Mądry Uburtis i djabeł

Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie

Każdego razu, kto tylko przechodził mimo góry Dżuga, postrzegał tam Niemczyka w kusym fraczku przeskakującego z drzewa na drzewo. Wszyscy tę górę omijali ze strachem; bo kto tylko do niéj się zbliżył, wnet go duch nieczysty w rozmaite wyzywał zakłady, a po przegraniu porywał i dusił. Jeden więc odważny wieśniak imieniem Uburtis, przyszedł do bagna leżącego tuż przy górze i począł pleść łapcie dla siebie z łyka łoziny rosnącéj w tamtém miejscu. Po kilku chwilach przychodzi djabeł.— Co tu robisz człowiecze?— Łapcie plotę.— Któż ci to pozwolił?— Kiedy co robię, nikogo o pozwolenie nie pytam.— Jak śmiesz na mojéj ziemi i z moich drzew zdzierać łyko; ja jestem panem tych okolic, jeżeli więc niewygrasz zakładów, jakie ci przełożę, natychmiast zginiesz.— Zgoda; a gdy wygram, co mi dasz?— Kapelusz pieniędzy.— Jakiż więc będzie pierwszy zakład?— Spróbujemy się, kto silniejszy.— Dobrze.— No! mocujmy się.— Dałbyś sobie pokój, co tobie zemną się porywać, kiedy ty nawet mojego stuletniego dziada, który oto o kilka kroków śpi, niezmożesz.To mówiąc Uburtis, wskazał na leżącego niedźwiedzia. Djabeł podskoczył ku niemu i chwycił oburącz za szyję. Niedźwiedź rozjątrzony rzucił Niemczyka o ziemię i począł chłostać swą łapą. Zmordowany, zbity, ledwie się wydobył biédny djabeł z uścisków niedźwiedzia.— No, jeden zakład wygrałeś; teraz drugi: rzucajmy, kto daléj zarzuci; to mówiąc, porwał blisko leżący ogromny kamień i cisnął w powietrze, kamień spadł za trzy godziny. Uburtis zaś miał w ręku skowronka i puścił; głupi djabeł rozumiał, że to kamyczek. Czekają godzinę, czekają drugą, trzecią, czwartą, piątą i jeszcze dłużéj — niespada.— Wygrałeś człecze drugi zakład; teraz trzeci: kto z nas prędszy; ty uciekaj, ja będę gonił.— Co tobie djable ze mną się porywać, ty nawet mego dziecięcia urodzonego wczoraj niedopędzisz, jeźli chcesz, spróbuj się z niém. To mówiąc, postraszył w łomie leżącego zająca; zając skoczył i począł zmykać. Łapaj! łapaj!Djabeł popędził za zającem i nic niewskórawszy, powrócił.— Twoja prawda, człecze, wygrałeś. No, jeszcze ostatni zakład i pieniądze będą twoje. Oto widzisz tę kulę, waży ona funtów sto tysięcy; kto ją z nas wyżéj wyrzuci?— Ty najprzód próbuj djable.Djabeł chwycił kulę jedną ręką i wyrzucił tak wysoko, iż z oczu zniknęła, a gdy spadła, połowa zaryła się w ziemi.— Teraz na ciebie koléj człecze.Człowiek przyłożył rękę do kuli i począł się przypatrywać obłokom, które po niebie się przesuwały.— Czegóż się tak przypatrujesz? rzekł djabeł.— Czekam, aby ta ogromna chmura nadeszła. Mój brat jest w niebie kowalem i teraz bardzo potrzebuje żelaza; on siedzi za témi obłokami i czeka, abym mu kulę podał.— Ach! zmiłuj się dobry człecze, nierzucaj; ona mi jest bardzo potrzebną, Wiém, że jesteś silny. Wygrałeś wszystkie zakłady, a więc daj mi swój kapelusz dla napełnienia go złotem.— Dobrze, chodź ze mną w głąb lasu, a tam mi oddasz należną kwotę.Człowiek miał już od dawna wykopaną ogromną jamę, nad którą postawił swój dziurawy kapelusz; zakrywszy darniną wszystkie na około otwory, aby djabeł jego sztuki niepoznał.— Oto panie djable mój kapelusz, syp pieniądze.Djabeł wsypał jeden wór złota: w kapeluszu ani znaku; przyniósł drugi, ani znaku; wysypał trzeci, czwarty, dziesiąty, setny; a gdy już napełniło się miejsce w jamie, napełnił nareszcie i kapelusz.Od tego czasu nigdy djabeł niepokazał się na górze Dżuga. Uburtis zaś stał się bogatym: zbudował sobie nowy dom, nakupił miodu, wódki i codzień pił krupnik i ja u niego byłem, jadłem i piłem, przez brodę ciekło, a w zęby się niedostało.

Comentarios

Cargando comentarios…