Byłeś jak wielkie stare drzewo...
Byłeś jak wielkie stare drzewonarodzie mój jak dąb zuchwaływezbrany ogniem soków źrałychjak drzewo wiary, mocy, gniewu.
I jęli ciebie cieśle oraći ryć cię rylcem u korzeni,żeby twój głos, twój kształt odmienić,żeby cię zmienić w sen upiora.
Jęli ci liście drzeć i ścinać,byś nagi stał i głowę zgina,zginał.
Jęli ci oczy z ognia łupić,byś ich nie zmienił wzrokiem w trupytrupy.
Jęli ci ciało w popiół kruszyć,by wydrzeć Boga z żywej duszy.
I otoś stanął sam, odartyjak martwa chmura za krataminapół cierpiący, a pół martwyporyty ogniem, batem, łzami.
W wielości swojej — rozegnanyw miłości swojej — jak pień twardyhaki pazurów wbiłeś w ranyswej ziemi. I śnisz sen pogardy.
Lecz kręci się niebiosów zegari czas o tarczę mieczem bijei wstrząśniesz się z poblaskiem nieba,posłuchasz serca: serce żyje.
I zmartwychwstaniesz jak Bóg z grobuz huraganowym tchem u skroni,ramiona ziemi się przed tobąotworzą. Ludu mój! Do broni!
IV/43r.
Comentarios
Cargando comentarios…