Na powitanie przyjaciela

Traducido del latín por Cyprian Kamil Norwid

O ty! co ze mną w straszliwej potrzebie,Za dni Brutusa, użyłeś niewczasu;Wyznaj — w oracza kto zmienił i ciebie?W progi kto sielskie wrócił bez hałasu...?

Bracie mej wiosny — życia, Pompejuszu!Z którym, bywało, płynące godzinyMierzymy płynem — i dla animuszuSyryjskie na skroń kładziemy wawrzyny.

Porażkę obu Filipijskie polaZnają — mnie wstydniej, bo znają bez tarczy;Lecz są przygody, gdy żelazna wolaNa nic już, okrom śmierci, nie wystarczy!

Bladego strachem, gdy miecze wokoło,Ima mnie szparki Merkur i uchrania:Gdy ty samotne stawisz jeszcze czołoStraszliwej burzy, im więcej pochłania.

Dziś, czas wojenne ukrócić zagony,Jowisza ołtarz zapalić płomieniem:I udział przyjąć dobrze zasłużonyW laurach mych, które są: ciszą i cieniem.

Massyckie wina nietkniętej pieczęciNa wieki mamże uwięzić w piwnicy?Nie! — toast wznieśmy... toast niepamięci.— myrtów nam wieńce dajcie!... niewolnicy.

Venus osądzi, gdzie przegrana sprawa:Przepić mnie? niech się i Thrak nie ośmiela.Jeden-bo z tylu szałów mi zostawa:Słodszy nad wszystkie!... powrót przyjaciela.

Comentarios

Cargando comentarios…