W szkole
Anielka w szkole
W izbie szkolnej siedzi już mnóstwo dzieci. Śmieją się i patrzą ciekawie na wchodzących uczniów pierwszej klasy.— Wchodźcie i siadajcie na wolnych ławkach przy oknie, — mówi przyjaźnie nauczyciel.Jasiek Styk trzyma mocno za rękę swą mamusię. Anielka i Cesia siadają na pierwszych ławkach. Siedzą cichutko, jak myszki pod miotłą. Nauczyciel sięga po jakiś zeszyt, potem pyta:— Kto z was potrafi głośno i wyraźnie powiedzieć swoje imię i nazwisko?— Ja!— Ja!— Ja!— My najprzód powiemy!Z kąta izby rozlega się dźwięczny głosik:— Ja się nazywam Anielka Lipkówna!Cesia idzie za przykładem przyjaciółki.— Bardzo dobrze, — chwali nauczyciel.Inne dzieci jednak pragną to jeszcze ładniej wypowiedzieć. Starsi uczniowie wybuchają śmiechem. Malcy wesoło rozglądają się dokoła.— No, a teraz chciałbym wiedzieć, co ładnego przynieśliście z sobą do szkoły, — odzywa się nauczyciel. — Połóżcie wszystkie przyniesione rzeczy na ławkach.Pum, pum, pum, klaszczą po pulpitach linijki i tabliczki.— Ach, jakie to śliczne, czyściutkie tabliczki, — chwali nauczyciel i głaszcze Anielkę i Cesię po twarzyczkach.— Mamy także piękne szyferki, — wtrąca Anielka rezolutnie, otwierając swój piórnik.— Cudownie! — śmieje się nauczyciel i podchodzi do innych uczniów. Musi przecież wszystko zobaczyć i wszystko pochwalić.— Prawda, że piękne — rzeczy przynieśliście — mówi po chwili, ale i ja mam tu dla was dużo ładnych niespodzianek. Rozejrzyjcie się po klasie uważnie. Co się wam podoba?— Mnie się podoba ten obrazek z psem, — woła mały Henio.— Proszę pana, my także mamy pieska w domu, — rozlega się z ostatniej ławki.— My też mamy, ale takiego dużego, — woła Stefcia, — zawsze pilnuje domu i zawsze szczeka, jak ktoś obcy przechodzi. Ale nasz pies jest zły, raz nawet piekarzowi rozdarł spodnie.Wszystkie dzieci wybuchają śmiechemśmiechem.— To ja do ciebie już nigdy nie przyjdę, bo i mnie pogryzie, — mówi nauczyciel.— Nie, nie, będę go trzymała mocno za obrożę, to nic panu nie zrobi. Prawda, Heniu, że ja go umiem mocno trzymać!Henio kiwa głową.— Proszę pana, mnie się strasznie podoba ta krowa, — woła rudy Kuba, wychodząc na środek izby i wskazując palcem obrazek. — Nasza Łaciata jest zupełnie taka sama, a oprócz niej mamy jeszcze dwie kozy.— My mamy siedem krów i dwoje cieląt, — opowiada Weronka.— A my mamy dziewięć krów, — woła Krysia, — już nieraz je pasłam na łące.— A u nas jest koń, — dorzuca Franio, synek miejscowego piekarza, — a jaki mądry! Parobek czasem zaśypiazasypia na wozie, a koń sam wraca do domu.Rudy Kuba zapala się coraz bardziej:— Nasza krowa jest jeszcze mądrzejsza, bo zna się na godzinie.Znowu starsi uczniowie wybuchają śmiechem. Kuba rumieni się nagle.— A skąd wiesz o tem? — pyta nauczyciel.— Bo co wieczór o tej samej porze zaczyna wołać muu, muu! A jak spoglądamy na zegar, to zawsze jest wtedy godzina szósta.— Ja w to wierzę, — woła Henio — nasze krowy też zawsze myczą o szóstej, bo chcą, żeby je wydoić.— Proszę pana, bardzo mi się podoba ten wazon do kwiatów i te kwiatki, — wołają jednogłośnie Anielka i Cesia.Nauczyciel bierze ze stołu wazon z kwiatami.— A co to są za kwiatki? — pyta.— Pierwiosnki!— Fiołki!— Koniczyna!— Proszę pana, a ja znam miejsce, gdzie rosną śliczne pierwiosnki. Mogę panu jutro przynieść bukiecik? — pyta Anielka.— Owszem, przynieś mi kilka kwiatków.— Ja też przyniosę!— Ja także!— I ja!— Przyniosę fiołki i koniczynę!Nauczyciel śmieje się i spogląda na zegarek.— Teraz będzie pauza, — oświadcza. — Wy, z pierwszej klasy, możecie iść do domu, a o pierwszej przyjdziecie znowu.Malcy wysypują się z ławek. Twarzyczki ich jaśnieją radością.— Ale przyjemnie jest w szkole, — myśli z zadowoleniem Anielka.
Comentarios
Cargando comentarios…