Fragment (Ewa i Pan)
Las — okolica pusta — zmierzch.
EWA.Nie!... Nie Chcę! Nie Chcę!
PAN.Ewo, moja Ewo!Jeden całusek...
EWA.Taj puszczajcie, Panie!Ojciec drwa, rąbie... Będę krzyczeć...
PAN.Cicho!Cicho, poganko! Będziesz ty rozbudzaćO jeden całus wszystkie leśne echa?Miejże też rozum! Posłuchaj mnie tylko...No, nie rwij się tak! Nic złego... posłuchaj!Czy wiesz ty, na co ty rozkwitłaś, dziewko?Na to rozkwitłaś, żeby cię chłop nędznyMógł bić tak samo, jak swe bydlę bije,Kiedy pijany powraca z jarmarku,Żebyś dźwigała worki, pełne mlewa,Na tych ramionach gibkich, jako trzcina...Żebyś schylona do ziemi, chwast pełłaI brudne dzieci nosiła...
EWA.E!... Zaś tam!...Mnie ta nie pilno pod czepiec. —
PAN.Posłuchaj.Jeżeli kochać mnie będziesz, ja, dziewko,W moim ci dworze dam białą świetlicę,Wstąg ci nakupię kram cały złocistychI do roboty zaganiać nie będę.Tylko mnie kochaj... kochaj...
EWA.Puśćcie, Panie!
PAN.Cicho, ty wiedźmo! Czego krzyczysz?
EWA.Ale!A nie widzicie, jak to na wyrębieTa osiczyna drży ze strachu o mnie?Ta osiczyna to jest moja siostra,Bom ja w chałupie u tatusia jedna.A nie widzicie, jak się ten dąb trzęsie,Jakby chciał podnieść sękate ramionaI mnie obronić... To jest brat mój, Panie,A nie widzicie, jak mgła wstaje sina,Żeby mnie zakryć swoją chustą białą?To matki mojej duszyczka, co w niebieSpokoju przez nas nie ma...
(płacze)PAN.Dziewczę moje,Nie płacz, bo myśleć będę, że to gwiazdyPłaczą nad ziemią brylantową rosą...Nie płacz... Stój chwilkę... Ja twą stopkę bosąChcę zapamiętać, bo tutaj rozkwitnieJutro konwalja leśna, gdzie ty stoisz.No, nie uciekaj! Czego ty się boisz?
EWA.Was, Panie... Nocki, co na ziemię spada —Tego puszczyka, co się tam odzywa...Ogników z bagna, co są ognioduszki...Ojca... taj Boya...
PAN. A masz ty kochanka?
EWA.E!... Skądby znowu!...
PAN. Skądby?... Z tych wiosennychTchnień, co te brzozy kołyszą do spania,Z wieczornych tęsknot, z uśmiechów poranka,Z echa, co piosnki twoje w dal roznosi,Z pieszczot tych ptasząt, co gniazdeczka ścielą,Z jasnych warkoczy twoich przędzy lnianej,Z czarności twoich ocząt... z rzęs spuszczonych,Z bieli twych ząbków... z purpury twych ustek,Z tego westchnienia, co nie wiedzieć czemuPodnosi piersi twe dziewczęce... Z paryZ oddechu.... z skrzypek, z rumieńca przy tańcu,Z grania fujarek... Z łąk skoszonych woni...
EWA.Z tego wszystkiego miałby zaś być... niby...
PAN.Tak, tak! Uśmiechnij się jeszcze! Dziewczynę,Jak ty, prześliczną Pan Bóg na to stworzył,Żebyś się ludzkim oczom uśmiechała,Jak zorza!... I cóż? Czemuż się nie śmiejesz?
EWA.Nie mogę, Panie. Tatusia się boję.Tatuś mnie bije, kiedy na przełazku
Śmiech mój zasłyszy. Choć ja tam nie taka,Jak druga, żeby chłopców wabić śmiechem.Do płaczu częściej mi, niźli do śmiechu.Sierockie życie...
PAN. A kto cię całuje?
EWA.Ktoby zaś znów mnie miał całować!
PAN. Pewno?
EWA.Chłopcy mnie zowią hardą Jewką.
PAN. A mnie,Gdyby mi ciebie ojciec oddał, tobyśCałować chciała? Tobyś nie płakała?
EWA.Taj, czego, Panie? Wybyście nie bili.
PAN.Jabym całował... całował... całował...
EWA.Puszczajcie, Panie!
PAN. Widzisz! ty mnie nie chcesz!
EWA.E!... Ktoby nie chciał jasnego miesiąca,Albo słoneczka złocistego... AlboTej modrej gwiazdy?...
PAN.Więc czemu się boisz?
EWA.Bo wy mnie, Panie, obronić nie chceciePrzed wstydem...
PAN.Co ty?... Jaki tam wstyd!
EWA. Ale!...
PAN.Posłuchaj, Ewa! Ja przyjde wieczoremDo twojej Chaty... Cóż, mam przyjść? No, jakże?
EWA.Do chaty, Panie? Chata jest strzeżona!
PAN.Któż to jej strzeże tak? Czy ojciec stary?
EWA.Najpierw jej strzeże Jezus miłosierny,Co tam na krzyżu czarnym jest rozpięty,A koło krzyża głóg roście kolącyI broni drogi do chaty... I bocian,Co się na dachu ściele, tak klekoce,Jak stróż kołatką... I płot nasz chruściany,Co myszkę polną ledwo że przepuści,Albo jaszczurkę... A potem te wrota,Co tatuś, idąc, schyla pod nie głowęBiałą, jak jabłoń, kiedy stoi w kwiecie,I próg lipowy, co na nim we świętaSiadają, gwarząc, gospodarz starzy,A potem żóraw, co u studni skrzypi,
Comentarios
Cargando comentarios…