Dodatek krytyczny
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom II
,I jak wulkan ziejące dalekie przyczyny,Co skutków płomienistą wybuchają lawą,I duszą orły w locie mogilną kurzawą‘ A, Pdr.
,Milcz, ty burzo,Co mnie zagłuszasz, jak zwierz, swoim rykiem!Milczcie pioruny, co złotym językiemLiżecie niebiosów ołowiane łono!Oślepnij, pełna przeraźliwych blasków,Ty błyskawico, gromów krwawa różo,Co rzucasz wkoło źrenicą czerwoną!Ja Pana wołam!Oto się oddala!‘
,Na krańce wschodu rydwan piorunowy,Którym kierują nawałnicy dłonie...Ostatnia chmura, jak czara korala,W której ogniste węże piją, płonieOd przeraźliwych, oczy żrących blasków!‘ Pdr.
,I tutaj legnę i własnem mem ciałemPostawię gniewu twego pomnik blady,Mówiący ziemi: »Pan mści się nad tobą!«‘ A, Pdr.
,O com ja walczył i czegom pożądał,Nigdy w mem życiu nie będę oglądał‘ Pdr.
,Bogdajbym nigdy nad brzegami rzekiCudzej nie słyszał przekleństw ani krzyku‘ A.
,Bogdajbym Pana nie oglądał w krzakuOgnistym — ni w wichrów szumie‘ A.
,Panie... jam burzą sam! — i twe niebiosyWstrząsam potężnym piersi mych oddechem‘ A.
,Zmienione w szarańczę płową,Co polom niesie zagładę‘ Pdr.
,Przez które nie widać Ciebie,Panie, w twem błękitnem niebie‘ A.
,W którym nie było męstwa nawet tyle,Aby się poczuć w swej sile‘ Pdr.
,O bracia moi, zbudźcie się mym krzykiem,Wołajcie: Panie, litości, litości‘ Pdr.
,I nad ojczyzną mego ludu nowąObaczę szczęścia jutrzenkę różową‘ Pdr.
,Nim zabłysną złotą rzęsąI królewską wstrząsną grzywą‘ Pdr.
,Plamiąc moje polne różeGorącemi swemi łzy‘ Pdr.
(,Ach, kiedyż, kiedyż dojdziemy obojeZdala od zgiełku, co (z ziemi) do nas dolata,Tam, kędy milkną wszystkie niepokoje(Namiętnej żądzy) Nędz i burz pełne — do naszego świata)‘ A.
,Znowu na ustach (ziemi) czcze uśmiechy,My jakby z raju wygnani (na nowo) za grzechyI łzy jej w oczach błahe (w sumieniu) i jej grzechy‘ A.
,Kiedyż od pragnień wolni, jak dwa duchy‘ A;,Ach kiedyż wolni od pragnień, jak duchy‘ Pdr.
,Zerwiemy wreszcie żądz wszystkich łańcuchy‘ A, Pdr.
,Jak(o) obło(k)czek (z kadzielnicy) opalowy,Woń się wzniosła z róży kwiatu,Dzięciół uniósł ciężkiej głowyOd koronek swych warsztatu‘ A;tu następują w A str. 36 w. 17—20.
,(Z mgłą przewiały ponad głową)Razem z mgłą się wznoszą białą‘ A.
,I wnet, pod białą piersią zadrżało z tęsknotySerce, co dotąd biło miłością namiętną...A na ustach poczułaś nieśmiertelne piętnoDucha pieszczoty...W błyskawicznem widzeniu, przy świetle tem bladem,Co (w dłoni twej) chwiało się mglejące wśród nocnej ciemności,Ujrzałaś nad tem czołem (błękitny) słoneczny dyademNieskończoności...A pijąc wzrokiem promień od bóstwa odbity,Poczułaś, że ramiona te, drżące rozkoszą,Nie spychają cię w przepaść — lecz z sobą unosząW błękity...Że w piersiach twych, na których on głowę swą złożył,Jakieś głębie nieznane nagle się odkryłyI że duch ten dotknięciem nieśmiertelnej siłyCiebie (ziemiankę) też w duchu przetworzył.Ach! wiedziałaś już odtąd, że choćby (od ciebie) wschód słońca
Kochanka twego uniósł, jako obłok blady —Ty wstąpisz w jego srebrne na błękitach śladyTęskniąca...Ach, wiedziałaś już odtąd, że jak cień za ciałem,Zwracać się będziesz za nim czołem swojem białemI myślą rozbudzoną wzlecisz w te wyżyny,Gdzie twój jedyny...I w ciszy, której tylko noc gwiaździsta słuchaI którą tylko oddech (ust) ukochanych płoszy,Szepnęłaś, drżąc z nieziemskiej najwyższej rozkoszy,Zaślubiam ducha...‘ A.
Ramion z wieczyst(ą)ym (tęsknotą) (otchłanią) zachwytem(Niech ducha mego nie trawią pożary)Niechaj niszczące dla ducha pożaryBezbrzeżnych (zwątpień) tęsknot (miłości) (trującej) niszczącej niewiaryDla urojenia, dla nazwy, dla mary,Jeśli(ś) nie (bytem) jesteś istotą,Co gwiazdą miga mi złotą‘ A.
,Przez głębię myśli, co nigdy nie blednie,Ni wobec szczytów ni wobec odmętu,Ty szaty ludzkiej słabości powszednieZmienisz na zbroję z djamentu‘ Pdr, A.
,(Przez (samotności twej spokój mogilny) ster przekonań twoich nieomylny,Przez żary ducha twego najgorętsze,Przez nieskalane serca twego wnętrzeTy będziesz silny)Przez głębię myśli i t. d.‘ A.
,Szczęśliwym będziesz przez to, co do słońcaUniesiesz z sobą ze zmierzchów tej ziemi,Co na twych piersiach pod skrzydł(ami)y tw(e)ojemiUleci w błękit bez końca‘ A.
,Przyszłość ta, którą zdobywać ci trzeba,Nie jest użyciem ni ciała — ni chleba,Nie jest rozkoszy szumiącym puharem,Ni żądz, ni pomsty, nie gniewu pożarem,Lecz na klucz wiedzy zamkniętą świątnicą,Czuwaj, strażnico‘ A.
,Tobie wejść trzeba najczystszą w te progi,Żądz ziemskich pyły strząsnąwszy wśród drogi‘ A.
,Jako wiosenne pędy naszych dębów,Tkwiąc w pniu ojczystym, z słońca czerpią siły,Ty, budownico nowych świata zrębów,Cześcią synowską otaczaj mogiły,Niechaj się tobą ojce siwe szczycą,Czuwaj strażnico‘ A.
,Nieskończoności ukochaj dziedziny,W przyszłość zasiewaj nie mary, lecz czyny‘ A.
,Ach, wiem, niełatwą jest dziś twoja droga,Sieroto złudzeń, bez wiary, bez Boga...Wiem, wrzące serce unosi cię snadnoW mętnych porywów przepaści aż na dno...Wiem, że się trawisz namiętną tęsknicą,Młoda strażnico‘ A
,I być okrzykiem świtu i przysięgą,Że kiedyś wszyscy do światła dosięgą‘ A.
,Musisz być białą chorągwią pokoju,Sztandarem pracy (narodów) wytrwania i znoju‘ A.
,Której błysk prawdy choć nie (z)razi, nie mruży,Musisz (być wieku swego przodownicą) narodu swego być skarbnicą‘ A.
,Ja dłonie kładę na duchy mdlejąceW zwątpieniu życia i tulę i koję.Wstań, wstań. Idź naprzód! Ta ziemia, to słońce,To wszystko twoje‘ Pdr.
,I jeden tylko, mówią, jest ratunek,Dla nieszczęsnego porwanego ducha:Nie pacierz matki, nie zaklęcie druha,Nie ust kochanych nawet pocałunek...Lecz niech mąż silny weźmie poświęcanyNóż — i nim w wiry skręcone uderzy —I gdy zobaczy krople krwi, ślad świeżyZadanej w serce latawcowi rany,Niech nóż ten wbije przed progiem świetlicy...A jeśli prawda, co mówi podanie,Bólem odklęty z czarów nawałnicy,»Porwany wichrem« znów na ziemi stanie. —................albo: Ostatnie słowa baśni tej nad głowąPrzewiały, jakby echo konającePoza ostatnią chmurą piorunową,Gdy tęcza wstęg swych rozwiewa już końce...— Ja słucham jeszcze — i tonę w zadumieO tych nieszczęsnych, o tych smutnych duchach,Których nad ziemią latają tysiące,W szalonych dążeń i porywów szumieI w marzycielskich wybuchach...O tych, co burzą wieku pochwyceni,Lecą zniszczenia i zagłady drogą,
I nigdy w pustej, zwichrzonej przestrzeniZiemi dosięgnąć nie mogą...Co oślepieni błyskawic jasnością,Którą pioruny poza sobą niecą,Myślą nieszczęśni, że do słońca lecąPrzed bolejącą ludzkością...Co z wszelkich podstaw społecznych wyrwani,Wykolejeni z porządku przyrody,Powietrzne gmachy budują w otchłani,Jako świątynię swobody...Aż potargawszy energji swej siłyW marnej pogoni za widmem znikomem,Giną gdzieś w chmurach, które są ich domemI z śniegów mają mogiły. —.................Ach, jak ich odkląć?... ach, jak ich wybawić?I jakiem słowem — czy ludzkiem — czy bożem?Trzebaż, by serce ból im przeszył nożem,Na piersi znacząc purpurowy kwiatek?Trzebaż, by nóż ten, przed chatą ich wbity,Progi domowe musiał aż okrwawić —I tkwił tak w jasne zwrócony błękity,Jak skarga ojców — i (mglejących) matek‘ — A.
,I chociaż w piersi m(oj)ej tkwi nóż — (i) choć ranaTak jest głęboka, tak ciężko zadana‘ A.
,(Grób mnie woła, grób mnie czeka)Nieskończoność na mnie czeka‘ A.Nieskończoność na mnie czeka‘ A, P.
,Ale do was, blade zorze,Wy, wróżbity! wy, tumany!Lecz do ciebie, sine morze,Rozbryzgane w srebrne piany.
Ale do was, Tatrów szczyty,Co, upadłszy na kolana,Z jutrzenkowych róż rozbity,Unosicie namiot Pana‘ Pdr.
,Że całą chatę potrzęsie złotem‘ A.
,(Kto ma byt dobry a kto sierocy)Jak się tu u nas sprawia gromada‘ A.
,(Rodziło co rok złociste kwiaty)Jak już na świecie nie będzie biedy‘ A.
,Kiedy już żadna sieroca skargaLecąc do nieba, mgły nie roztarga‘ A.
,(A tam na prawo, gdzie boża męka,Widać kłosiste łany z okienka,Widać, jak modrak jasno zakwita,Jakby kto gwiazdek nasuł do żyta)A tam na prawo i t. d.‘ A.
,Ani starego, ślepego dziada,Co mu się żebrać godzi,A takie straszne dziwy powiada,Aż mróz po kościach chodzi‘ Pdr.
,Miljonów ludzi i przyłożym palce‘ A;,Błędów dziejowych i przyłożym palce‘ Pdr.
,A na głos jej żar prawdy w ludach się roznieci,Jak słońca pochodnia złota‘ Pdr.
,Słuchaj! to serce gorące i młode,Które drży, kocha — i gardzi i pała,Z prochów rozwianych w jesienną pogodęPrzyroda kędyś zabrała...Ten pocałunek, co usta ci pali,Skonał wśród dźwięków nieznanej ci mowyObcego ludu — co przepadł wśród faliCzasów jak kamień grobowy‘ Al.
,Na ustach, które chcą życiem oddychać,Wiesza się oddech umarłej przeszłości.Ciasno nam, cienie przychodzą nas spychaćZe swoich strażnic i włości‘ Pdr.
,Powiemże miłość? Poświata grobowaPadnie na usta od serc tych, co biły.Powiem nienawiść? Na klucz tego słowaZwarte — powstaną mogiły‘ Al.
,Drogi upadku i wielkości drogi‘ Al.,Drogi wielkości i upadku drogi‘ Pdr.
,Choćby wasza ziemia czarnaSame miała ziarna‘ Pdr.
,I wam, o brzozy, stojące na strażyZapadłych mogił nieznanych nędzarzy‘ Pdr.
,Co pchnięcie włóczni dostało w pierś żywą,Co się poiło z kielicha goryczy,A teraz jako pęknięte ogniwoDo wspólnej pracy i sił się nie liczy‘ Pdr.
,Zdeptanym trawom i przedwczesnym grobom,Myślom gasnącym w bezduchu stuleci‘ Pdr.
,Oto już słychać w błękitach wołanieI polot duchów słychać...Zmartwychwstanie!‘ Pdr.
,I stać w purpurze i w blaskach kamieni‘ A.,I stać w purpurze, stać w blaskach kamieni‘ Pdr.
,W okienko spojrzał okiem swojem mgławem,Obaczył wróble, co na dachu gwarzą‘ Pdr.
,I błogą jasność wiosennego słońcaZacisnął dłonie i z głuchem westchnieniem‘ Pdr.
,To siew bez plonu, który ziemia czarnaTak pochłonęła, jak niewzeszłe ziarna‘ Pdr.
Comentarios
Cargando comentarios…