W miasteczku (Konopnicka)

Takich gródków, jak te nasze,Niema w całym świecie!— Niby gniazdo siedzi ptasze,Skryte w zieleń, w kwiecie,Niby gniazdo się rozlegaPieśnią i furkotemAż do onej strugi brzegaTym powietrzem złotem.

Dookoła gaje, polaI łężne rozłogi,Krzywe wierzby, jak im wola,Rosną wedle drogi.A jak gdyby z ciekawości,Jak gdyby umyślnie,Jedna, druga brzoza w gościNa rynek się ciśnie.

Gdy zaszumi ta drużynaW zielonej opończy,Nie wiesz, gdzie się gród zaczyna,A gdzie wieś się kończy.Rzadko cegła gdzie zaświeci,Kamień — mało kiedy;Dużo wróbli, dużo dzieci,A najwięcej — biedy.

Kościół z wieżą poczerniały,Strzelistej struktury,Wedle większej boskiej chwałyKurek błyska z góry.Na plebanii malwy świecąI rezeda woni...Wejdź na ganek, popatrz nieco,Świat tu jak na dłoni.

Nie zakrywa dym błękitu,Świst nie głuszy ciszy...Skowronkową pieśń rozśwituCały gródek słyszy.Serca proste, twarde karki,Na języku dusze...Od dąbrowy głos fujarkiI fletnie pastusze.

Pobrzękują dzwonkiem stadaW uroszonej trawie;Pasze — z dziada i pradziadaSiedzą »w dobrym prawie«.Jałowicę każdy chowa,Gdzie — jeszcze od Piasta!Ta wiśniata — burmistrzowa,A księża — graniasta.

Chwyci w szkodzie przygarść trawy,Żerdź w płocie obrusza:Wnet pół miasta »wedle sprawy«Ciągnie do ratusza.Idą mieszczki rozsierdzone,Żadna nie przepuści;Czy w tę stronę, czy w tę stronę,Racya jest, i juści!

Tu mieszczanie idą w rzędzie,Każdy coś tłómaczy,

Świadków pełna ława będzie,A jakże inaczej?Pali z nieba słońce złote,Pył przydróżki bieli...Jaki taki zdjął kapotę,Rusza w kamizeli.

Psów, pastusząt też gromadaLeci poprzód z krzykiem...Na ratuszu siedzi rada:Pan pisarz z ławnikiem.— Co zaglądać tam czeladziW te arkana miasta?Co uradzi, to uradziSenatus — i basta!

Krótkie życie, długie waśnie,Aż słychać o staje...A niech słowem kto pogłaśnie,Wnet i serce taje.Złotych miodów stawią flasze,Toć kumotry przecie...— Takich gródków, jak te nasze,Nie ma w całym świecie!

Comentarios

Cargando comentarios…