Portrety literackie — Tom II — XV

Gdzie się stary Jegomość chronił w upał letni,Gdzie mawiał swój różaniec, dawne czasy marzył.

Którym dziarski parobczak znojne strojąc skronie,Zdaje się w staréj Piasta pysznić się koronie.

Sarmackiéj gościnności państwo niezmierzone.

Istny olbrzym Babelu, co na podpał małyPaszczą swoją połykał drzewa sążeń cały,I w którym, jak to dawne powiadały dzieje,Potrzykroć się przed laty zakradli złodzieje;Stykał się z nim, rozległéj równie jak on miary,Komin, krewniak, towarzysz i przyjaciel stary;Gorząc wzajem tak w dziennéj, jak i w nocnéj dobie,Ciągłym żarem afektu dogrzewali sobie.Jak ów potwór, co całą zalega jaskinię,Tak potężny pień dębu jeżył się w kominie;Stróż nań ciągle szczyp smolnych całe kopy walił,Huczał ogień i Dziaduś przy nim turka palił...

Jeden w lśniącym kirysie i z podpartym bokiemWygolony rudowąs groźnym ciskał wzrokiem,Drugi z brodą kępiastą i czubem na głowieZdał się stare ojczyzny wyobrażać zdrowie...

Gasił potwór, przez cały pułap przeciągnięty,Odwiecznych może borów piérwsza rodzicielka,Niezmierzonego dębu jednorodna belka,Potężna córa puszczy, król piastowych lasów,Łom arki, co przepłynął cały potop czasów.Zdało się, że nieludzkie go tam ręce wzbiły,Że trza było téj strasznéj, téj wszechmocnéj siły,Która światy przerzuca i hamuje burze,Aby wznieść taki ogrom i utwierdzić w górze.Belka ta liczne włości przeżywszy dziedzice,Miała jedną z kart ważnych w domowéj kronice,Na jéj boku wyryty rok stawiania dworu,Był rokiem straszliwego w ojczyźnie pomoru;A kiedy piérwszy Moskal wszedł w Dziadka podwoje,Z strasznym hukła łoskotem, i pękła na dwoje.Pod nią chłystki szlacheckie na kobiercach bito,Pod nią duch się pokazał i Szweda zabito.Nigdy téż dobry Dziaduś, znany z ostrożności,

Ni sam pod nią siadywał, ni umieszczał gości;O szeląg on się nawet pod nią nie założył,Na niczém nie podpisał, listu nie otworzył,Zważał nawet, że gdy kto klął się na Szatana,Zachłysnął przy kielichu, ograł w kasztelana,Lub się wyrwał niebacznie i głupstwo powiedział,Zawsze się pokazało, że pod belką siedział.

Lata, łaje i gdyra po każdéj ustroni,Jak domowy grzechotnik pękiem kluczów dzwoni.

Wchodzi w ręku z batogiem, kurtą na żupanie,Pas z klamrą, wąs sumiasty, już siwy w połowie,I czerep na golonéj bielący się głowie.Sześćdziesiąta już wieku przyciska go zima,Lecz służył w rajtaryi, i prosto się trzyma,Ztąd to przy gęstéj minie i wojackiéj dumieI słuchać i wypełniać i rozkazać umie.....Drwi z książki, drwi z niemczyzny, na nowość się jeży,I jak w duszne zbawienie, tak w kalendarz wierzy;Nabożny, zna kantyczki, wie co wąż i Ewa,Suszy piątki, na summach z organistą śpiéwa;A gdy ksiądz na spowiedzi burę mu wypali,Słychać w całym kościele, jak łbem w ziemię wali.

...jakieś quamquam, baba samiec, jędza,Niedość że w rok po trzykroć swą czeladź rozpędza;Jeszcze w wiecznéj z proboszczem i dworami zwadzie,Wciąż się wdziera w granice, a wciąż pozwy kładzie;Jak od dżumy, tak od niéj palestra ucieka,I z tąd sama po sądach, trybunałach szczeka...

Nieco mniejszy od dworca, gmach ów znamienity,Zewnątrz niegdyś szkarłatny, a wewnątrz wybity

Felpą żółto-gorącą, z mnóstwem taśm, kutasów,Wznosi się w staréj pysze Batorowych czasów;Gęsto się w gwóźdź mosiężny brzegi pudła stroją,Groźne Gryfy na straży drzwiczek z kordem stoją,A na tryumf téj wzniosłéj i dziwnéj struktury,Sześć sfinksów wyzłacanych świeci się u góry.

Ciśnie się całowany w ramię, ręce, wąsy,Pcha przez tłum mężczyzn, kobiet i wśród dzieci mrowia,Jeszcze progu nie przeszedł, już wypił trzy zdrowia...

Rżnie od ucha nadworna Starosty muzyka;Dziaduś w kord swój uderzy, pomuśnie wąsika,Uśmiechnie się, dłoń poda, i z marsowym wzrokiemNa czele par trzydziestu wolnym stąpa krokiem;To zawraca, to kołem, to wężykiem krąży,Gdy już w trzecim nawrocie wstrzyma go Chorąży;Wiwat pan Piotr! zakrzyknie, wznosząc flachę sporą,Damy solo puszczone nowych mężczyzn biorą:Dwaj zaś starcy klęknąwszy dawnym obyczajem,Piją swe zdrowia, płaczą, ściskają się wzajem,A za każdym uściskiem zacnéj starców pary,Z blizkiego wirydarza huczy moździerz stary.

Na każdy ruch Ewusi tkliwém strzela oczkiem;Nie może się jéj wszystkim wydziwić ponętom,Nasłuchać się jéj głosu, napatrzeć oczętom.Śliczna jakby obrazek, jak aniołek słodka,Perła, kwiatek, brylancik, przylepka, pieszczotka,Cóż dopiero, gdy nieco poprawi kołpaczka,I stanie do mazura i upiecze raczka,Utnie korkiem hołubca i koło zatoczy, —Wówczas ledwie z starego dusza nie wyskoczy;Tupa, klaszcze, podryga i chustką wywija,I zdejmuje trzewiczek i duszkiem wypija.

i upadł jak długi.Rwą ów papier — czytają — Polski rozbiór drugi.

Ten głową tłucze ściany, — ten ryknął z boleści,Wrząca krew mu ustami lunęła potokiem,Tu dwóch starców z zdziczałym porywa się wzrokiem,Stargane się ich myśli zmieszały z rozpaczą,Drobne nawet dzieciny jak bobrzęta płaczą.

........trzeba w pocie czoła;Tym potem jest krew nasza, — pracą Sybir, boje............Dziś tłoczący duszęZrzucam ten kamień grzechu, jarzmo włościan kruszę:Rozjaśnią się niebiosa wolnych dusz widokiem........

Źle jest mieszać i żenić z wesołością płacze;Pluje na grób ojczyzny kto w jéj smutku skacze.

I układa manifest, znów drze, maże, pisze,Z praw go świętych, praw ludzkich, bozkich wyprowadza,Gromi, — żółcią doprawia, łaciną dosadza......

Ryknął z żalu, — przyklęknął, — wzniósł oczy ku Bogu,Krew buchła, — serce pękło — i skonał na progu.

co w dziecinnych latachIgrał tutaj po cichych Dziadunia komnatach,I marząc, że z swym wrogiem stacza bitwę wielką,Z drewnianego konika wywijał szabelką.

Za Polskę teraz bój stoczemy,Bo jeszcze nie zginęła, póki my żyjemy!

Comentarios

Cargando comentarios…