Głód
Poezye. Serya pierwsza
Nie w purpurze jak pożary,Co zdobywczą idą klęską,W rozpuszczonych na wiatr szatach,W dymów stalowej przyłbicy,I ogniste swe sztandary,Całe w róż płomiennych kwiatach,Pod obłoki górą niosą, —Co siadają jak motyleGorejące na wieżycy,I w dzwon biją pieśń zwycięską,I jednoczą w dzikiej sileCoś z rumaka stepowego,Gdy się zerwie z uździenicy,I coś z nagłej błyskawicy,Gdy z gromowej padnie chmury...Nie w żelazie jako wojna,Co z odkrytą piersią męską,W łunach cała, w ręku z kosą,Bohaterska i dostojna,Grzmi pobudką na armatach
W takty serca młodzieńczego;Orłem płomiennym się zrywa,Jak przeczenie praw natury,I jak meteor przelataPonad okręgami świata,I okropność nawet swojąSzeleszczącą sławy zbroją,I błyskami swej purpuryPrzed oczyma nam zakrywa...Nie jak mór, w bólach wybladły,Co tragicznym swym oddechemZieje, nie patrząc na kogo,I straszliwie prostą drogąZ beznamiętnym mknie pośpiechem,Śmiertelnemi prześcieradłyOwijając nam stolice;Co skrzydłami nietoperzaW marmurowy gmach uderza,Rozsypując go w kostnice;Co za sobą żgła swe wlecze,I mogilnym tchnie powiewem,Depcąc nagie drżące serca;Co napada, jak morderca,I obraca w piersiach mieczePełne jadu, pełne trądu;I goreje jak pochodnia,Zażegnięta bożym gniewem;I za pierś chwyta przechodnia,
Bez wyroku, i bez sądu...Ale nędzny, szpetny, siny,Owinięty w mgieł łachmany,Chyłkiem pełznąc poprzez poleNajuboższej gdzieś krainy,Kędy bladzi wyrobnicyNoszą, od dnia urodzenia,Aż do ostatniego tchnienia,Kainowy znak: „niedola”, —Zdawna już przepowiadanyPrzeczuć ludu smętnem echem,Łez strumieniem długich deszczy,Gradem, co jak prorok wieszczySrebrne klątwy ciska z nieba,Głuchym gromem nawałnicy,I pochodem zbrojnym wód,Głosem matek przeklinany,Własnym trawiąc się oddechem,Idzie bez kawałka chleba —Głód!
Wygaszoną z łez źrenicąBlaskom słońca naigrawaI odsłania swą prawicąWszystkie nędze, wszystkie rany,I szept pokus rzuca w ciszę...I oskarża ziemię całą,Że dla żywych jest za małą,
I przedstawia nam naturę,Jak mściwego ludom wroga,Co wypełnia krwawe prawaBez litości, i bez Boga,I dowody swe ponureTysiącami grobów pisze...Błędy, zbrodnie i wybuchy,Straty żywych sił narodu,Cofające ludzkość ruchy,Noszą czarny napis: „z głodu!”Myśl się przed nim cofa drżąca...Oto idzie rozłakniony,Depcąc pola i zagonyPod oczyma gwiazd i słońca...Gdyby jego mdłe wnętrznościPłodne były, bez litościSzarpałby swój własny płód...Już wyciąga dłoń swą siną...Biada! biada ci kraino!Głód!
Comentarios
Cargando comentarios…