Jaśków sen (Konopnicka, 1900)

............Śniło mi się na zorzę,Na samiutkie świtanie,Że po łąkach szedł anioł,W prostej, zgrzebnej sukmanie.

A miał nogi on bose,Na koszuli len szary.A okrutną niósł kosę,I z grabliskiem do pary.

Jak najtęższy dąb w lesie,Taką ci miał urodę,I zahuczał jak wicher:„Będziem mieli pogodę”.

I tak przeszedł przez pola,Jak ta jasność co błyska,A precz wołał ku chatom,— „A wstawajcie, ludziska!”

Aż tu kupa narodu,Na gościniec się wali...Ja za kosę ze ściany,Kosa ogniem się pali.

— A co kosić będziewa, —Pyta jeden, to drugi,— Czy ten łężek pod lasem?Czy ten spłacheć od strugi?

A on precz nas prowadziProściusieńko na słońce,Co już weszło nad ziemię,W złotych zorzach grające.

Aż w tę jasność, w tę złotą,Poszedł naród ów cały,Tylko krzywe się kosy,W onym blasku migały.

I wsiąknęli w tę cichośćW jutrzenkowe to granie...A sen miałem na zorzę,Na samiutkie świtanie.

Comentarios

Cargando comentarios…