Oda IV, 11 (Horacy, tłum. Siemieński, 1916)
Traducido del latín por Lucjan Siemieński
Mam ja beczułkę wina z AlbanoCo od dziewięciu lat stoi;Mam ja o Filis! moc nieprzebranąW ogródku kwiatów, powoi.
Same się złożą dla cię na wianek —Mam srebrne misy, puhary;Ołtarz majony jest i baranekGotów do krwawej ofiary.
Po całym domu chłopców i dziewekTam i sam pełno się zwija —W kuchni kłąb dymu z płonących drewekDo góry słupem się wzbija.
Czy wiesz na jakieś gody proszona?Oto na idy kwietniowe;Dzień, w którym morska Wenus jest czczonaPrzypada w kwietnia połowę.
Huczniej niż własne me urodzinyObchodzę dzień onych świątek;Bo odeń liczy druch mój jedynyMecenas, lat swych początek.
Ty do Telefa wzdychasz, — nie radzę —Wysoki to próg dla ciebie:Bogata piękność ma nad nim władzę,I z nią mu dobrze jak w niebie.
Z bujnych nadziei bądź wyleczonaPrzykładem dwóch śmiałków onych:Bellerofonta i Faetona,Na ziemię z niebios strąconych.
Równego sobie poszukaj lepiej;Niechaj cię próżność nie łechce.Czekam cię — stary się nie odczepi,Po tobie żadnej już nie chcę.
Przybywaj z nowych piosnek zapasem;Głosik weź z sobą łabędzi;A czarne troski, co żrą mię czasem,Twoje śpiewanie rozpędzi.
Comentarios
Cargando comentarios…