Pieśń III
Traducido por Zofia Trzeszczkowska
Luzyady
1. Teraz, Kaliope, ty mi bądź natchnieniem,Jakie powieści wódz królowi snował,I nieśmiertelném racz napełnić pieniemPierś śmiertelnika, co cię umiłował:A ten, coć blizki Orfeja spłodzeniem,Ten, co lekarską sztukę ugruntował,Niech k’Dafnie, Klityi, ani żadnéj innéjNie zwróci czci swéj, tobie jednéj winnéj. —
2. O Nimfo jasna, zejdź na prośby moje,Gwoli zasłudze Luzów zejdź ochoczo;Niech świat się dowié, że Tagowe zdrojePłyn Aganippy poświęcony toczą.Niech Feb opuści kwietne państwo swojeI w tę mię falę pogrąży uroczą;Lub rzekę, iż cię wstrzymują obawy,By ktoś nie przyćmił Orfejowéj sławy.
3. W głuchém milczeniu, czekali MaurowiePowieści Gamy spragnieni widocznie;Ten chwilę duma, myśli skupia w głowie,W końcu wzniósł czoło i tak mówić pocznie:„Chcesz wiedziéć, królu, kto moi przodkowie?Ich świetne dzieje, mam głosić niezwłocznie?Wolałbym obce — zbyt ciężkie zadanieChlubę rodaków, opowiadać, panie. —
4. „Opiewać obcych i czyny i sławę,Jest rzeczą zwykłą, sercu pożądaną;Lecz ziomków chwaląc, już czuję obawę,Iż się pochwała wyda podejrzaną;Lękam się również, iż na tak ciekaweDzieje — za mało czasu mi tu dano:Lecz mi twój rozkaz najwyższą pobudką;Pójdę wbrew sobie; mówić będę krótko.
5. „I co mię wreszcie, pokrzepia w téj dobie,To, że fałsz dziejów mych nie skala wątku,Raczéj je przyćmię, niźli przyozdobię,Tak treść bogata zaraz od początku.Więc, by ci oddać, jako życzyszsobieżyczysz sobie,Wszystko dokładnie, wiernie i w porządku,Najpiérw określę Europy postawę,Potém jéj ludy i ich boje krwawe. —
6. „Między zwrotnikiem Raka, gdzie z obwoduNiebios żar słońca ziemię rozpłomienia,A tą krainą wieczystego chłodu,Któréj już słońce odmawia promienia,Legł ląd Europy. — Z północy, z zachoduSłony ocean brzeg jéj obramienia,Zaś od południa, u stóp się wylałyŚródziemno-morskie przejrzyste kryształy. —
7. „Od strony, kędy świta nam dnia zorza,Z Azyą się styka: — ale kręta rzeka,Co z gór Ryfejskich wypływa podnożaI do zatoki Meotyjskiéj ścieka,Dzieli je z sobą — i dzieli głąb morza,Które nosiło groźne łodzie GrekaW gniewnym zapędzie. — Dziś — Troja w ruinie;Lecz bez wspomnienia żeglarz jéj nie minie. —
8. „Niżéj bieguna, piętrzy się wyżyna,Hiperborejskich gór sterczą urwiska,Tu Eolowa burzliwa drużynaPo wszystkie czasy, ma swoje siedliska:A płomienista gwiazda Apolina,Co świat oświeca — tu tak słabo błyska,Iż w wiecznych śniegach stoją górskie czołaI krzepnie morze i wszystko dokoła.
9. „U stóp gór Scytów, liczne pokolenia,Onego ludu, co już przed wiekamiO starożytność swego pochodzeniaWiódł spór zacięty z Egipcyanami;Ale nie doszedł prawdy rozjaśnienia,(Tak sądy ludzkie lada błąd omami),Wzrok ich nie sięgnął Damaszku dolinyOwéj ludzkości kolébki jedynéj.
10. „Daléj, kolejno ujrzą oczy twojeZimną Laponię, Norwegię ubogą,I Skandynawię, któréj śmiałe wojeDotąd Italię napełniają trwogą.Tu, między Szwecyi, Danii, Prus, państw troje,Sarmackie morze wrzyna się odnogą,I skute w portach przez zimę zazdrosnąSzybują po niém rącze statki wiosną.
11. „Stąd — po Tanais w przestrzeni szerokiéj —Siedzą Rusiny, Moskale i Finy,Dawni Sarmaci; zaś Hercyńskie stokiTo Markomanów i Polski dziedziny,A Niemcom z dawnéj hołdowne epokiSaksony, Czechy i Panonii syny,I inne ludy — rozsiadły się w krajuEmsu i Renu, Elby i Dunaju.
12. „Pomiędzy Istrem a jasną cieśniną,Co utopionéj Helli nosi miano,Ujrzysz kraj Traków, co z dzielności słyną,Niegdyś ojczyznę Marsa ukochaną. —Dziś — Hemus, Rodop — wraz z całą krainą,Przed Ottomanem zginają kolano;Bizancyum w pętach — myśl się na to wzdraga —O! Konstantynie, jakaż ci zniewaga!
13. „Przejdź Macedonię, wzdłuż Aksu koryta,Co hojnie skrapia kraj swojemi wody:Witaj mi, Grecyo! — witaj ty obfitaW gieniusze dzielne, o ziemio swobody!W tobie wymowa wzrosła znakomita,Poezya z wiedzą, w tobie szły w zawody,Imię twe równie pod niebiosa niosłoI słowo mędrca i miecza rzemiosło. —
14. „Tu na wybrzeżu mieści się Dalmata;A nieopodal Antenora groduPysznie z mórz strzela Wenecya bogata,Niegdyś tak skromna w początkach zawodu. —A ten ląd, co się gwałtem w morze wgniata,Jest to Italia — kolébka naroduZdobywców, — co się wsławili na równiBlaskiem gieniuszu, dzielnością swéj główni.
15. „Za pas jéj służy państwo Neptunowe,Za naturalny wał — Alpejskie szczyty:Grzbiet Apeninów dzieli na połowęKraj Marsowemi dzieły znakomity:Z czasem rozpękły boskie wały owe,Znikła wojenna sztuka i zaszczyty:I dziś na gruzach, ma tron i owczarnięNamiestnik Boga, co pokornych garnie.
16. „Oto jest Galia, dobrze światu znanaZ Cezara zwycięstw, pamiętnéj epoki:Zrasza ją hojnie, Rodan i Sekwana,Chłodna Garonna, oraz Ren głębo kigłęboki:Krańcem jéj — góry, kędy pochowanaNimfa Pirene: tu, w głębiach opokiPożar, jak niesie wieść, stopił metale,Aż biegły z wnętrza gór, jak złote fale. —
17. „Z tych gór obaczysz Hiszpanię szlachetną,Co niby głową jest całéj Europy;Nieraz fortuna ją, z jéj chwałą świetną,To wywyższała, to gniotła pod stopy:Lecz żadne moce téj chwały nie przetną,Niestałość losu, podstępu pochopyNie wydrą męstwa i nic nie ochłodziKrwi bohaterów, jakich ten kraj rodzi. —
18. „Z krainą Maurów Hiszpania się styka,Jak gdyby chciała zawrzéć morskie łona,Zniszczyć ostatnią pracę Tebańczyka,Słynną cieśninę, co śród skał żłobiona. —Niemało ludów ziemia ta zamyka,Które ocean garnie w swe ramiona;Ludów tak głośnych z zacności i męstwa,Iż każdy godnym zda ci się pierwszeństwa.
19. „Z nich Aragończyk, co z męstwem niemałémGród Partenopy ukorzył burzliwy;I Asturyjczyk, co piersi swych wałemStał przeciw Maurów potędze straszliwéj;Chytry Galicyi syn — i ten, co całémPaństwem zawładnął — Kastylczyk szczęśliwy,Co dźwignął kraj swój i złączył u tronuZiemie Granady, Betyki, Leonu.
20. „Czém dla Europy Hiszpania — tém właśnieJest Luzytania dla niéj — jéj koroną;Tu ląd się kończy, a Febus nim zaśnieTonie powoli w oceanu łono.Nam niebo dało chwałę, co nie zgaśnie,Hordy pohańcze zgnieść i nie zwalczonąWyprzeć je ręką: aż w Afryki ziemieŻądne odwetu wbiegło nasze plemię.
21. „Jest to ojczyzna moja — kraj mój luby!O! jeśli niebo zguby mię ustrzeże,Jeśli spełniwszy zamierzone ślubyPowitam znowu rodzinne wybrzeże,Umrę szczęśliwy. Kraj mój, pełen chluby,Od druha czy téż syna Bacha bierzeImię — od Luza, co szedł w Bacha ślady —I tu najpierwszy założył osady.
22. „Stąd rodem pasterz, co już samém mianemWskazywał jako był silny i śmiały,I przed którego męstwem niezrównanémPotężne rzymskie legiony pierzchały.Starcowi, co swe dzieci niezbłaganémPożera gardłem — niebiosa kazałyW téj świata stronie wznieść w chwały ozdobieŚwietne królestwo; Czas tak począł sobie:
23. „W Hiszpanii władał król Alfonsem zwany,Który na Maury wiodąc swe szeregiZ życiem i mieniem rozdzielał pogany,Siłą oręża, mądremi wybiegi,I mknęła sława pomiędzy ziemiany,Od Gibraltaru po Kaspijskie brzegi,Pod jego sztandar śpieszyło niemałoSzukać zwycięstwa albo umrzéć z chwałą.
24. „Wiodło ich wiary poczucie gorąceWięcéj niż żądza rozgłosu i sławy,Z różnych stron biegły rycerzy tysiące,Rzucając drogi kraj, własne dzierżawy.Lecz gdy ich czyny wzniosłém męstwem tchnące,Gdy się wsławiły ich rycerskie sprawy,Król je ocenił — sam sławą okryty —I godne zasług zgotował zaszczyty.
25. „Drugi syn Węgier króla, Henryk dzielny,Waleczny w boju, do rządów wprawiony,Wziął Portugalię, co jeszcze oddzielnéjNie stanowiła ziemi ni korony:I wieńcząc miłość przez obrzęd kościelnyZ córą Kastylii króla zaślubiony,Uczynion hrabią i z Teresą w wianieZiemię Luzyjską objął w posiadanie.
26. „Nie ustał Henryk, oręża nie złożyłZ Izmaelity srogie tocząc boje,Kraje ościenne zdobył, upokorzył,Straszném uczynił wrogom imię swoje;To téż nagrody słodkiéj wkrótce dożył,Pan ich najwyższy obdarzył obojeSynem, któremu w przyszłości sądzonoWaleczne skronie ozdobić koroną.
27. „Wkrótce król Henryk śród krzyżowców rzeszyKu Palestynie zdąża stopą śmiałą,I nad Jordanu święte wody śpieszy,W których Bóg-Człowiek obmywał swe ciało;I wyzwoleniem Judei się cieszy,Gdy Gotfredowi miasto się poddało:Nim się z powrotem do kraju wybierze,W licznych potyczkach niesie pomoc szczerze,
28. „Gdy się spełniły wieku jego lataI dzielny Węgier doszedł śmierci proga,Spłacił dług życia a w niebo ulataDuch, tchnienie bóstwa, co je wziął od Boga.Syn młodziuteńki sam został śród świata,Portret ojcowski i nadzieja błoga,Iż bohaterom zrówna. Wieść śród gminu:Wielkiego ojca, wielkim będziesz, synu!
29. „Jest stara powieść, nie wiem, błędna może?(Trudno na prawdę starych podań liczyć),Że matka wkrótce w inne wszedłszy łożeSyna sierotę chciała wydziedziczyć:I wraz z małżonkiem w państwie i na dworzeNiczém swéj władzy nie da ograniczyć,Twierdząc, iż kraj ten jéj własność stanowiW posagu za nią dany Henrykowi.
30. „A książę Alfons (tém mianem po dziadkuNa chrzcie przed laty narzeczono dziecię),Nie ma udziału ani cząstki w spadku,Matka z małżonkiem włada, rządzi, gniecie;Burzy się młodzian i czeka wypadku,By wyrwać swoje — Mars w nim ogień nieci:Długo w swéj głowie waży zamiar cały —Z dojrzałéj myśli wystrzela czyn śmiały.
31. „Błoń Guimareńska cała krwią ociekłaBratnią, w domowéj przelaną rozterce,Gdy dziecku matka, co się czucia zrzekła,Przeczyła ziemi wprzód odjąwszy serce.Stanęła w polu tak w gniewie zaciekła,Iż ani baczy, co ma w poniewierce:Wbrew macierzyństwu, wbrew Bogu się stawia,Głos namiętności silniéj w niéj przemawia.
32. „Progne, Medeo, wy jędze szalone!Jeśliście w pomście przeniosły na synyKrzywdy, występki przez ojców spełnioneCięższe w mych oczach są Teresy winy.Rozwiązłość zmysłów i nienasyconePragnienie władzy — tamtych dzieł przyczyny:Miłość dłoń Scylli ojcobójczą wiodła,Téj przeciw syna grzech aż dwa ma źródła.
33. „Chybnęła szala, książę mści swe szkody,Ojczymie, matko wyrodna, wam biada!Kraj przeciw księciu podburzony wprzódyTeraz z pokorą do stóp mu przypada:Lecz gniew zaślepia — i zwycięsca młodyNa ręce matki twarde więzy wkłada:Niepomny kary, co z niebios uderzy,Bo cześć rodzicom bądź-co-bądź należy.
34. „Dumny Kastylczyk prowadzi lud mnogi,Mszcząc krzywd Teresy, wzywa do oręży,Lecz Luzytanin nie zadrży od trwogi,Bój mu nie straszny, trud żaden nie cięży.Aniołów piecza pośród walki srogiéjOsłania piersi bohaterskich męży;Przed ich naciskiem słabnie wroga męstwo,Wróg pierzchł w popłochu — Luz święci zwycięstwo.
35. „Lecz krótka radość: — wróg wzmógł się na siłyI w Guimareńskiéj warowni obronnéjLiczne zastępy księcia otoczyły,I już był blizki zguby nieuchronnéj,Kiedy go wierne służby ocaliłyEgasa — męża, co do ofiar skłonnyI na śmierć gotów-by sprawie przegranéjDać tą ofiarą obrót pożądany.
36. „Znał prawy wasal, że się nie ostoiTwierdza przed wrogiem, — więc w imieniu zmierzaSwojego pana do wroga podwoi,Hołd obiecuje i żąda przymierza.I wróg blokady cofnąć się nie boi,Tak ufa znanéj zacności rycerza,Co za młodzieńca ręczy swą osobą.Lecz książę? ścierpi-ż on pana nad sobą?
37. „Już bliski czas był, gdy wedle traktatuMógł król kastylski czekać, iż bezspornieSam książę Alfons u stóp majestatuStanie na rozkaz, hołd złoży pokornie,Lecz próżno czeka — wtém na podziw światu,Egas, co traktat zawarł nieprzezornie,Jak wiarołomca staje spłacić głowąNiewypełnione swe rycerskie słowo.
38. „Prowadzi z sobą i dziatwę i żonęI wszyscy stają jako zakładnicy;Stopy ich bose, szaty ich znoszoneNie pomstę budzą, ale łzę w źrenicy.— Królu i panie — rzecze — niespełnioneTraktaty. Śmiałość mojéj obietnicyDziś możesz pomścić. Oto ci w zamianęPrzynoszę życie za słowo złamane.
39. „— Niewinna dziatwa na twe zawołanieStanie wraz z matką w okupie ofiarnym,Jeśli szlachetna pierś, jak twoja, w stanieNasycać zemstę słabych skonem marnym:Ta dłoń, ten język zawinił, o panie;Mnie więc jednego ścigaj mieczem karnym:Wynajduj męki, nie zadrżę z bojaźniWobec Perilla ni Sinisa kaźni. —
40. „Jako skazaniec, co mękę konaniaJuż przebył w sobie — spokojny przed katemSzyję na płachę zakrwawioną skłaniaI czeka cięcia, które go ze światemRozdzieli wiecznie: — tak pełen poddaniaEgas przed groźnym króla majestatemStał: — lecz król w sercu ocenia tę prawośćI gniew w nim stygnie, budzi się łaskawość.
41. „O! wzniosła wierność dzieci méj ojczyzny,Co się na czyny niezrównane waży!Czyż więcéj zdziałał Pers, co srogie bliznyW podobnym razie własnéj zadał twarzy?Cenił go Daryusz śród swojéj starszyznyI nieraz jękiem bolesnym się skarży:Co mi po wszystkiém? Za Zopira życieDwudziestu grodów oddałbym zdobycie.
42. „Lecz książę Alfons rycerskiéj ochotyWojsko luzyjskie zbiera w swéj dziedzinie,Na karki Maurów szykuje swe roty,W kraj, gdzie uroczo Tag przejrzysty płynie;I wkrótce dumne rozbija namiotyW obliczu wroga, w Uriqui równinie,Ani się mocy saraceńskiéj lęka,Choć jego wojsko — to garstka maleńka.
43. „Luzyjskie książę nie w sile oręża,Lecz w Panu ufa, co na niebie włada;Więc nie drży, chociaż na każdego mężaChrześcijańskiego — stu pogan przypada.Owszem, niepewność wszelką przezwycięża,Jaką przezorna podsuwała rada,Wié, iż z pomocą bożą dzielne ramięRośnie w olbrzyma — jeden stu przełamie.
44. „Na czele Maurów pięciu królów stoi,Z nich najcelniejszy Ismarem się zowie;Każdy wytrawny, nawykły do zbroiŚród walk, gdzie sławę zyskują wodzowie.Z niemi rycerek huf, jak te, co TroiPomoc swą niosły, walcząc jak mężowiePod wodzą pięknéj i dzielnéj królowéj,Któréj ojczyzną brzeg Termodonowy.
45. „Wionął chłód ranny — weszła jutrznia chyża,Gwiazdy powoli gasły na błękicie,Gdy Syn Maryi przybity do krzyżaBłysł przed Alfonsem nowe budząc życie.Alfons padł na twarz, w prochu się uniżaI płonąc wiarą tak woła w zachwycie:— Niewiernym, Panie, cuda Twe przystoją,Ja — i tak wierzę w istność i moc Twoją. —
46. „Na wieść o cudzie zapał w wojsku rośnie,Zapał ogarnia drużynę rycerzy,Zasługi księcia wynoszą rozgłośnieI serca swoje święcą mu najszczerzéj:Wojsko go królem nazywa donośnie,I coraz daléj te okrzyki szerzy,I jedno hasło pod niebiosa bije:„W bój za Alfonsa! Król Alfons niech żyje!“
47. „Jak w górach, kiedy myśliwy dostrzeżeŻubra — i szczwaniem brytana rozjuszy,Ten pędzi wściekle na odważne zwierzę,Które rogami zda się wszystko skruszy;Nie siłą, ale zwinnością pies bierze,Szarpie za boki żubra to za uszy,Aż z przegryzioném gardłem, krwią zbroczony,Straszliwy olbrzym runie wysilony.
48. „Tak pierś nowego króla męstwem gore.Ku chwale Boga i narodu razem,Z zapału wojska chce skorzystać w poręI wroga dzielném rozgromić żelazem —Do dzid, do łuków śpieszą Maury skore,Król wciąż obecny zachęca rozkazem:Gwar, grają trąby, rośnie surma dzikiéj,Ogłuszającéj wojennéj muzyki.
49. „Jako gdy z iskry w trawę zaronionéjOgromny pożar Boreasz rozdmucha,I wiatr go niesie w pole na wsze stronyI morzem ognia goreje gąszcz sucha:Zrywa się ze snu pasterz przebudzony,Gdy trzask płomienia doszedł jego ucha,Zbiera swą trzodę i w żałośnéj trosceObraca kroki ku poblizkiéj wiosce:
50. „Tak szyki Maurów mieszają się, chwieją,W nagłym pośpiechu ledwo za broń chwycą;Stanęli — jeszcze rumaki nadzieją!I straszny atak ponieśli konnicą.Portugalczykom ramiona nie mdleją,By spotkać wroga dzidy, jak las świecą:Tysiące Maurów na ich ostrzach legły,Tysiące z krzykiem: Allach! z pola zbiegły.
51. „Tak było silne, tak śmiałe to starcie,Iż góry mogłoby ruszyć z podstawy;Na równi z panem koń walczy zażarcie,Koń — ów Neptuna dar ziemi łaskawy:Ze wszech stron ciosy lecą nieprzeparcie,Na wszystkie strony zakipiał bój krwawy:Zbroje, kolczugi Luz zwycięsko płata,Rąbie pancerze, tnie, siecze i zgniata.
52. „Skaczą po polu odsieczone głowy,Tam — nie wiész czyje martwe członki w kupie,Owdzie jelita drgają — tam tułowy,I lica sine, blade, straszne, trupie.Zasłało wojsko cały plac bojowy,Potokiem spływa krew, co z trupów chlupie,I pola barwa pokryła niezwykła,Pod krwi purpurą ich zieloność znikła.
53. „Zwycięża Alfons — milkną gwarne szumy,Wojsko trofea i łupy zdobywa:Legły rozbite Maurytanów tłumy,Trzy dni król wielki w polu wypoczywa.I na swéj białéj tarczy, pełen dumy.By pamięć chwały pozostała żywa,Jak w liczbie pięciu polegli mocarze,Niebieskich tarczy pięć malować każe.
54. „Na tarczach znaczą srebrników trzydzieści,Za które Zbawca świata był sprzedany:Tak barwny pędzel wysila się k’cześciBoga, co łaską swą wsparł Luzytany;W krzyż ułożono tarcze — każda mieściPo pięć srebrników; — cały zaś oddanyBędzie rachunek, gdy tarczę środkowąRaz przeliczywszy — przeliczysz na nowo.
55. „W niedługim czasie po wielkiéj wygranéjZnów król na czele swych zastępów śpieszy,Zdobywa Syrję, która w swoje ścianyPrzyjęła szczęty niedobitków rzeszy.Pada Aronchez silnie warowany.Po nim Skalabistr świetny, co się cieszyRozkosznym wdziękiem okolicznych ziemiSkraplanych Tagu kryształy jasnemi.
56. „Tak gród po grodzie, z zapasów w zapasy,Wkrótce zwycięsca bierze Mafry mury,Wnet po nich Cintrę słynną ze swéj krasyZdobiącą chłodne księżycowe góry;Tu Najad grono, przerwawszy swe wczasy,Kryje się w źródłach — przed miłością, któréjSłodkie, zdradliwe ścigają je sieciI grot, co w wodę sięga i żar nieci
57. „I ty, Lizbono zacna, co się samaNazywać możesz wszech grodów królową,Wzniósł cię Ulises, który gród PryamaZdobył podstępem — mąż słynny wymową:Tyś jest mórz panią, a jednak twa bramaBędzie rozbita ręką Alfonsową,Gdy z Boreasza stron, z zimnéj północySilna mu flota przyjdzie ku pomocy.
58. „Z nad brzegów Elby, z prowincji Nadreńskiéj,Z chłodnéj Bretanji ziem — pobożne wojeŻądne miecz skąpać we krwi saraceńskiéjWiążąc się ślubem, idą na podboje.Wchodzą w port Tagu, do armji zwycięskiéjKróla Alfonsa łączą hufy swoje,Alfons, co sławą wyrósł pod lazuryPod Ulisesa prowadzi je mury.
59. „Pięć razy księżyc skrywał się pobladły,Pięć razy w pełni ukazał oblicze,Nim bramy miasta zdobytego padłyWieńcząc zwycięstwem trudy oblężnicze,Rzeź była straszna, bój srogi, zajadły,Śmierć wkoło gęste zbierała zdobycze,Gdy raz ostatni starły się junaczoWściekłość zwycięsców z ginących rozpaczą.
60. „W ten sposób, w końcu upadł ukorzonyGród, co się kiedyś scytyjskiéj nawaleOprzéć potrafił — gdy srogie zagonyZ ziem swoich zimnych, ów lud pchnął zuchwaleNa skrzydłach zwycięstw, grozą poprzedzony,Aż po brzeg Ebru i Tagowe fale;I aż po ziemię, kędy Betys płynieImię Wandalji dał całéj krainie.
61. „A gdy Lizbonę zwalczył los ponury,Gdy paść musiały jéj obronne wały,Jakież-by jeszcze ustać mogły muryPrzeciw rycerzom tak rozgłośnéj chwały?Padł gród Obidos, kraj Estremadury,Alemquer, Torres, Vedras, gdzie kryształyWodne, płynące między głazów bryłySzemrzą łagodnie i dają chłód miły.
62. „I was, za Tagiem ziemie, w blizkiéj chwili,Was słynne plony Cerery złotemi,Nadludzka siła do jarzem nachyli,Weźmie wam grody, weźmie plony ziemi.O Maurze, jakże nadzieja cię myli,Iż kraj ten będziesz orał pługi twemi;W Alcacer, w Elwas, w Mourze Luzy władną,Wszystkie twe mury, wszystkie twierdze padną.
63. „Oto Ewora w wiekach starożytnychSchron Sertorjusza, gdy bunt Romie głosi,Gdzie zdala wiedzion, zdrój w falach błękitnychPoi mieszkańców i pola ich rosi,Kędy wodociąg na arkadach szczytnychNa setkach łuków, szlachetnie się wznosi,Ten gród wspaniały wpadnie w ręce wroga,W ręce Giralda, co nie zna, co trwoga.
64. „Podąża Alfons ku Bejów podbiciu,Za szturm Trankozy, chce wziąć odwet krwawy.Gardząc spoczynkiem, on krótkiemu życiuChce nadać trwałość wiekopomnéj sławy:Nie długo miasto broni się zdobyciu;Nastał dzień sądu, dzień strasznéj rozprawy,Alfons w swym gniewie srodze się zapędził,Cokolwiek żyło, nic miecz nie oszczędził. —
65. „Natychmiast potém Cezimbrę zdobywa,Z wód rybnych znaną — Palmella nie przeczyHołdu — tu gwiazda królewska szczęśliwaPotężne Maurów zastępy niweczy:Oto pan miasta na pomoc przybywa,Prowadzi hufy ku szybkiéj odsieczyI po gór stokach schodzi stopą śmiałą,Nie świadom zgoła, co się z miastem stało.
66. „Był to Badajoz król wyniosły, dumny,Na czele czterech tysięcy konnicy,Szły za nim mnogie piechoty kolumny,Świecący złotem dzielni wojownicy.Lecz jak w zazdrości szale bezrozumnéjW maju — rozognion przy swojéj samicy —Skacze byk srogi i wściekłość go dzikaNa niebacznego pędzi podróżnika:
67. „Tak król luzyjski spada niespodzianieNa zaufane zastępy Maurowe;Rąbie, morduje, sieje zamieszanie;Sam Maur w ucieczce ocalając głowęPociąga wojsko — postrach pada na nie,Biegą w nieładzie pod pociski nowe;A tę wygraną tak ważną, doniosłąKtóż? — sześćdziesięciu rycerzy odniosło!
68. „Król niestrudzony spoczynku nie znosi,Z całego państwa hufy wojowniczeZbiera — do zwycięstw z nim zwykłe — i głosiPochód po nowe laury i zdobycze.I wkrótce skutek swych życzeń odnosi,Badajoz ściśnion w szańce oblężniczeWzięty wysiłkiem gieniuszu i męstwa,Jak wszystkie inne Alfonsa zwycięstwa.
69. „Lecz Bóg Najwyższy, co zwykle odwlekaKarę na grzesznych w błędach zabłąkanych,Czyli to może poprawy wciąż czeka,Czy z innych przyczyn nam ludziom niez n any cnieznanychCo wciąż był z królem, by Niebios opiekaŚród niebezpieczeństw strzegła go doznanych;Dzisiaj ją cofa — i wnet go dościgaPrzekleństwo matki, która więzy dźwiga.
70. „W mieście Badajoz wnet sam oblężonyPrzez LeończykowLeończyków, co chciwi łupieżyWszystkie zwycięstwa chcą mu wydrzéć plony,Twierdząc, iż kraj ten im słusznie należy.Alfons w uporze, co drogo spłaconyBędzie porażką, jak zawsze zwykł, bieży,Lecz ściśnion w bramie śród walki zaciętéj,Strzaskawszy goleń, zwalczon — jeńcem wzięty.
71. „O! Pompejuszu, nie złorzecz twéj doli,Twym wielkim czynom zakończonym klęskGdy z sprawiedliwéj Nemezydy woliCezar nad tobą wziął palmę zwycięską.Znał cię Faz chłodny w twojéj aureoli;Skwarna Syena znalaznała moc twą męską,Zastygły Wolarz, równik rozgorzałyZarówno drżały na odgłos twéj chwały.
72. „Złotém swém runem Kolchida wsławiona,Można Arabja i Sarmacja sroga,I Kapadocja i Judea ona,Gdzie lud z miłością czcił jednego Boga,I zniewieściała Syrja, — i plemionaDzikiéj Cylicji i Armenja błoga,Kędy dwie rzeki źródły obfitemiZ pod świętéj góry wytryskają z ziemi;
73. „Od ziem kąpanych falą AtlantykuAż po kraj Scytów z Taurusem spiętrzonym,Świat cię zwycięscą znał, o wojowniku!Niedziw, iż w końcu raz ujrzał zwalczonym;Patrz, dumny Alfons swych łupów bez likuWprzód zrzec się musiał, nim był wyzwolonym. —Jeden padł wyrok w Niebios radzie jasnéj,Ciebie teść złamał a jego zięć własny.
74. „Lecz sądom bożym snać zadość się stało,Bo gdy król wrócił a Maur ośmielonyMiasto Santarem obiegł swą nawałą,Po próżnym szturmie odstąpić zmuszony.To téż świętego Wincentego ciało,Co jak męczennik oddawna był czczony,Z świętego cyplu, nieszczędząc zachodu,Przeniósł król Alfons do Ulissa grodu.
75. „I prace swoje w młodsze ręce zdajeStarzec — dzielnego przywołując syna,Który natychmiast w transtagańskie krajeWiedzie wyprawę, z nim bitna drużyna. —Sanchez w zapale, w męstwie nie ustaje,Rączo w bój leci, gromi poganina,I nurt, co objął w krąg Sewilli ściany,Wnet został Maura krwią zafarbowany.
76. „Nie spocznie młodzian, ani złoży zbroiPo tém zwycięstwie, zanim poraz wtóryW krwi barbarzyńców miecza nie napoiOblegających twarde Bejów mury. —Szczęśliwy książę niedługo tu stoi,Jego życzeniom dano skutek z góry;Lecz Maur rozbity nadziei nie traci,Iż swą porażkę krwamąkrwawą zemstą spłaci.
77. „Już Atlas, co go — by Nieba ramionyWsparł — w głaz Meduzy zmienił wzrok złowrogi,Tangier, gdzie Antej jako król był czczonyI Ampeluzy cypl śle naród mnogi.I kraj Abyli nie jest wyłączony:Wszędzie chrzęst broni, lud staje na nogi,Trąb maurytańskich dźwięk chrapliwy, gruby,Wstrząsł dawne państwo szlachetnego Juby.
78. „Mir-almuminin sam wiedzie swe szyki;Trzynastu królów doznanéj odwagiMiędzy swojemi liczy wojownikiPodległych berłu cesarskiéj powagi:Już w Portugalji szerząc popłoch dziki,I kraj bezbronny niszcząc nakształt plagi,Mknie pod Santarem w murach ścisnąć księcia,Lecz drogo spłaci śmiałość przedsięwzięcia. —
79. „Maur rozwścieklony nie szczędzi orężaPo raz tysiączny szturm wiodąc na ściany;Lecz próżno kusze straszliwe natęża,Próżne podkopy — grzmotliwe tarany:Bo jak przystało na dzielnego męża,Syn Alfonsowy wciąż trwa niezachwiany;Męstwem, bacznością przemagając wrogiNa wszystkich punktach daje odpór srogi. —
80. „Po długich trudach, dźwigając lat brzemięW mieście Coimbrze spoczywał król stary,Kędy Mondego w zieleń stroi ziemi꣹k okolicznych zraszając obszary,Gdy wieść dolata, że syn w SantaremieŚcieśniony srodze walczy z wrogiem wiary. —Porwał się starzec — rzuca swe komnaty,Znać dawny zapał nie przygasł w nim z laty.
81. „Zwoławszy męże w bojach posiwiałe,K’ obronie syna leci niewstrzymany;Luzyjskie męstwo bierze zwykłą chwałę,W dwa ognie wzięty wróg — wnet pokonany. —Zdobyczą pole zasłało się całe:Tu drogie płaszcze, tam barwne turbany,Konie i zbroje, stosy drogich łupów,I jak wzrok sięgnie — pełno krwi i trupów.
82. „Garść pozostałych dłużéj nie odwleka,Rzuca kraj Luzów i wraca do domu:Mir-almuminin tylko nie ucieka,Śmierć mu ucieczki oszczędziła sromu. —Hymnem dziękczynnym brzmi przestrzeń daleka,Luz wielbi Pana na polach pogromu:Boć ten bój dziwny wykazał widocznie,Że Bóg zwycięża a nie ludzkie włócznie. —
83. „Gdy tak okryty laury zwycięskiemiStary król Alfons stał u szczytu chwały,Przyszedł kres zwykły wszystkich dzieci ziemi,Wiek i bezsilność zgniotły go, złamały:I blada niemoc rękami chłodnemiDotknęła ciała powłoki zwątlałéj;I wedle losu, jaki wszystkich czeka,Wypłacił śmierci smutny dług człowieka.
84. „Wzniosłe przylądki płakały go rzewnie,I rzeki nagle wezbrały swe fale,W szerokie pola toczą wały gniewnie,Lejąc w nie łzy swe, szemrząc ciche żale. —Lecz stokroć szerzéj rozbrzmią w świecie pewnieCzyny królewskie w bohaterskiéj chwale.„Alfonsie“! woła państwo skargą trwożnąWtórzą mu echa — niestety — napróżno!
85. „Dzielny młodzieniec Sanchez spadkobiercaZa życia Ojca już go naśladował,Dając dowody rycerskiego serca,Kiedy krwią wroga Betys zafarbował;I barbarzyński poznał go wydzierca,Król Andaluzyi, którego zwojował,I wyzwalając Beja z oblężeniaDowiódł dzielności swojego ramienia. —
86. „Ledwo lat parę na tronie mu zbiegło,Gdy powziął zamiar, by w chwili niedługiéjZdobyć gród Sylwy wraz z ziemią przyległąBarbarzyńskiemi uprawianą pługi:Dzielni mu męże dali pomoc biegłą,Giermańska flota niosła swe usługi,Płynąca zdala w szlachetnéj nadzieiNa odzyskanie straconéj Judei. —
87. „Właśnie z pomocą śpieszył w czasy oneFryderyk Rudy, co swe wojownikiW potężne hufy zebrał na obronęGrodu, gdzie Chrystus cierpiał za grzeszniki;Wówczas to Gwido pragnieniem znużoneSaladynowi poddał swoje szyki:Straszna konieczność k’ temu go przywiodła,Maur w mocy swojéj trzymał wszystkie źródła. —
88. „Przeciwnym wiatrem w te strony zagnanyFryderyk, — widząc, iż król Sanchez zbrojnyDo walki staje — szedł z nim na pogany,Licząc tę walkę między święte wojny;I jak przed laty waleczne GiermanyWiódł na Lizbonę król Alfons dostojny,Tak syn z pomocą ich siły orężnéjZdobywa Sylwę, zwalcza jéj lud mężny.
89. „Niesyty zwycięstw Sanchez daléj sięga,Pogromca Maurów wyciąga prawicęW kraje Leonu, którego potęgaNiepokoiła luzyjskie granice:Pyszny gród Tui do jarzma zaprzęgaI z nim sąsiednie grody i ziemiceMiecz twój, o panie, dzielny w każdéj porze,Umiał i podbić i trzymać w pokorzepokorze. —
90. „Lecz palm zwycięskich, wawrzynów koronyŚmierć zapalczywa nie miała na względzie,Dziedzicem Sancha syn powszechnie czczony,Alfons to Drugi — trzeci w królów rzędzie. —Przezeń Alcacer k’ państwu przyłączonyI luzytańskim już na wieki będzie;Nieraz Maur srogi gościł w nim zwycięsko,Dziś swe tryumfy ciężką spłacił klęską.
91. „Umarł król Alfons, po nim Sanchez DrugiOtrzymał spadek — gnuśny niedołęga.Co na pochlebce zdał rządy, na sługi,Sam im podlega i wszystko rozprzęga.Toż za ich winy traci w czas niedługiWładzę, po którą inna ręka sięga;Po cóż się dawał rządzić tak niegodnie?Po co bezkarnie puszczał innych zbrodnie?
92. „Nie był król Sanchez w instynktach wyrodny,Ni go rozpusty chuć potworna bodzie,Wzorem Nerona, co to kazirodnyZwiązek z swą matką zawarł wbrew przyrodzie;Nie dręczył ludzi przez kaprys niegodny,Pożóg w rodzinnym nie rozniecał grodzie;Heliogabala nie plamią go szały,Jak Sardanapal nie był zniewieściały.
93. „Nie był tyranem nad własnym narodem,Jak ci, co gnietli sycylijskie kraje,Lub jak Falarys, co z wielkim zachodemNadludzkich tortur wymyślał rodzaje:Nie, lecz lud dumny nawykł, by mu przodemChadzali męże, którym cześć oddaje,Kornie czci króla, ale — w bohaterze,Lub gdy mądrością prym śród mędrców bierze. —
94. „Hrabia Bolonii do rządów wezwany,W króla a potém we własném imieniu,Gdy spoczynkowi gnuśnemu oddanyBrat jego, Sanchez, zmarł w odosobnieniu.Alfons to Trzeci, walecznym nazwany,Co ukoiwszy kraj — o rozszerzeniuGranic jął myśleć; — obręb ich za małyDla dzielnéj ręki, dla duszy wspaniałéj. —
95. „Ziem algarbijskich część znaczną odbija,Będących żony posażnym udziałem,I hufy Maurów, którym Mars nie sprzyja,Goni orężem i trudem niemałym.Moc sztukę, dzielność niezmiernie rozwija,By Luz nad krajem zapanował całym,By kres położyć uciskom naroduW ziemiach należnych dzieciom z Luza rodu.
96. „Syn, Dyonizy, swojemi przymiotyKrwi Alfonsowéj nie skłamał szlachetnéj;A chwała jego światła i szczodrotyCzas Aleksandra przyćmiewała świetny:Zeszedł na ziemię boży pokój złotyI kraj po walce zakwitł wieloletnéj,I mądre prawa z zacnym obyczajemNad odrodzonym zaświeciły krajem. —
97. „Najprzód w Coimbrze zatlił się świt blady,Zeszły Minerwy dzielne pracowniki;Wnet potém Muzy przybiegły w też ślady,Na brzeg Mendego, na bujne trawniki. —I jak w Atenach za czasów HelladyGród rósł w naukę i sztuki pomniki,I sam Feb dzielił między ulubieńceKorony złote i laurowe wieńce. —
98. „Zburzone miasta zakwitły budową,Potężne twierdze i zamki obronne;Jakby kraj cały król dźwignął na nowo,Piętrzą się mury i gmachy przestronne. —A gdy w starości długą nić życiowąPrzecięły Parki k’ litości nie skłonne,Został syn — ojcu za mało uległy,Lecz pełen męstwa i w rządzeniu biegły.
99. „Król Alfons Czwarty zaraz KastylczykówNieznośnéj pysze przytarł harde rogi,Aby nie śmieli dzielnych przeciwnikówLekceważeniem podbijać pod nogi:Lecz kiedy zgraje Maurów najezdnikówW pól hesperyjskich runęły rozłogiI zagroziły kastylijskiéj ziemi,Dumny król Alfons wsparł ją hufy swemi. —
100. „Semiramida nigdy hufów tyleW polach Hidaspu przed swojém obliczemNie oglądała; srogiego Attylę,Postrach Italii, co się bożym biczemSam zwał — w tak strasznéj nie widziano sile,Jak dziś Saracen mrowiem najezdniczemZ państwa Granady i z ziemi MarokoW pola Tartezji rozlał się szeroko.
101. „Zadrżał szlachetny Kastylji król trwogąPrzed tą potęgą — nie o siebie trwożny,Lecz że Hiszpanie po raz drugi mogąPójść w jarzmo, uledz nawale bezbożnéj;Więc śle w poselstwie małżonkę swą drogąBłagać luzyjskiéj pomocy przemożnéj;Wspaniała córa Portugalii królaLosem się państwa i męża rozczula. —
102. „Pośpiesznie staje prześliczna MaryjaW ojcowskim dworcu, w naddziadów stolicy;Śliczna, lecz radość z lic jéj nie przebija,Łzy przyćmiewają promienność źrenicy:Włos rozpuszczony w pierścienie się zwijaPo śnieżnych barkach młodéj krasawicy,A powitana radośnie i tkliwieTak ojcu z płaczem żali się rzewliwie:
103. „„Wszystkie narody, jakie mieści w sobieAfryka cała, dzikie, bitne zgraje,Wielki Maroku król wiedzie w téj dobie,Aby hiszpańskie zawojować kraje:Ani widziano na tym ziemskim globie,Odkąd mu słone morze kąpiel daje,Takiéj potęgi, wściekłości i siły,Co trwoży żywych i wstrząsa mogiły. —
104. „„A ten, którego dałeś mi za męża,Poszedł zasłaniać ziemię zagrożoną,Z nielicznym hufem siły swe natężaNa ciosy Maura odsłaniając łono;Gdy go nie wesprze moc twego oręża,Ujrzysz mię, Ojcze, państwa pozbawioną;Ujrzysz, jak straszna czeka na mię koléj,Wdowę bez męża, bez tronu, bez doli. —
105. „„Ty, coś postrachem jedynie imieniaWartkie Moluki nurty ścinał chłodem,Powstań, mój Ojcze, śpiesz bez opóźnienia,Zmiłuj nad nędznym Kastylji narodem. —Jeśli ta radość, coć twarz rozpromienia,Uczuć ojcowskich jest wiernym dowodem,Leć! — bo gdy prędko twoi nie wspomogąMoże już wspomódz nie będziesz miał kogo...””““
106. „Tak błagająca Marya lękliwaPodobną była smutnéj Afrodycie,Gdy za swym synem łaski ojca wzywa,By śród mórz szczędził Eneasza życie;Wzruszyła ojca Zeusa prośba tkliwa:Puścił grot z ręki, wstrzymał gromobicie,Spełnił łaskawie córy prośbę całą,Jeszcze zmartwiony, iż prosi zbyt mało.
107. „Lecz już hufami uzbrojeni mężeOkryli tłumnie równiny Ewory;Lśnią w ogniach słońca zbroje i oręże,Koń z pod czapraka rży ku walce skoréj:Dźwięk trąb donośnych gdziekolwiek dosiężeRozbudza męstwo śpiące zwykłéj pory,Miesza się z chrzęstem broni — i odbityW tysiącznych echach wstrząsa górskie Szczyty.
108. „Pomiędzy wszystkie pany i rycerze,Poprzedzon królów chorągwią bojową,Dzielny król Alfons przodkowanie bierze.Bo i tłum cały przenosi swą głową,I blaskiem oka ożywia szermierze,W najbojaźliwszych tchnąc odwagą nową:Tak do Kastylji wkracza z armją licznąRazem z królową jéj, z swą córą śliczną.
109. „Łączą się w końcu obaj AlfonsowieW polach Tarify — a przed niemi wrogi;Hord barbarzyńskich nieprzejrzane mrowiePokryło góry i równin rozłogi. —Nie było śród was, o mężni Luzowie,Śmiałka, co wówczas nie zadrżałby z trwogi,Gdyby nie pewność, iż w tak świętéj walceSam Zbawca walczy za swe wierne chwalce. —
110. „Prawnuk Agary wita pośmiewiskiemZastęp chrześćjański tak nieliczny, słaby;Naprzód wygranéj rozporządza zyskiem,Ziemię, jak własną, tnie między swe draby;I kłamnie obcém pyszni się nazwiskiemSaracenami zwąc się jak Araby;On, Maur koczownik, syn nagiéj pustyni,Tych ziem szlachetnych już się panem czyni!
111. „Jak ów barczysty olbrzym, co przed latyStał się postrachem Saulowych szyków,Widząc pastuszka, który miast bogatéjZbroi — niósł procę i kilka kamyków,Szydził z słabości i z ubogiéj szaty,Nie szczędził zniewag i wzgardliwych krzyków,Lecz szczękła proca i w czoło go sięga,Zwycięża wiara nie ludzka potęga:
112. „Tak Maur przewrotny lekceważy sobieChrześćjan siły, nieświadom, iż ramięWiernych moc wyższa wzmacnia w każdéj próbie,Moc, co piekielnéj giąć się każe bramie:Ona chrześćjańskie krzepi armje obie,Przez nią Kastylczyk Marokany łamie,A Luz wsławiony w wszelkich walk zakresieWojskom Granady postrach i śmierć niesie. —
113. „Już po puklerzach zatętniały ciosySzpad i dzirytów, zawrzał bój zacięty —I — wedle wiary — słychać hasł odgłosy:Ci grzmią: Mahomet! inni — Jakób święty!Jęki ranionych lecą pod NiebiosyI jak jezioro płyną krwawe męty,Gdzie grzęznąc giną pośród trupich stosówCi, co zdołali ujść z pod miecza ciosów. —
114. „Wysiłkiem męstwa Luz śród GrenadczykówW niedługiéj chwili srogie sprawił siecze,Złamana cała potęga ich szyków,Już rozproszone lub poszły pod miecze.Luzom zamało zwalczyć przeciwników,Załatwy tryumf — zapał znów ich wleczeNa pomoc dzielnym rycerzom Kastylji,Co jeszcze z syny Maroku walczyli.
115. „Już się dzień skwarny miał ku zachodowi,K’ dworcom Tetydy zwrócił się wóz słońca,Blednąc i dając drogę Wesperowi;Już dzień ów wielki zbliżał się do końca,Gdy przełamała moc pohańczych mrowiKrólów chrześćjańskich potęga krusząca:A takiéj rzezi, wiktorji tak sławnéjŚwiat nie oglądał późniejszy ni dawny. —
116. „Mniéj we trzy razy Cymbrów wyciął w bojuMiecz Marjusza, kiedy w dniu wygranéjKazał znużonym po bojowym znojuLegjom — pić z rzeki krwią wroga rumianéj:Mniejsząś rzeź sprawił, ty Kartagi woju,(Coś z dziecka przysiągł pomstę na Rzymiany)W dzień, kiedy Romy synowie zwalczeniDali-ć z rąk martwych trzy beczki pierścieni.
117. „A jeśli tyle dusz z krwawego plonuPoszło w otchłanie krainy piekielnéj,Gdy lud zacięty starego zakonuMusiał gród poddać po walce śmiertelnéj,Boży to dopust zgniótł mury Syonu,Nie twoje ramię, o Tytusie dzielny!Tyś spełnił tylko dawnych proroctw słowo,Stwierdzone smutną wróżbą Chrystusową.
118. „Kiedy tak trymf zwieńczył mężne chęci,Wraca król Alfons — pierś jego spragnionaCieszyć się chwałą, którą lud mu święciI co tak ciężkim znojem wysłużona;Lecz cios nań czekał — cios godny pamięci,Wróżki, co grobom wydziera imiona,I dziś mi wskrzesi tę, któréj spiknioneLosy — wprzód dały śmierć — potém koronę. —
119. „Tyś to był sprawcą, o srogi Kupidzie,Jéj ciężkiéj doli, tyś sam jéj morderca!Czy kto twój czciciel, czy cię ma w ohydzieWszystkich twój pocisk rani lub uśmierca.Niepróżno zdawna wieść o tobie idzie,Że łzy nie gaszą żądz twojego serca,Bo zawsze pragniesz, sroższy nad tyrany,Widziéć twój ołtarz w krwi ludzkiéj skąpany. —
120. „O piękna Inez, cicho i samotnieŚród uciech biegły słodkie dni twéj wiosny,Śród błogich ułud, co mkną tak przelotnie,Bo im trwałości skąpi los zazdrosny;Brzegi Mondego zraszały stokrotnieŁzy pięknych oczu w tęsknicy miłosnéj,Uczyłaś góry i każde ustroniePowtarzać imię wyryte w twém łonie.
121. „Twojego księcia miłość nie mniéj tkliwa,Zapadł mu w serce twój obraz uroczy;Przed okiem duszy stoisz mu jak żywaIlekroć znikniesz przed ziemskiemi oczy;Nocą w snów złudach przy tobie przebywa,W dzień każdą myślą z tobą się jednoczy;Cokolwiek słyszy, gdzie jest, w każdéj dobieMarzy o szczęściu, bo marzy o tobie.
122. „Odtrąca świetne związki, ślubne łoże,Wszelkie powaby dziś dlań obojętne;Czysta miłości, gdy nas liczko hożePodbije — już nam wszystko inne wstrętne.Nie długo taka miłość skryć się może,Doszły do ojca szemrania niechętneLudu — i stary król potępia srodzeSyna, co puścił namiętności wodze;
123. „Więc chcąc go wyrwać, zniszczyć ponęt czary,Na biédną Inez daje wyrok w gniewie,Sądząc, iż we krwi nieszczęsnéj ofiaryZbyt stałych ogni ugasi zarzewie.Snadź wściekły gniew był — jeśli miecz swój stary,Co hordy dziczy w nąjezdczym zalewieNa ostrzu trzymał — ów mieezmiecz sławny w świecie,Przeciw bezbronnéj dał podnieść kobiecie. —
124. „Wnet ją powlekła oprawcy dłoń dzikaPrzed króla — ten się już wzruszać poczyna;Lecz lud wzburzony przeciw niéj wykrzyka,O śmieć nieszczęsnéj w głos się dopomina. —A ona głosem, co w serce przenika,Skarży się rzewnie i losy przeklina,Nie zgonem własnym strwożona tak srodze,Lecz żal kochanka, żal dziatwy niebodze. —
125. „Już ku kopule Niebios kryształowéjPodniosła oczy łzą bólu zalane;Oczy — bo ręce twardemi okowyPrzez dzikich katów już były skowane:Potém na dziatek zwróciła je głowy,Na dziatki drobne a tak ukochane,Nad ich sieroctwem sercem matki biadaI do srogiego tak przemówi dziada:
126. „„Jeżeli zwierząt, które w puszcz gęstwinieInstynkt dzikości z przyrody dziedziczą,I ptaków, które w powietrznéj krainieŻywią się krwawéj łupieży zdobyczą,Widziano nieraz litość ku dziecinie,Jeśli zwierzęta opieki użyczą,Jak mamy przykład na Ninusa matce,Jak przyszli Romy świadczą nam zakładce:
127. „„Ty, coś człowiekiem i z uczuć i z ciała(Gdy tak zwać można kobiety mordercę,Któréj grzech cały, że zniewolić śmiałaTego, kto ujął i podbił jéj serce),Niech widok piskląt tych na cię podziała,Życia nieszczęsnych nie miéj w poniewierce:Litości dla nich! niech cię litość wzruszy,Gdy nie zmiękczyła niewinność méj duszy.
128. „„Jeśli zwycięsko hord wrogich zapędyOgniem i mieczem dłoń twoja zwalczyła,Umiéj okazać niewinności względy,Bom na tak stasznąstraszną śmierć nie zasłużyła:A gdy tak wielkie w twoich oczach błędy,Skarż mię wygnaniem wieczném, każ, bym żyłaW Scytji chłodnéj, lub w skwarnéj krainieLibji — niech życie me w łzach wiecznych płynie.
129. „„Wpośród lwów dzikich, tygrysów okrutnychŚlij mię, o panie; a może się zbudziW zwierzętach litość dla mych losów smutnych,Jakiéj daremnie szukałam u ludu:Tam z mą miłością o dniach niepowrotnychMarząc żyć będę, a ból mój ostudziWidok tych dziatek, ojca obraz żywy,Słodka pociecha matce nieszczęśliwéj.””““
130. „Już w sercu króla dobroć górę bierze,Wzrusza się skargą i tkliwemi słowy,Lecz opór ludu i los — w jednéj mierzeNieubłagane — żądają jéj głowy. —Dobyli z pochew ostrych szpad rycerze,Króla gniewnemi podniecają mowy.Hańba wam, hańba, żądni mordu męże,We krwi piękności hartować oręże! —
131. „Jak gdy skazanéj przez Achila cienieKrólewskiéj córze trojańskiéj dzieweczcePirrus zagroził śmiercią Poliksenie,Zgrzybiałéj matki jedynéj ucieczce:Ona zwracała swe jasne swojrzenie,(Podobna kornéj, cierpliwéj owieczce),Ku oszalałéj z bólu swéj macierzy,Czekając cicha, nim nóż w pierś uderzy:
132. „Taką się zdała Inez pod ciosami:Alabastrowe prześliczne jéj łono,To dzieło wdzięków, już krwi struga plami,I skroń, co będzie zwieńczona koroną,I białe lilje zroszone jéj łzamiI ostre szpady siepaczy w krwi toną,A oni wściekli, w dzikości nadmiarze,Nie patrzą w przyszłość, nie pomną o karze.
133. „O słońce, któreś niegdy odmówiłoKrwawéj Tyesta uczcie twych promieni,Jakżeś się ciemną chmurą nie okryłoPrzy téj posępnéj i okropnéj scenie?I wy doliny, w których się odbiłoJéj ust stygnących ostatnie westchnienie,Imie Don Pedro w ostatnim wykrzykuWyście rozniosły w swych echach bez liku!
134. „I jako świeża wiosenna stokrotkaLedwo rozkwitła, pełna barw i woni,Gdy się z dziewczęciem niecierpliwém spotka,Które ją uszczknie na wieniec swych skroni,Wnet więdną listki, ulata woń słodka:Podobną była zmarła Inez do niéj,Zblakły lic róże, szkarłat ust korali,Barwy wraz z życiem zagasły w krwi fali.
135. „I długo Nimfy Mondego płakałyPo pięknéj zmarłej w żałości głębokiéj,Aż zamieniły w źródlane kryształyK’ wiecznéj pamięci te łez swych potoki,A strugę „źródłem miłości“ nazwały:I dziś wędrowiec, gdy doń zwróci kroki,Ujrzy, jak rosząc kwiaty po dolinie,„Źródło miłości“ z łez powstałe płynie.
136. „Nie długo z pomstą za śmierć ukochanéjZwlekał Don Pedro; — ledwo siadł na tronieWnet za zbiegami, zemstą podżegany,Aż ku Kastylji rozesłał pogonie.Tu, drugi Pedro, Okrutnym przezwany,Dościgł ich, pojmał i zdał w mściwe dłonie;Dwaj władcę paktem związali się krwawymJak ongi Marek i Lepid z Oktawem. —
137. „Bezwzględnie Pedro karcił ludzkie zbrodnie,Mord, cudzołóstwo i podstęp wszelaki:Może stwardniawszy sam zranion niegodnieSzukał pociechy pociechy w surowości takiéj?Lecz pod nim grody wytchnęły swobodnie,Pysznym ciemięscom umiał dać się w znaki,Częściéj złoczyńcom z karków strącał głowy,Niż błędny Alcyd, niż Tezej surowy.
138. „Twardy hart ojca przez wybryk przyrodyNie zdołał w słabym odrodzić się synie!Gnuśny, niedbały Don Fernando młodyZwolna rozprzęga ład w całéj krainie:Kastylczyk niszczy i sioła i grody,Zda się kraj przyszedł k’ ostatniéj ruinie;Znikąd obrony — bezrząd i bezprawia.Tak słabość króla lud hartu pozbawia.
139. „Czy to był dopust boży na grzesznikaZa Leonory mężowi wydarcie,Którą, gdy żądza owładła nim dzika,Śmiał król zaślubić i żyć z nią otwarcie?Czy że występek, gdy do serca wnika,To już do zguby ciągnie nieprzeparcie?Zmiękcza, osłabia — aż w przepaść upadnieKażdy, kim nizka namiętność owładnie?
140. „A pomsta niebios dziś czy jutro przydzie,Nigdy bezkarną nie zostanie wina,Świadkiem Helena porwana Atrydzie,Skon Apjusza, wygnanie Tarkwina:Za coś osądzon, ty święty Dawidzie?Za co zginęło plemię Benjamina?Za Sarę Faraon ukarany srodze;Za Dynę — Sychem stanęło w pożodze.
141. „Duszę z najtwardszéj ukowaną staliMusi osłabić namiętność nieprawa:Świadkiem Alkmeny syn u stóp Omfali,Świadkiem przyćmiona Antoniusza sława,Gdy miłość złożył na dziejowéj szali;Świadkiem chybiona Annibala sprawa:Z pod Kann zwycięsca, mąż dzielnéj prawicyZgnuśniał w objęciach podłéj niewolnicy.
142. „Lecz któż z nas może ominąć te sidłaKiedy je miłość zdradliwa roztoczyNa lic różanych cudne malowidła,Łon alabastry i złoto warkoczy?Stokroć mniéj groźne piekielne straszydła,Co przerażały śmiertelników oczy:Widok Meduzy serca zmieniał w skały,Piękność zażega żądz wrzących upały.
143. Któż z nas się oprze czarowi wejrzenia,Słodkiéj twarzyczce, powabom anioła,Gdy cała dusza nagle się przemieniaI wielkim głosem o uczucie woła?Ktokolwiek doznał tego upojenia,Dla Don Fernanda srogim być nie zdoła:Ilekroć zechcą potępić go sędzie,Niech wielka miłość wymówką mu będzie“.
Comentarios
Cargando comentarios…