Willa Wołkońskich
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
Zamknięta... Cicha, zamknięta i biała,Sypiąca róże u sennych podwoi,Na tłach cyprysów, w marmurach swych stoi,Milczy i pała.
Zamknięta... razem z szelestem i echemKroków pielgrzyma z dalekiej krainyI z upojeniem rozkoszy i winy,Z łkaniem i śmiechem.
Zamknięta... z żarem ust, co tu gorzałySzeptem miłości i szeptem zachwytu,Z drżeniem żądz nocy, z omdleniem dosytuW poranek biały,
Z rozpaczą spojrzeń, co dobyć chcą z duszyNieskończoności czar, a piją męty —I z melancholją, co jest w swojej głuszy,Jak grób zamknięty.
Nagle otwierasz te ciche pokoje:Woń róż umarłych wybucha z ich wnętrza,I fala ognia, od ognia gorętsza,Tchnie w piersi twoje.
I stoisz w progu, iść dalej nieśmiały,Rzęsą nakrywszy źrenicy płomienie...Tam, za kotarą dwa szepty, dwa cienie,W uścisk się zwiały...
W szerokiej ciszy leży świat,W wieczornej ciszy...Otwarła noc już swój biały kwiatI wonią dyszy.Pali się łuną zachodnich zórzNieba i ziemi skraj...— Echo gdzieś płynie z za gór, z za mórz —»...Znasz-li ten kraj?...«
Stary akwedukt rzuca cieńNa mirt i róże;Skroś arkad świeci mdlejący dzień,W złocie, w purpurze.Odlata, roniąc blaski swych piórSkróś lazurowych staj...— Echo gdzieś płynie z za mórz, z za gór —»...Znasz-li ten kraj?...«
Lateraneńskiej wieży dzwonNa Ave bije...Módl się, bo idzie noc, śmierć i zgonTemu, co żyje...
Na wieży płonie złocisty ćwiek,Cyprysów klęczy gaj...— Echo gdzieś bije od pól, od rzek —»...Znasz-li ten kraj?...«
Po wzgórzach wieją modre mgły,Ruin zasłona...Jakiejś przeszłości sypią się łzy,Coś mrze, coś kona...O, jaka tęskność, jaki ból!Zamknięty jest mój raj...— Echo gdzieś płynie od rzek, od pól —»...Znasz-li ten kraj?...«Rzym 1892 r.
Tu był, tu czuł, tu marzył. Tędy jego oko,Zapalone tęsknotą, przez Sabińskie szczytyBiegło pod sine gwiazdy, w świat mgłami nakryty,I pierś ku mrocznym borom dyszała głęboko.
Tu śpiewał. Rozkochane słowiki tej wiosnyUcichły w mirtach, w jego wsłuchując się pienie,Bo był głos — nad ich głosy — gorący, miłosny,A z pieśni biły szumy zbóż i gajów drżenie.
Tu czuł. Stąd duch, napięty piorunowym łukiemNatchnienia, strzałą leciał przez włoskie lazuryI szum swój zlewał w akord z północnych burz hukiem,I ciskał błyskawice i gromem bił w chmury.
Tu na samotnej sosny patrząc czarność, smętnyOdwracał od róż oczy tęskne, gorejące...Stąd — orzeł, gniazda swego górnego pamiętny,Wzniósł loty, wzbił nad ziemię i uleciał — w słońce.
Comentarios
Cargando comentarios…