Pod nieba dłoniastą palmą... (1942)

Pod nieba dłoniastą palmą nie daj mi chodzić samotnieAgni.Otwórz rzeki, a sosny krzykiem z ognia i wiosnypodpal i nagnij.W jakie zimy prowadzisz, jakich kolęd słuchaćśmiertelnych?Otom jest syn wygnany z ziemi niepoznanejniewiernej.Obce mi niebo czarne i białe zawieszasznad czas samotny,oceany z kamienia, w które się przemieniamjak w lodach okręt.Nad dniem ostatnim stawiasz mi długie, woskoweświec rzędy,które są stare drzewa, kiedy w portów brzegachrżą argonauckie okręty.Odbierz mi ziemię, miłosćmiłość rozumną oderwiji porwijz posródpośród umarłych rzeczy, gdzie dojrzewa wieczóro woni morwy.Daj mi konia o Agni z żółtych, strasznych płomienii białych,bo oto spadam owoc w grób ziemi pod sobądojrzały.

Comentarios

Cargando comentarios…