Do Aristiusa Fuscusa
Traducido del latín por Józef Birkenmajer
Kto zacny, wolny od przestępstw ohydy,może się obejść bez mauryjskiej dzidy,ani też, Fusku, strzał maczanych w jadzie,w kołczan nie kładzie.
On bez bojaźni przez fal morskich zwałyi przez Kaukazu niegościnne skałyi za Hydaspes, na świata krawędzie,podążać będzie.
W lesie sabińskim, zdala od mych granic,chodziłem sobie, nie zważając na nic,jeno śpiewając na cześć mej Szczebiotkiwesołe zwrotki.
Bezbronny byłem — a uszedłem zguby!Wilk — potwór, jakich w skwarnym kraju Jubyi w kniejach Daunji szukałbyś daremno —uciekł przede mną!
Przenieś mnie w ziemię tę mroźną, nieżyzną,oo wciąż zasnuta mgieł i dżdżów szarzyzną,gdzie lato skąpi rzeźwego powiewuzbożom i drzewu —
przenieś i w kraj ten, gdzie nikt nie osiędziez powodu strasznych skwarów słońca... Wszędziew sercu mieć będę śmiech i głosik słodkimojej Szczebiotki...
Comentarios
Cargando comentarios…