Z marzeń moich — całość

Poezye

Królestwo moje nie na tej ziemi,Fale je skryły grzywy piennemi,Ląd mój słoneczny, jasny, pogodny,Nurt oceanu zatopił wodny.

Lecz z mego lądu w mroków godzinieStłumiona gędźba stu dzwonów płynie.Lecz z mego lądu w mroków godzinieGrają mi pieśnie i świecą tęcze.

Bo na mym lądzie skarby bezcenne,Koronne złota i berła lenne.Bo na mym lądzie chodzą tęsknotyI do mej duszy klucz dzierżą złoty.

I kiedy słabną jej skrzydła znojne,Władcze jej kładą szaty dostojneI jasnowidzeń dają źrenice,By, w swe królewskie patrząc dzielnice,Żyła tęsknoty porywem wiecznymZa utraconym lądem słonecznym.

Kochałam Ciebie i czasem bojoweZbroje ci kładłam — czasem harfę w dłonie —Czasem twe czoło tuliłam w koronie —Czasem trefiłam pazia włosy płowe!

Gdzież ty poszedłeś o mój książe senny?Na sarkofagu twojego marmurzeSkamieniał anioł cichy i promiennyI w twarz ci rzuca blade grobów róże,Bo w tym kamiennym aniele żałościDawno umarła moja dusza gości.

Ciszy, ach ciszy! Daj mi twoje dłonie,Błękitne światłem, ochłodzone rosą —Jak kwiatem niemi opleć moje skronie —Niech mi sen, spokój, i chłód nocy niosą.

Ciszy, ach ciszy! Włosów falą złotąPrzed moim wzrokiem skryj ust twych pożary...Bądź dziś posągom podobna martwotą,Bądź dziś urokiem niedotkniętej czary.

Wszędzie Cię widzę, o smętna, biała,Oczy Twe patrzą z szmaragdów mórz,Barwą Twych włosów mi słońce pała,Lilia ma tony Twojego ciała,Usta twe płoną w purpurze róż!

A księżycowej nocy widziadła,Jak wówczas, srebrem haftują bez,Gdyś na me wargi twe usta kładła,By wypić gorycz co na nie padła —Gorycz piołunną rozstannych łez.

Próżno wołasz... za nami upiorna gromadaWidm i cieni się wlecze, dusze nam targaTa zastygła w powietrzu, żałośliwa skarga,Co gdzieś trumien otwartych krawędzie obsiada.

Próżno wołasz... zajęła już Ananke bladaNasze miejsca przy uciech biesiadniczym stole —Więc wszystkie moje kwiaty zemrą na Twem czole,Jak mrze mrokiem zgaszona światłości kaskada...

I na wieki rozdziela nas Ananke blada...Czyś słyszał strun porwanych ścichłe nagle głosy?Czyś widział w proch strącone tęczowe motyle?

Ach — ja Ciebie pragnęłam, jako pragną rosyMrące kwiaty, zdeptane w gościncowym pyle!...A jednak rozdzieliła nas Ananke blada...

Daj mi sny Twoje, daj ten sen skrzydlatyO mnie prześniony — ja chcę duszę własnąW jego zwierciadle ujrzeć cichą, jasną,Rozkołysaną jak mgły srebrnej kwiaty.

Wprowadź mnie jeszcze w krysztalne zaświaty,A tam, Twą dłonią poruszone smutnie,Niech się rozdźwięczą wszystkie ścichłe lutnieW ów akord, nagle zerwany przed laty...

Wówczas mnie ujrzysz raz jeszcze wyśnioną,Raz jeszcze wszystkie, pogasłe w ukryciu,Perły mej duszy tęczowo zapłoną,

I jedną cudną dam Ci chwilę w życiu,Chwilę jedyną — bo potem w noc ciemnąPójdę, byś nigdy nie spotkał się ze mną.

Kocham Ciebie, bo wracasz Ty mi wiosnę złotąMej młodości i jasne powracasz miraże.Twój cień trwa przy mnie, jakby wierne straże,Twój cień, mej duszy przywołan tęsknotą.

Niech więc ramiona mię Twoje oplotą —Zasłoń oczy — dziś w przyszłość nie chcę patrzeć ciemną,Chcę zapomnieć że życie za mną i przedemną —Chcę zapomnieć o wszystkiem co nie jest pieszczotą.

Tak dziś ciemno i zimno... Daj mi Twoje oczy!Twoje oczy rozświetlą marzenia ogrody...Tam dźwięk — złoto — purpura — alabastrów schody —

I korowód weselny barwi się tęczowo.Tak dziś ciemno i zimno... a nad moją głowąSny majaczą złowrogie... Daj mi Twoje oczy...

O powrotna łez falo! O powrotne głosyZ pogrzebanej przeszłości!... Dłoń szczodrych szafarzyZłoto w kontur pobladłych dziś rzuca miraży,W urnie stygłych popiołów nieci iskier stosy.

O sny zwiędłe! O kwiaty otrząśnięte z rosy,Jak tłumnie z rozespanych wstajecie cmentarzy!...Widzę błękit ruczajów w niezabudek twarzy,Jaskrami rozzłocone widzę sianokosy.

O powrotna łez falo! Widzę, idą z mrokówBaśnie ku mnie i wonie z ogrodów młodości.I stoję nadsłuchując, czy szelest tych kroków

Twego przyjścia nie głosi — Ty, pełna litości!Ty, co duszom, na które czerń twych skrzydeł padła,Dajesz takie przedśmiertne czarowne widziadła!...

Bądź Ty mi dobrym — zejdź sercu mojemuJaśnią podobną ciepłu słonecznemu —Bądź duszy mojej morzu burzliwemu

Kojącą ciszą wpółsennej zatoki,Zwartej łagodnie gór kwietnymi stoki...

Bądź ustom moim jak trunek miłosny,Po którym serce skwita kwiatem wiosny!Bądź ustom moim słodki i litosny...

I na te usta, do Twych ust tęskniące,Kładź się jak rosy napoje rzeźwiące.

Bądź oczom moim czarem wizyi sennych,Wyprzędłą baśnią mirażów promiennych,Wonnem pąkowiem zieleni wiosennych

Opleć mi duszę jak uroczne ziele,By w ślad stóp moich chodziło wesele...

Chciałabym, z tobą poszedłszy w zaświaty,Wtulić się w jasność jakiejś białej chaty.I wszystkie słońcu skradzione uśmiechyWpleść w miękie złoto jej żytnianej strzechy.I w takiej chacie odciętej od sioła,Pojąc się ciszą rozlaną dokołaI patrząc codzień na wstające zorze,Czuć w duszy własnej to Królestwo BożeWielkiej miłości — i czuć przy swej głowieTwą głowę piękną jak młodość i zdrowie...I zapomniawszy, czem wpierw było życie,W zaczarowanym swej duszy błękiciePrząść z nieskończonej kądzieli WiecznościNić promienistą Wiary i Miłości.

O przyjdź Ty do mnie — bom dziwnie samotna,Noc się nademną rozełkała słotnaI dziwnie jestem w tej nocy samotna...

Strugami deszczu mrzy mgielna szaruga,Noc pełna cieni, wystygła i długa,

Przedzgonnych psalmów snuje hymn pokutny,Łka w strunach deszczu w rytm niezmiernie smutny,W mgłach odrętwiałych łka swój hymn pokutny.

I jak wid śmierci leci mi nad głowąTa noc rozgrana ulewą deszczową...

O przyjdź Ty do mnie — przyjdź w tę ciszę mroczną.A oczy moje przy Tobie odpoczną,Oczy, zasnute mgieł oponą mroczną.

I wzlecę w jasne oczu Twoich głębieJako za światłem tęskniące gołębie.

I spiję niebo z gwiazd złotymi ćwieki!...I przymknę pijane rozkoszą powieki,

Wypiwszy niebo z gwiazd złotymi ćwieki.

Kędy Ty idziesz, na białe przestrzenieKładzie się ciche i senne milczenie —I tylko poblask pada księżycowy,Na chłodne stepy i białe parowy.Z szat Ci wichr tylko śnieżne strząsa kwiecie,I gdzieś po bezdniach, po topielach miecie,I tak niestrudzon wlecze się przez łanyW mrok coraz gęstszy, co zasnuł kurhany,Twój cień!... I z sobą przez wydmy i głusze,W tumany mgielne wlecze moją duszę...Mgłami tułacze jej skrzydła owija,Tęsknica stepów, widmo, co zabija.

Comentarios

Cargando comentarios…