Parasol (1895)

Wuj parasol sobie sprawił.Ledwo w kątku go postawił,Zaraz Julka, mały Janek,Cap za niego, smyk na ganek,Z ganku w ogród, i przez polaHet, używać parasola!

Idą pełni animuszu:Janek, zamiast w kapeluszu,W barankowej ojca czapce,Julka w czepku po prababce,Do wiatraka pana Mola!A wuj szuka parasola.

Już w ogrodzie żabka mała,Z pod krzaczka ich przestrzegała:— Deszcz, deszcz idzie! Deszcz, deszcz leci!Więc do domu wracać, dzieci!Mała żabka, ta na czasieJak ekonom stary zna się,I jak krzyknie: deszcz! — to hola!Trza tęgiego parasola!

Lecz kompania nasza miłaWcale żabce nie wierzyła.— Niech tam woła! Niech tam skrzeczy!Taka żaba!... wielkie rzeczy!Co nam wracać za niewola!Czy nie mamy parasola?

Wtem się wicher zerwie srogi.Dzieci w krzyk, i dalej w nogi!Szumią trawy, gną się drzewa,To już nie deszcz, to ulewa;A najgorsza teraz dolaNieszczęsnego parasola.

W górę gną się jego żebra,Deszcz go chlusta, jakby z cebra,Pękł materyał... Aż pod chmuryWzniósł parasol pęd wichury.Darmo dzieci krzyczą: Hola!Łapaj! Trzymaj parasola!

Nie wiem, jak się to skończyło,Lecz podobno niezbyt miło;Żabki o tem może wiedzą,Co pod grzybkiem sobie siedzą;Prosim państwa, jeśli wola,Do naszego parasola!

Comentarios

Cargando comentarios…