Uścisk wodza

Wojciech Sroka i Jan Grzywa,Chodzą flisem, jak to bywa,Jakby dobrał ich do pary,Jeden chromy, drugi stary.

Słyszą, co się w świecie dzieje,Że nad Polską zorza dnieje,Radziby też lecieć z kosą,Ale nogi nie zaniosą.

— Jak nie możem w kosyniery,To oddajmy choć talery,Choć talery, choć dukaty,Na te kulki do armaty! —

Wysypują z mieszków złoto,I miedziaki swe z ochotą,Co przez cały wiek zebrali,To dla miłej Polski dali!

— Bierzcie panie — choć bez liku,Kosynierów Naczelniku!Bierzcie, panie, co się zmieściJest czerwieńców tu trzydzieści.

Toć na pochów my składali!— Niech się — mówim — światło pali,Ale kiedy kraj w potrzebie,Co po świecach na pogrzebie!

Łzę Kościuszko ściera z twarzy,Radość w oku jego żarzy.I do serca ich przytula...— Trafi wroga taka kula!

Comentarios

Cargando comentarios…