Dąb i trzcina (Błażewski, 1910)
Dąb i trzcina spór wielki raz z sobą trzymali,W którym, gdy uszczypliwiej sobie przymawiali,Rzekł dąb trzcinie: „Cóż czynisz? ze mną się chcesz wadzić?„Nie wiesz, że ja każdego umiem z siebie zsadzić„Mocą swą przyrodzoną? Wytrwam ja gromowi,„Wytrwam wiatrom i gradom, wytrwam piorunowi;„A ty, by namniejszy wiatr, zaraz czołem bijesz,„Ledwie że się przed wiatry pod wodę nie kryjesz!“Umilkła zatym trzcina, za wygraną daje,Bo więc przeciwko prawdzie rozumu nie staje.W kilka dni potym, gdy się wiatry rozigrałyI nad zwyczaj się prawie zewsząd siłowały,Trzcina raz się położy, jakby ją podkosił,Drugi raz się podniesie, jakby ją kto wznosił;Dąb się zaś opierając ogromnie szumowi,Nie chce w nakłony podać gałęzia wiatrowi.Wszakże się mocy jego przecię nie uchronił,Bo go wiatr tuż przy ziemi gwałtownie przyłomił.A wtym trzcina do dębu rzecze temi słowy:
„Mógłbyś się teraz sromać onej chlubnej mowy,„Gdyż już leżysz bez dusze, a mnie zaś ukłony„Dodały przeciw wiatrom wszelakiej obrony“.Tak i człek skłonny rychlej ujdzie razu złego,A hardość zaś częstokroć poraża butnego.I niemasz nic od rzeczy, jeśli podleźć przyjdzie,Gdzie się więc człowiekowi przeskoczyć nie zejdzie.
Comentarios
Cargando comentarios…