Przekleństwo drzewa

Traducido del latín por Karol Dresdner

W przeklętym cię zaprawdę dniuZasadził i o ciebie dbał.Ktokolwiek cię, nieszczęsny pniu,Tej wiosce na wiązanie dał.

Wierzyłbym, iż ów zacny gośćRozstrzaskał swemu ojcu łeb,I że niewinnej przelał dośćKrwi pod osłoną nocnych nieb.

Kolchijski mieszał w garnkach jad,Kto cię zasadził, byś mi razNa moją biedną głowę spadł.Nie wiemy zgoła, kiedy nas

Kostucha weźmie na swój ząb —Fenicjański żeglarz drży,Bo go przeraża morska głąb,Ale z innego sobie drwi.

Żołnierz unika parthskich strzałI nogi bierze wnet za pas,Parth znowu chyżo będzie wiał,Kiedy spostrzeże Rzymian nas.

O mało mnie nie zagnał ból,Do Proserpiny smętnych pól,Aiaka sądzącego jużPod samym nosem miałem tuż.

O mało w uszach nie brzmiał tonZ aiolskich wydobyty strun.Rzewny Sapphony boskiej jęk

I Alkaiosa arfy dźwięk:O nawałnicach gniewnych burz,O wojny trudach, głębi mórz.

W milczeniu świętem cieniów tłumUszyma piję nutę dum:O tem, jak uciskany lud,Tyranów złych przepędził ród...

O dziwo! nawet sam pan piesKerber (bogdajby rychło sczezł!)Opuszcza uszy, a rój żmijEumenidowych sobie śpi.

Wszak Prometheus nawet sam,I towarzystwo pięknych damDanaid, odpoczywa znów,I Orion już nie ściga lwów...

Comentarios

Cargando comentarios…