Przygody Alinki w Krainie Cudów — całość

Traducción anónima del inglés

«Na Nilu lśniącej faliKrokodyl doskonaliDrapieżne swoje szpony,Rwie rybki z wód oponyI zęby swe wyszczerza,Wspaniała to wieczerza!»

Rzekł raz kundys do myszy:— Uważ nikt tu nie słyszy,Udajmy się do sądu!Ja pragnę cię oskarżyć.Nie pomogą wykręty,Dziś niech będzie badanie,Trud mój teraz podjęty,Niech skończonym zostanie!Mysz odparła kundlowi:— Czem są takie rozprawy?Gdzie prawnicy i sędzie?Niech twe zważą obławy,Niech me sprawdzą orędzie!— Ja sam — tu mysz się wzdryga,Rzekł chytrzestary wyga —ja sam sprawęrozważę —iciebiena śmierćskażę!

Karć ostro twego malcaI bij go, kiedy kicha,Grymasy to zuchwalca,Chce dręczyć mnie do licha!

Tak, karcę mego malca,Gdy kicha, to go walę!Grymasy to zuchwalca —Pieprz znosi doskonale!

«La la la, pędź mały latawcze,Ja za tobą ślę oko badawcze,Ty na krańce biegniesz tego świata,Jak taca od herbaty, gdy w niebo ulata,La la la, la la!

— Czy chcesz chodzić trochę prędzej? — do ślimaka dorsz powiadał,— Morska świnia mi mój ogon przydeptuje — ciągle biadał.Patrz, ochoczo postępują nawet żółwie i homaryHej, podążmy tam za niemi — im do tańca zbrakło pary,Im do tańca zbrakło parypary — im do tańca zbrakło pary!

Jak przyjemne będą pląsy, gdy zgłębimy wód obszary,Gdy rzucimy się w objęcia, gdy nas tańca chwycą czary! —Lecz ślimaka to nie wzrusza za daleka tam bo droga.— Ja tu — mówi — raczej siądę u tych wód błękitnych progaZa daleka bo tam droga — za daleka bo tam droga!

— O ślimaku nierozważny — dwa są brzegi wód koryta,Czy to blizko, czy daleko, kto o taki drobiazg pyta,Chodź, podążmy za tamtymi, a zaręczam w pląsów szaleZapomniawszy o twych trudach, bawić będziesz się wspaniale.Bawić będziesz się wspaniale — bawić będziesz się wspaniale! —

«Jakiemiż ciebie wielbić by słowy,O piękna zupo, pachnąca zielenią,Któżby przed tobą nie pochylał głowy,Na twe wspomnienie lica się rumienią!O! dobra zupo — wieczorny posiłku,O! upiększenie każdego dnia schyłku!O! dobra zupo, dymiący posiłku,O! upiększenie każdego dnia schyłku!

Nad wszelkie dania i smaczne potrawyMilsza mi łyżka tej dymiącej strawy,Niech wobec ciebie schowa się zwierzyna,Łososie, pstrągi — legominy, wina!O! dobra zupo — dymiący posiłku,O! upiększenie każdego dnia schyłku!O! dobra zupo, dymiący posiłku,O! upiększenie każdego dnia schyłku!»

«O dobra zupo, dymiący posiłku,O upiększenie każdego dnia schyłku!»

«Królowa pyszne upiekła torciki,Gdy letnia przyszła pora,A walet skradł je z namową tej kliki:Zginęły jak kamfora!»

«Mówiono mi, żeś doniósł jejI jemu o mnie plótł,On w zaufaniu tobie rzekł,Żem pływać nie mógł wbród.

I nie szczędziwszy wcale słów,Wszak wiemy, że to kłam,Nas wystawiła niby kpów, —Co ty tam poczniesz sam?

Ja dałem jeden, tyś dał dwaA oni nawet trzy,I znów wracało w kółko to,Coś ty dał i co my.

Jeżeli ona, albo jaWmieszani będziem w sąd,Ty nas uwolnij ze szpon złaI sprostuj, proszę, błąd.

Może się mylę, sprawy szlakW tem kaprys bo jej tkwił,Mnie się przedstawia niby tak,Żeś może winnym był.

Lecz nie zdradź mu, że ufność swąOna pokładła w nie —Ma to być sekret między mnąA tobą, po wsze dnie!»

Comentarios

Cargando comentarios…