Zimowym zmrokiem
Samotny siedzę, wieczorny mrok pada,Tam wicher miecie tumanami śniegu,Z nim czarnych ptaków łamie się gromadaI kracząc szuka po drzewach noclegu.
Gwarem czeladzi gada do mnie ściana;Tam oni ogień obsiedli weseli,I jakaś piosnka, rzewna, zapłakana;Jak druga nitka ciągnie się z kądzieli.
Krzyk czarnych ptaków i piosnkę dziewczęcąŁomotem swoim splątała szaruga;Sprzeczne te głosy wichrzą się i męcąRazem z mą myślą — Ach, a noc tak długa!
Przemykam oczy i na me obliczeMilczący kładę wyschłe obie dłonie,I mego serca uderzenia liczę;O! jakże zwolna ono bije w łonie.
Więc mi się zdaje, że ja już spokojnyUsnąłem ciszą, pod mogiłą ciemną,Podczas gdy ludzkich namiętności wojnyWirem się tocząc szaleją nademną.
Do czarnoksięzkiej bani świat podobnySzatanów krzykiem rozdętej ogromnie,Jeden głos tylko ma dla mnie żałobny,Jeden głos tylko, co żali się po mnie.
Comentarios
Cargando comentarios…