Ale przyjaciel dobrze mu znanyNadzieją krzepi go fala mórz!I dzisiej jeszcze legendą płynie,PomięćPamięć o jego pamiętnym czynie,Jako śród groźnej wichrów zamieci,Dla żony, dziecka, w przepaści leci,Za chlebem goniąc śród morskich fal.

Najmniejszą łódkę sobie dobiera,Drogę kieruje w Skagenu brzeg;Maszt pozostawia i żagiel zdziera,Ostrożnie w prądów sterując bieg;Sądzi, że łódka zniesie w podróży,Słaby ładunek śród prądów burzy. —Zdradny Jütlandzkich jest fiordów gwar,Lecz gorszy Anglik, ów „Man of war!“Sokolim okiem patrzący w dal.

Rzucony w morze, oddał się BoguWiosłem uderzył ze wszystkich sił;I do Flandstrandu dobił się progu,Gdzie dlań ładunek gotowy był.Trzy tylko sakwy tatarki były,Które składały ten ciężar miły;Boć z biednych portów brał on ładunek,Ale od śmierci był w nim ratunek:Żonie i dziecku przywoził chleb!

Trzy dni, trzy noce raźno sterowałOtwartem morzem, ten dzielny mąż;Czwartego ranka na brzeg kierował,We mgły osłonach wiosłując wciąż.Śród mglistych cieniów czerniały z brzeguZębate skały w groźnym szeregu,A po nad nimi ponuro w górze,Siodło Imnäsa sterczało w chmurze;Drogę poznawał w konturach nieb.

Był prawie w domu, dopłynie brzeguNim się z ostatnich wyzuje sił;Serce mu bije, podwaja biegu,Już szepcząc pacierz szczęśliwym był...W tem, nagle w ustach głos mu zamiera,Czy nie złudzenie?... Oczy otwiera:Śród mgły zawoju, po wód głębinie,Od Hösnesundu korweta płynie,Niesie ją, niesie, kołysząc prąd.

Zdradzona łódka! Dano sygnały,Zamknięty majtek w zatoce stał;Słabe powiewy z południa wiały,Zachodnią drogą uchodzić chciał.W pogoń spuszczono z korwety łodzie,Słyszy już śpiewy majtków na wodzie,

Uderzył wiosłem spienione fale,Ostatniej siły próbójąc w szale,Zakrwawia ręce, ucieka ztąd!

Widać Göslingen skalne szeregiNa wschód Homborgu ściele się Zund;Fale złośliwie biją o brzegi,Dwie stóp pod wodą — kamienny grunt.Wre tam i kipi — szumi i pryska,W dzień jasny nawet jakby z ogniska.Łódź jego spieszy w ten wir szalony,I wnet uchodzi w kamienne strony,O które biją bałwany wód.

Dzielnego majtka — łódka uchodzi,Mija iglaste odłamy skał;Za nim tuż płynie w spuszczonej łodziPiętnastu majtków, falując w czwał.Z rozpaczą w sercu na wodnej drodzeZawezwał Boga w najwyższej trwodze,Wołając: „Panie! tam w domu żona,Biedna, ach biedna, jęczy zglodzonazgłodzona,Dziecię chce chleba i cierpi głod!“

Lecz głośniej wrzeszczy piętnastu z łodzi,Jak przy Lingrönie tak było tam:

Szczęście sprzyjało angielskiej młodzi,Co rabowała Norwegję nam...Gdy łódź Terjego o ląd się wsparła,Zaraz angielska na nią natarła;Oficer z łodzi wiosło podnosi,Rozbija czółno, zwycięztwo głosi,I groźnym głosem zawoła: — „Stój!“

Głucho się deski łodzi strzaskały,Woda je chłonie, rozbija w puch;Sypie się w wodę ładunek mały,Lecz nie upada w żeglarzu duch.Jak lew się z wrogiem puszcza w zawody,I ze swym skarbem skacze do wody,Rzuca się, płynie, znów nurka daje,Lecz łódka za nim w pogoni staje...Biorą go jeńcem, — skończony bój!

Comentarios

Cargando comentarios…