Z rozdźwięków

O, ty w swej bezwzględności niepojęte życieNie zwykłoś nigdy słuchać szmeru tych pacierzyCzłowieka-niewolnika, który jednak wierzy,Że za nadzieje zwiędłe zapłacisz sowicie.

W jarzmo trudów i znojów kwitnące istotyBierzesz — a nienawistne, gdy pragną okowyStargać — ty się uśmiechasz, że ich czyn jałowyI trwalej mocniejszymi zacieśniasz oploty.

Mnie w darze dało życie wolność — upragnionąMilionem tych potężnych, co się rodzą bujniMądrości skarbem i szukają szczęścia w spójni

Z równymi sobie — lecz im w losach przeznaczoneW zaprząg stanąć; gdy duch mój prawa sobie rościDo wzlotu — sił mi nie dano — więc cóż z wolności?

Comentarios

Cargando comentarios…