Portrety literackie — Tom II — X
Są więc te stanowcze chwile,Chwile życia, wieki chwały,Gdzie dusza w całéj swéj sileRzuca się w zawód zuchwały:Gdzie z głębi siebie przywołaWszystko, czém się podnieść umie,
I gdzie człowiek wszystko zdołaCo być podobném rozumié.
Sowo Minerwy, perło AppolaSzczytna topoli w poetów klombie,Ty, coś tak piękne grywał nam solaNa Feba trąbie.Sławny pijaku krynic parnaskich,Coś Bielawskiego, coś Jacka przepił,Któż ci na wieczny smutek MoraskichGębę zalepił?Był czas, gdy jeden Bóg nas prowadził,I przyjacielskie godził nam lutnie,A każdy z nas się na koncept sadziłKto lepiéj utnie.Wtenczas to jakby Etna wzburzonaWiersześ nam miotał, wierszem grzmiał, ryczał,Dziarski twój pegaz zadarł ogonaWierzgał i kwiczał.
Każden ci wprawdzie łatki przypinał,Lecz i tyś dowiódł, że umiesz kąsać:Poznał świat wówczas co za kryminałJaksą potrząsać.I zkądże po téj bójce tak grackiéjMilczysz na wieczne dni mych zatrucie?Zapiej, ach zapiej — grzędy sarmackiéjSławny kogucie!
Trzy góry znojem sypane narodu,Lackiego Nilu piramidy wzniosłe;Trzy groby, z grobu Ojczyzny wyrosłe,Stoją w obliczu królewskiego grodu.Stoją — jak Bardy, co w przyszłość dalekąSędziwą sławę swojéj głoszą ziemi,Jak Alpy czasu, pomiędzy któremiPrzeszłość tak pełną przepłynęła rzeką.Mieszczą się śród nich całe lat tysiące,I z pełnią chwały i zagubą bratnią:Słońce, chrobremu ludowi świécące,Weszło nad pierwszą, zgasło nad ostatnią, —
Żaden kwiat się nie rozwinie,Żadne szczęście nie wypłynieZ bujnych, dzikich uczuć wzbicia,Z pięknéj tylko miary, zgody,Płynie błogość, dźwięk swobody,Piękność śpiewu, piękność życia!
Comentarios
Cargando comentarios…