Do Aleksandra Świętochowskiego

Zawszem widziała łódkę twoją drobną,Po wielkiem morzu płynącą osobno,A tak spokojną, jakbyś wśród ogromuWód oceanu — czuł w własnym się domu.

Sam byłeś. Żadne nie pchały cię wiosła,Ni wzdęta żaglów pierś tchnieniem cię niosła;U steru łodzi sam stałeś, odbityW nieskończoności głębie i błękity.

A gdy się wicher zrywał i dokołaOkręty masztów uniżały czoła,Spiesząc, gdzie w porcie far jasny się pali,Łódź twoja cicha leżała na fali.

Za tobą były bezpieczne zatoki;Tyś w burze płynął przez wiry i mrokiI w nawałnicę, gromami co dyszy,Niosłeś coś z własnej pogody i ciszy.

Ktoś jest? Dlaczego nieznana ci trwoga,Którą drży nawy ogromnej załoga?Jaka cię gwiazda prowadzi i trzymaNad przepaściami złotemi oczyma?

— Wiem! Tyś jest żeglarz, co w kruchej łupinieZysków nie spławia, po zyski nie płynie,Co łódź odbiwszy wskróś srebrnych pian śniegu,Nawet swe serce zostawia na brzegu.

Wiem! Tyś jest żeglarz, co w drodze nie liczyAni strat swoich, ni swoich zdobyczy,Bo nie dla siebie płynie i z daleka,Na drugim brzegu, zapłaty nie czeka.

Wiem! Tyś jest żeglarz, wskróś burzy co słyszyPieśń wiekuistej harmonji a ciszy,Co nawet wpośród własnego rozbiciaCzuje się kręgiem objęty wszechżycia!

Nicea.

Comentarios

Cargando comentarios…