W zwierciadlanym domu — całość

Traducido del inglés por Janina Zawisza-Krasucka

„Strzeż się Jablerwocka, mój synu!Bo gdy ziewa, to kąsa, gdy się wita, to bije…”

„Bratu Klopsowi braciszek KlapsGrzechotkę wprost z pod ręki — haps!I uciekł z nią, i tak się bawił,Że same strzępki z niej zostawił.

Gdy to zobaczył braciszek Klops,Dogóry aż podskoczył — hops!— Za to. coś zrobił z mą zabawką,Wnet zbiję cię na kwaśne jabłko!

Braciszek Klaps dogóry skoczyłI tak się śmieje w żywe oczy:— I cóż, żem ci grzechotkę popsuł?Nie boję się smarkatych Klopsów!

Wtem słychać z nieba straszny huk!Sfruwa na ziemię Czarny Kruk.Zdjął obu braci strach okrutnyI zapomnieli o swej kłótni.“

„Świeciło słońce...“

Świeciło słońce ponad morzem,Świeciło z całej mocy —Srebrzyste fale nienajgorzejPoblask słoneczny złocił.A było to o dziwnej porze:Dokładnie o północy.

Leniwie jaśniał poprzez cienieKsiężyc, ze smutku biały,

I wołał: „Słońce, zejdź pod ziemię!Dość świecisz przez dzień cały.Ja też chcę świecić — miej sumienie!Pójdź sobie spać na skały!“

Dokoła morze mokre byłoI mokra w morzu woda —A piasek suchy, że aż miło,I w niebie wkrąg pogoda.A wkoło ptaków ani znaku —Poprostu wielka szkoda.

Mors obok Cieśli ręka w rękęSzli i płakali rzewnie.Piasek ich parzył w stopy miękkieI tak wzdychali śpiewnie:„Gdybyż choć światła ociupeńkę,Byłoby raźniej pewnie!“

„Gdyby sto dziewic przez dni tysiącCzyściło niebo szmatką —Byłoby jaśniej. Mógłbym przysiąc:Tak jasno, że aż gładko!“„Wątpię“ — rzekł Cieśla, smętnie dysząc.„Wolałbym niebo z siatką.“

„Ostrygi lube“ — Mors zawoła —„Chodźcież na spacer z nami!Pusto i smutno dookoła.Napróżno was szukamy.Każdy z nas tylko dwie wziąć zdoła,Bo więcej rąk nie mamy“.

Starsza Ostryga głowę chowaDo muszlowego łoża,Nie mówiąc w strachu ani słowa,Aby jej kto nie pożarł.Widać wyraźnie, że gotowaSpać dalej na dnie morza.

Ostrygi młodsze główki wzniosły:Bardzo się z drogi cieszą.Że nie uparte są, jak osły,Odrazu całą rzeszą,Choć nóg nie mają, jednak poszły.Drobniutkim kroczkiem pieszo.

Po cztery wyszły z morskiej toni,Ujęły się za ręce,I jedna czwórka drugą goni —I coraz więcej, więcej…Aż zato Mors zadowolonyCoś mruknął im w podzięce.

A gdy już razem uszli z milęPo morskim brzegu nocą —Mors z Cieślą siedli sobie chwilęPodumać i odpocząć.Ostrygi młode grzecznie wtyle,Po brzuszki w piasku krocząc.

„Czas chyba“ — rzecze Mors — „pogadaćO tem, co prawda święta:O butach, burzach, czekoladach,Kapuście i okrętach,Oraz skąd skrzydła ptak posiada,A właśnie nie prosięta?“

Ostrygi na to rzekły chórem:„Wytchnienia, Morsie miły!Uważ, że są wśród nas niektóre,Co stać nie mają siły!“„Słusznie“ — rzekł Cieśla — „a powtóreBardzoście nas zmęczyły.“

„Więc cóż?“ — powiada Mors do Cieśli —(a głos ma słodko-ostry).„Warto, abyśmy toast wznieśliZa smak i zdrowie Ostryg.Bardzo nam będzie miło, jeśliGotoweście, o siostry!“

„Tylko nie zjedzcie nas, kochani“ —Pisną Ostrygi drżące —„Bo wtedy wasza grzeczność na nicI będzie wstyd pod słońcem!“„Noc piękna, gładka, jak aksamit“ —Rzekł Mors — „a gwiazd tysiące!

Bardzo to ładnie z waszej strony,Żeście tu przyszły do nas,Czyście wzruszone? Jam wzruszony…“A Cieśla: „Pałko ty szalona!Daj jeszcze chleba ze trzy glony:Kolacja jest zbyt słona.“

„Smutnie“ — Mors znowu — „wprost nieładnie,Aż się rumienię cały!Że je poprostu zjeść wypadnie…A tak się nabiegały!“

„Daj masła!“ — prosi Cieśla ładnie —„I nie bądź tak niedbały.“„Płaczę“ — rzekł Mors — „nad waszym losem!

Nie będę spał po nocach!“I szlochał, i pociągał nosem,I chustkę miał przy oczach.A Cieśla nad muszelek stosemWzdychał, że noc urocza.

„Chciałbym choć jedną mieć Ostryżkę,By jej podziękę złożyćZa noc, za spacer wśród gwiazd iskier…Już chodźmy! Sen mnie morzy!“Lecz znikły już Ostrygi wszystkie:Cieśla je z Morsem spożył.

„Wańka-Wstańka siadł na murzeI króluje tam gdzieś wgórze.Ani Król, ani królewscy dworzanieZ tego muru Wańki-Wstańki ściągnąć nie są w stanie.“

„Zimą, gdy pola są białe,Śpiewam tę pieśń na twoją chwałę…chwałę…“

„Wiosna, gdy wszystko młode, świeże,Każdą ci swoją myśl powierzę.“

„Latem, gdy słońce mocno grzeje,Zrozumiesz, co się ze mną dzieje.Jesienią, gdy już zima blisko,Weź pióro i zapisuj wszystko.

„Posłałem list rybom przez krę,Że to jest wszystko, czego chcę.A małe rybki wzamian za toPrzysłały mi odpowiedź na to.Twardy ich upór był, jak śpiż,„Nie podołamy temu, gdyż…“Posłałem drugi liścik małyRadząc by lepiej usłuchały.A ryby na to wszystkie w śmiech!„Cóż to za dziwak z niego, eh!“Prosiłem raz, prosiłem dwa:Nie chciały słuchać, trudno, ha!Więc wziąłem tasak, ostry, nowy,By podcinać rybom głowy.Serce mi biło niby młotemI pomyślałem: „Co mi potem?“

„Walczyli o koronę Lew z Jednorożcem — chodzili po mieście,Lew z Jednorożcem po mieście chodzili w goście…Czasem ktoś Lwu podarki dawał,Czasem Jednorożcowi ktoś podarki dawał,Albo chleba kawał.Albo chleba czarnego kawał…Ktoś im dał wreszcie z powidłami ciastaLwu i Jednorożcowi po kawale ciastaI ktoś obydwu wypędził z miasta…miasta…”

„Niech się wszyscy tu zbiorą, niech przy Ali zbiorą,Zanim uczta się zacznie, można zdrzemnąć się sporo…Po uczcie na dworskich zatańczymy balach:Czarna Dama, Biała Dama i Ala...“

„W krainie Zwierciadlanej, gdy usiadła na tronie,,tronie,Tak Ala powiedziała, Ala w złotej koronie:

— Zwierzęta Zwierciadlane, Zwierzęta Zwierciadlane!Skąd jesteście, przychodźcie w te drzwi zaczarowane.Na ucztę was zapraszam obfitą i przyjemną,Siądźcie z Białą Damą, z Czarną Damą i ze mną…

Napełnijcie puhary, stoły ubierzcie w kwiaty —Dla kotów starczy kawy, a dla myszek herbaty!Niech przy stołach bogatych, przystrojonych wspaniale,Wszyscy razem witają naszą Królową Alę.“

„Stworzenia Zwierciadlane, Zwierciadlane Stworzenia!Witajcie swą Królową w Zwierciadlanych podziemiach.Jeszcze nigdy nie spotkał was ten honor na świecie,

Że mnie widzieć możecie, że mnie słyszeć możecie…Wielki dla was to zaszczyt, wielki dla was przywilej,Że możecie powitać swą Królową najmilej!

„Zmieszajcie piasek z miodem, zmieszajcie winą z wełnąI tuszem, atramentem nalejcie szklanki pełno.Pijcie wszystko, co smaczne i nie bójcie się wcaleI witajcie radośnie swoją Królową Alę!“

„Najprzód rybę trzeba złowić.Nawet dziecko to uczynić może.Później rybę trzeba kupićTrzeba mieć na to pieniądze.Rybę trzeba ugotować!Trwa to tylko kilka minut.Kładzie ją się na półmisekI ubiera zieleninką.Stawia się rybę na stoleRozłożoną na półmiskuZdejmuje się z niej pokrywkę,Lecz ryba jest jeszcze surowa.“

Comentarios

Cargando comentarios…