Znużenie — całość

Poezye

Moja dusza jest łąką chaotycznych kwieci —Czasem nęcą ją gwiazdy, czasem usta świeże,A czasem, księżycowe ściele sobie leżeI z niego w wir życiowych rzuca się zamieci.

Moja dusza jest pieśnią lat długich stuleci —Czasem rzewna, jak święte prababek pacierze,Czasem, myślą goniąca mord, krew i grabieże,Jak rumak bezwędzidlny, rozhukany leci.

Tej duszy śnią się Święte, lub też kurtyzany —Dym kadzideł, skąpany w bakchicznej wonności —I wówczas jej weselne śpiewają peany,

Że Rozkoszy potęgą świat powstał z nicości...Lecz niebawem pokutna, znowu w prochu leży,I z żalu na twarz padłszy — w Niebo jasne wierzy.

Wieniec Ci plotę — w szmaragdy mirtoweKładę dziewicze uskrzydlone pąkiZerwane z Marzeń mistycznej Twej Łąki,By Ci owiły skrzydła Ikarowe.

Twe skrzydła? Duszo? Patrz, w białą osnowęSkrzydlatych pędów pną się kwiaty ziemiI biel ich gniotą barwy jaskrawemi —W purpurze szału — brutalne — zmysłowe.

Piłaś ich wonie?... Spragniona i głodna?Duszo ma? Duszo z żaru i pieszczoty —Mętną strug wodę lałaś w puhar złoty?

I toast życia wychyliwszy do dna,Smutek pogrzebny masz popiołów urny?....................Duszo gdzież lot Twój? Lot Twych skrzydeł górny?

Idźcie z mej duszy — idźcie drogą mlecznąPo gwiazd gościńcu — a na wasze głowyDeszcz niech upadnie — wonny — jaśminowy —Budząc kapelę dźwięków napowietrzną.

Idźcie z mej duszy w krainę bajeczną,Bo, raz umilkłszy, wasz śpiew bezechowyÓw łuk przymierza rozerwał tęczowy,Łuk, co był rzucon w mą duszę słoneczną.

Dziś dusza moja jest cichym grobowcem,Wy, jak motyle w grobowcu zbłąkane,Ranicie skrzydła o granitów ścianę.

Idźcie więc Cienie, chłonąć blask i wonie —Bo tu kolumna tylko gromnic płonie —A dym kadzideł wonieje jałowcem...

Czasem ma dusza jakby świetlna grota,Godowych świateł nieci krąg olbrzymi.I mar wygnanych wraca rój pielgrzymiPrzez umajone wraca zielem wrota.

Wchodzących wita gędźba lutni złota...W struny kwiatami ktoś uderzył wiosny,Więc grają wszystkie, grają hymn miłosny,Grają jak słońca zawrotna pieszczota!....................Po co dłoń kładziesz gasząc świetlne łuny,Ty widmo, przyszłe z pod kurhannych zwyży,Ty, co w pierś chłoniesz jęk spróchniałych krzyży —

Po co dłoń kładziesz cisząc złote struny...Zostaw — niech grają — niech się ucieleśniOstatni akord mej ostatniej pieśni...

Czerń skrzydeł Twoich rzucasz mi na lica —A przez Twych skrzydeł okiennicę czarną,Miast patrzeć w słońca ulewę pożarną,Ja w chłodne srebro, patrzę, fal księżyca.

Jaki tam spokój i jaka tęsknica!Ponad tą ziemią wystygłą, cmentarną,Cisza swą lampę roztliwszy ofiarną,Światłem ją próchen poi i podsyca.

Jaki tam spokój — bez miary — bez końca —Siedziba duchów odesłanych z ziemi.Duchy, co ziębły wśród powodzi słońca,

Ciszę tę chłoną oczyma sennemi,I zaświatowy czując wiew błękitu,Zastygłe, martwe, przędą sen niebytu.

Idziesz ku mnie?... Poza mną las krzyżów zczerniały,Więc strudzonam jest bardzo... czczych szukałam cieni,Po życiowych gościńcach, pielgrzymie sandałyOpylając w błotnistej łez i krwi bezdeni.

Zwiędłe kwiaty, blademu urągając czołu,Wyostrzają się w kolce cierniowej obręczy —A dłonie grzebią w urnie stygłego popiołu,Swój umarły, a świetny ongi, sen młodzieńczy.

O biedny, wyszydzony, na strzępy podarty,Śnie młodzieńczy o jasnym gmachu kryształowym —Gdzie zaklęty królewicz, śniąc na lutni wsparty,Ust mych czekał, by życiem natchnęły go nowem!

O sny zwiędłe! o kwiaty otrząśnięte z rosy!Błękitne nad strumieniem niezabudek twarze!O wonne młodem zielem polne sianokosy!O cicho rozespane stepowe cmentarze!

Wszystko widzę dziś znowu w szeleście Twych kroków —Słyszę baśnie i wonie z ogrodów młodości —I czuję jak Twe dłonie już z błękitnych mroków,Idą po mnie o Dobra, o pełna Litości.......................

Lecz czemuż się do Ciebie trzeba wlec tak długo!...I wpierw gorycz ssać z kwiatów bezwonnych korony...I wpierw wargi napoić przydrożną trza strugą —Aż przesytu dławiące w pierś się wedrą szpony,

Aż w Rozpaczy się przejrzym upiornej źrenicy,Wężem Wstrętu omdlałe opaszem ramiona —I strudzeni się staniem, jak bladzi pątnicy,Na Golgocie swych marzeń, gdzie Bóg w prochu kona.

Comentarios

Cargando comentarios…