Na kurhanie I (Konopnicka, 1900)

Śpijcie, śpijcie w głuchem poluPobielałe kości!Kto powraca w dom sierocy,Ginie od żałości.

Wyniszczona, wygorzała,Stara wasza strzecha...Z ognisk waszych — ani iskry,Z pieśni — ani echa.

Wyrąbane wasze wrota,Znieważone progi,Rozniósł wicher dobro waszeNa rozstajne drogi.

Rozniósł wicher dobro wasze,Złotą waszą dolę...Zarodziło piołunamiSiane przez was pole.

Pogorzkniały słodkie miodyI białe kołacze,Ponad starem gniazdem waszemKruk nocami kracze...

Zmąciły się jasne zdroje,Płynące do morza,Pospadały gwiazdy z nieba,Pociemniała zorza.

Ranki idą i przechodząBez słońca dla duszy,Wybujały chwasty dzikie,W pustce tej a głuszy...

Oj, wie dobrze ziemia-matka,Wie dobrze mogiła,Czemu was tak, na sen wieczny,Cicho utuliła...

Wiedzą o tem bujne deszcze,Wiedzą białe rosy,Czemu płaczą i żalejąNad wami niebiosy...

I te wichry rozełkane,I te czarne tucze,Co nad chatą waszą wieją,Jako skrzydła krucze.

............Śpijcie, śpijcie w głuchem poluPobielałe kości!Kto powraca w dom sierocy,Ginie od żałości.

Comentarios

Cargando comentarios…