W gorzkiej zadumie (Konopnicka, 1915)
W gorzkiej zadumie na tę ziemię patrzęI na jej pola patrzę spustoszone;I widzę nad nią gwiazdy coraz bladszeI widzę słońca gasnącą koronęW mgłach, które smętną przyoblokły nocąWszystko, co światłem jest i co jest mocą.
Kwiaty się nasze skarżą łez swych rosą,Że woń ich z wiatrem wiejącym ucieka,Że wiosny nasze nic z sobą nie niosą,Że od żniw naszych nikt chleba nie czeka...Kwiaty się nasze skarżą... Ja je słyszę,Gdy myślą w zmierzchy zapadnę i w ciszę.
I coraz więcej słabości i drżenia,Marnych porywów i marnych przestrachówCzuję, dłoń kładąc na serc uderzenia...I stoję cicha wśród pustki tych gmachów,
Gdzie w prochu leżą strzaskane filary,I myślę: jaki świat smutny i stary!
Węże, co idą w wilgotne swe nory,Odmieniać z grzbietów skóry twardniejące,Na starych dębach popękane kory,Które wiatr łupie, a wysusza słońce —Mniej strupieszałe są i mniej mogilne,Niż ty, o serce wieku! o bezsilne!
Nawet motyla nie spłoszysz swem biciem,Nie stargasz nawet i pajęczej przędzy...Jedna z fal morza, co zowie się życiem,Już cię ogłusza — drzemiące w swej nędzy...I jeden oddech szerokiej przestrzeniPrzeraża ciebie, iż krew twą rumieni!
O, wiem już teraz, jaką daje karęBóg w ziemskich piekieł najgłębszej głębinie!— On czyni ludy zastygłe i stare,Siedzące w zmierzchach na własnej ruinie;On ich spojrzeniem wstrzymuje zagasłemCzas, by nie buchnął okrzykiem ni hasłem.
O, wiem już teraz, jak Bóg dzieje piszeTym, co ich stworzyć nie mają dość siły!— On żywych wtrąca w grobowych snów ciszę,W własnej niemocy pogrąża mogiłyI rozsypuje ich kości na pole,Wziąwszy im duszę życia — życia wolę.
Comentarios
Cargando comentarios…