O Jezu
O Jezu, jakaż bolesna tęsknotaZamracza duszę, gdy od Ciebie stroni;Jakiż niepokój biednem sercem miota,Gdy za stworzeniem czczą miłością goni!
Ja żyłem krótko w szczęścia urojeniu,Świat rozpromieniał mej duszy źrenicę:Ale przy pierwszem bolesnem westchnieniuPojąłem całą życia tajemnicę.
Wtenczas me serce jakby lodem ścięte,Ach, po raz pierwszy prawdą zapłakało,Gdy szczęście srogo na krzyżu rozpięte,W cierniowym wianku, skrwawione ujrzało.
Jeźli mnie godnym, o Jezu, osądzisz,Bym dźwigał ciężki krzyż za Tobą, Panie,Ja zbłądzić mogę, Ty nigdy nie zbłądzisz,Jako rozkażesz, tak niechaj się stanie.
W pokorze serca, w cichości, w milczeniuPójdę za Tobą przez głogi i ciernie;Przy Tobie ulgę znajdę w mem cierpieniu,Za Tobą dźwigać będę krzyż mój wiernie.
Wiem, że mnie dobrą drogą poprowadzisz,Obdarzysz serce miłości pokojem;Że nie opuścisz, wiem, że mnie nie zdradzisz,Bo jesteś Ojcem, a ja dzieckiem Twojem.
A jeźli szczęściem rozpromienisz czoło,I szczęście przyjmę, jako dar z Twej ręki;Wszędzie i zawsze, tęskno i wesoło,Będę Ci szczerze składał serca dzięki.
Kto Tobie ufa, nigdy nie zaginie,Kto z Tobą idzie, z Tobą się połączy,I łzę ostatnią w ostatniej godzinieNa sercu Twojem jak dziecko wysączy.
Comentarios
Cargando comentarios…