O dniu
Poezye. Serya druga
O dniu, co jako pątnik pobladłeś znużonyI sam przed sobą w cieniów kryjesz się zasłony,Powiedz, gdzie ty prowadzisz całą ludzką rzeszę?Gdzie poszły już miljony? gdzie ja z niemi śpieszę?
Porywam się do lotu, dech tracę w pośpiechu;Nie mam chwili dla szczęścia, dla snów, dla uśmiechu...Jakaś ogromna, ślepa unosi mnie siła...Czuję, że mnie coś woła; śpieszę, — to mogiła!
Znikam, tracę kształt, nazwę, ulatniam się, gasnę!To co było mną wczoraj, dziś nie jest mi własne...
I miłość, i nienawiść, ster życia przewodni,Zdmuchnięte z mojej duszy, jak płomień z pochodni.
Gdzież jestem? — czy, rozwianą po rosach na łące,Pałającą źrenicą wypatrzy mnie słońce?I wypije mą duszę z kielicha tej róży,Tak, jak pije łzy ludów, łzy mórz i łzy burzy?
Gdzież jestem? — z mgłą poranną wiatr rozniósł sny moje,Szumią w samotnych lasach ducha niepokoje...Żar piersi mej przechodzi w bijący puls ziemi,A tęsknoty się skarżą nocami cichemi!
Comentarios
Cargando comentarios…