Do Rzymian

Traducido del latín por Lucjan Siemieński

Za grzechy przodków będziesz pokutowałO Rzymianinie! póki świątyń szczytyNie wstaną, już się walące na powałI póki z bożyszcz kurz nie będzie zmyty.

Kornyś przed niebem — świat na twe rozkazy;Z Bogów początek, z Bogów koniec idzie —Gdyś nimi wzgardził, powiedz, ile razyHesperia grzęzła w nędzy i ohydzie?

W dwóch bitwach sprzecznych woli samych BogówMionds i Pakor zbili nasze szyki,I łup bogaty wzięty nam przez wrogówZdobił ich z podłej miedzi naszyjniki.

Roma rozdarta wnętrzną waśnią — otoSzła już na pastwę Aithiopa z Dakiem,Gdy tamten groźną napierał ją flotą,A ten częstował pełnym strzał sajdakiem.

Wiek ten zbrodniczy naprzód skaził łożeMałżeńskie, potem rodzinę i plemię —Z tego to źródła wyszły kary bożeNa wszystek naród i ojczystą ziemię.

W jońskich się pląsach lubuje dziewicaZaprawiając się wczas do sztuczek innych,I już lubieżną myślą chuć podnieca,Acz jeszcze z latek nie wyszła dziecinnych.

Prędko w niej żądza w pożar się rozpala —Lecz w towarzyszach mężowskich hulanekJuż doraźnego nie szuka chabalaZ którymby poszła gdzie w ciemny krużganek,

Tylko otwarcie wstaje, gdy kto wołaWobec małżonka — czy to kupczyk który,Czy z hiszpańskiego statku patron — zgołaKażdy, kto bezwstyd zapłaci jej zgóry.

Nie z takich matek zrodzone te chłopyCo krwią punicką zrumienili falePyrrusów zgnietli, rzucili pod stopyZ Antiochami srogie Hannibale.

A był to zastęp tych kmiecych żołnierzyNałożnych pługiem sabelskim ryć ziemię,Co to na rozkaz surowej macierzyDo domu dźwigał na plecach drew brzemię.

Wtenczas, gdy długi cień padał z wierzchołkówGór, a z błękitu zjeżdżał wóz słonecznyI z jarzma karki oswobadzał ciołkówI na spoczynek zapraszał bezpieczny.

Czegóż niszczący wiek ten nie obali?!Ojcowie nasi mniej warci niż przodki;A my się w ojców naszych tak nie wdaliŻe po nas tylko zostaną wyrodki.

Comentarios

Cargando comentarios…