Oda III, 1 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)

Traducido del latín por Lucjan Siemieński

Nie cierpię gminu; precz niepoświęcony!Ucisz się — wnet tu nieznana popłynieOda. Jam kapłan Muzy, jam natchniony,Śpiewam mołojcom i dziewic drużynie.

Nad ludem twardzi panują królowie,A królów Jowisz powściąga prawicą; —Jak raz Gigantów starł butne pogłowie,Tak światem trzęsie ócz swych błyskawicą.

Jednym się trafia sadzić dłuższe rzędyDrzew, niźli drugim; ów z zapałem śpieszy

Na Marsopolu zdobyć pierwsze względy;Tego, gdy dobre imię zyskał, cieszy;

Ów rad, im więcej klientów nazbiera.Lecz śmierć to wszystko równa: gdy w głębokiejUrnie, mieszając losy, nie przebiera;Wielkim lub nizkim ciska swe wyroki!

Komu nad karkiem już wisi miecz goły,W smak mu nie pójdą sykulskie łakotki;Nie uśpi świegot ptaszków go wesoły,Ani dźwięk lutni ukołysze słodki.

Od nizkiej strzechy biednego rolnikaSen nie ucieka; znajdzie go na łącePod drzew sklepieniem, nad brzegiem strumykaW Tempe, gdzie wieją zefiry chłodzące.

Kto poprzestaje na samej potrzebie,Ten się nie boi zhukanych mórz grozy,Czy Arktur z burzą spuszcza się po niebie,Czy sprowadzają wiatr wschodzące Kozy.

Ani się skarży, gdy grad mu wytłuczePiękne winnice; a drzewa w ogrodzie

Przez ciężkie mrozy ucierpią lub tucze;A on ucierpi w corocznym dochodzie.

Pan wielki ziemią znudzon, co mu rodzi,Nawet to morze połyka oczyma:Z majstry, z czeladzią olbrzymi wał grodzi,Że nawet ryba pływać już gdzie niéma.

Lecz z czarną troską chodzi on jak struty —Gdziebądź się ruszy, tuż za nim śmierć blada:Ona na okręt miedzią wskróś okutyWsiądzie, i konno gdy jedzie, z nim wsiada.

Nic cię nie broni od tych trwóg napaściNi marmur z Frygii, ni blaski purpury,Ni Achmenowe woniejące maści,Ni rozweseli Falern, gdyś ponury.

Mamże budzące zazdrość kolumnadyLub nowym stylem wznosić atrium pyszne?Mamże za złota zgryźliwe pokładyMieniać sabińskie ustrońko zaciszne?

Comentarios

Cargando comentarios…