Kruk i liszka (Błażewski, 1910)

Kruk ukradł małdrzyk świeży; liszka to ujźrzała,Zaczym w las, gdze kruk leciał, w też tropy bieżała.Który gdy siadł na dębie, tuż pod nim stanęła,A chwalić i wysławiać zaraz go poczęła,Mówiąc: „Jakomci żywa, ptaka tak ślicznego„Nie widziałam; ja wierzę, gdyby to do niego„Wiedział Jupiter, pewnie, że dla tej piękności,„Urody, obyczajów, cnoty i wdzięczności,„Orłaby już opuścił, a tegoby sobie„Przywłaszczył, gdyż się godzi tak zacnej osobie.

„Głos tylko, nie wiem, jaki; kiedbym ten słyszała,„Jużbym go ja nad wszystkie ptaki wysławiała“.Kruk, chłubą uwiedziony i płonnymi słowy,Wnet, dalej nie czekając końca onej mowy,Począł krakać. Wtym mu ser skoro wypadł z gęby,Zaraz go pochwyciła głodna liszka w zęby;Potym, zjadłszy go, rzecze: „Do tej twej osoby„Maszci ty wprawdzie, bracie, niemałe ozdoby;„Lecz rozumuć nie zstaje, kiedy wiarę dawasz„Chłubie zmyślnej i onę za prawdę wyznawasz“.Tak gdy kto płonnym wieściem lub pochlebstwu wierzyI, jakby szczyra prawda, tak o sobie dzierży,Rychlej więc ciż go zdradzą, których się mniej boi,Bo nie każdy to więc zje, co sobie ukroi.

Comentarios

Cargando comentarios…