Portrety literackie — Tom II — IV
Wchodzę ja wprawdzie w gniewu waszego przyczynę,Że śmiano tak zaburzyć Apolla krainę,Ten Parnas starożytny, gdzie aż wspomnieć miło,Wszystko już tak spokojném i tak cichém było,Że nikt mu już słodkiego snu myśli nie kłócił,A Feb, co się zaledwie raz na wiek przecucił,Skarciwszy Ossyana i Szekspira zbrodnie,Chrapiącą klasycznością zarządzał swobodnie.
Zrzekam się waszéj chwały, nie chcę być klasykiem,Jeśli mam to przytłumiać, com otrzymał w darze,Jak głupie echo dawne podrzéźniać pisarze,I z każdém się uczuciem dawnych radząc wieków,Śmiać się śmiechem Rzymianów, płakać łzami Greków;Lub jeśli to tak wielką zaletę stanowi,Ukraść wiersz Horacemu lub myśl Tacytowi,I zyskać tę pochwałę dla swojéj obrony:Oto człowiek na dobrych wzorach zaprawiony!Lub jeśli jeszcze waszym podobny klasykom,Mam składać podłe hołdy Augustom, Ludwikom,Więzy nieszczęsnych ludów ozłacać niegodnie,I zbrodnią poezyi wspiérać tronu zbrodnię;
Bóg sam tego zabrania bym się tak ukorzył,On mnie wieszczem mych czasów a nie małpą stworzył.
Ledwie że się z Infimy, a nawet z pieluszekJakiś tam romantyczny wyrwie jeniuszekJużci się do nieszczęścia powołanym sądzi:Błąka się w ciemnych lasach, po cmentarzach błądzi,Z jakiéjś tam urojonéj tęsknoty usycha,Jé dobrze, pije lepiéj, a do grobu wzdycha.Wiem ja że nie żyjemy w tak wesołym czasie,By sama tylko radość brzmiała na Parnasie;Lecz nacóż nam nieznane niedole określać,Niedość-że nam istotnych, trzeba nowe zmyślać?Trzebaż, trzebaż tak srodze przez ten jęk żałosnyZ pięknego maju życia zdziérać barwę wiosny,Okradać z wszystkich pociech młodość przerażoną,I nieba, ziemię, krwawą powlekać zasłoną;Jakby już Bóg dobroci przestał światem władać,I nie było mu za co dalszych dzięków składać?!
Jedna matka was swemi uwieńcza laurami,Żadnéj lutni bezbożność lub podłość nie plami;Jedno macie prawidło: bratnie kształcić plemię,I jeden tylko rodzaj: polską śpiéwać ziemię.
Comentarios
Cargando comentarios…