Jak to w naszym dworze
W naszym starym dworzeSą dębowe ściany,Jest ganek na słupkachŚlicznie zbudowany.
Przed gankiem bzy kwitną,Jaśmin pachnie wiosną,Najpiękniejsze różeLatem tutaj rosną.
Wielka stara lipaGanek nasz ocienia,Pełne słodkiej woniI pszczółek brzęczenia.
Pod lipą na ławceStary dziaduś siada,I śliczne historjeNam, dzieciom, powiada.
I wąsa siwegoPokręca „mosanie!”To targnie go na dół,To w oku łza stanie.
A my tak słuchamy,Jak trusie, wpatrzeni,A słońce zachodziWśród złotych promieni.
To śnią nam się dziwyPrzez całą noc potem,Aż kogut nas zbudzi,Co pieje za płotem.
W sień z ganku się idzie.Nad drzwiami w tej sieni,Z wielkiemi rogamiŁeb sterczy jeleni.
Tu lisia paszczękaKły ostre wytyka,I głowa ogromnaRozpiera się dzika.
Tu jastrząb skrzydliskaRozpostarł od góry,I patrzy, jak żywy,I ostrzy pazury...
Ten jastrząb niecnotaNarobił nam szkody...Maleńkie kaczątkaPorywał nam z wody.
Więc zabił go z fuzjiI wypchać dał tata,I teraz tu wisi,I wcale nie lata!
I puhacz jest jeszcze,I brzydkie dwie sowy,Co przyniósł je z boruWalenty, gajowy.
Tu smycze na charty,I torby borsucze,(Ja także się strzelaćNiedługo nauczę!).
A starą tę strzelbęWalenty mi sklei,I pójdę z tatusiemNa wilki do kniei!
Na prawo, na lewo,To idą pokoje,Tam z mamą się ucząSiostrzyczki dwie moje.
I jedna i drugaPomaga już mamie,To jabłka obrywa,(Gałęzie też łamie!)
To idzie do sklepu,Gdzie nabiał zebrany,(Jak wróci, to takieMa wąsy z śmietany!)
A dziecko zobaczą,To wszystko-by dały— A biedny! A śliczny!A chudy!... A mały!
To zaraz go jedna,To druga znów bierze,To buzię mu myje,To fartuch mu pierze.
To wstążki mu wiążąZ warkoczy, pod szyją,To mało się z sobąO niego nie biją.
A kota potrącić?...— A, kotuś!.. A, szkoda! —Aż piszczą, aż płaczą!...Już taka ich moda!
Ja kocham je bardzo,Bo dobre ogromnie!Lecz chłopiec, to lepiejPasowałby do mnie!
Gdy jesień już minieI zima przyleci,To wszyscy siadamy,Gdzie wiąże Piotr sieci.
I ogień tak trzaska,I iskry tak świecą,I bajka za bajkąZe śniegiem tam lecą.
A wicher zahuczyPo mroźnem gdzieś niebie,To zaraz się bliżejTulimy do siebie.
Wtem nagle drzwi skrzypną— Pochwalon! — ktoś powie.Wszedł biedny podróżnyW kapturze na głowie.
My dzieci już w strachu,Za pasem już nogi...A przybysz: — Z dalekiejPowracam ja drogi —
I stoi i patrzy,Oparty o ścianę,I łzy mu u rzęsówTak świecą jak szklane...
A tata do niego:— Gość w chacie — Bóg w chacie —Siądź z nami u ogniaI ogrzej się, bracie!
I idzie podróżnyI mówi: — O Boże!Błogosław te progiI ściany w tym dworze.
Comentarios
Cargando comentarios…