Panienka (Gawalewicz, 1889)
Z ruchów była wiewiórką, a z twarzy aniołkiem,Dołek miała na buzi, a pieprzyk nad dołkiem,Kiedy się uśmiechnęła ustami z szkarłatu —Jéj wdzięków przybywało, a pogody światu.
Gdy szczebiotać zaczęła byle jakie słówko,Wydawała się ptaszkiem z przechyloną główką —W oczach miała fijołki, co pachniały wiosną,Cała była jak z kwiatów, które w Maju rosną....
Bywało, gdy mi rączki zarzuci na szyję —Z ustek jéj pocałunków słodki nektar pijęI na piersiach mych zwisłą całém ciałem noszę,W pieszczotach nieustannych znajdując rozkosze.
Kochałem się na zabój w téj mojéj panience!...Boginką mi się zdała w błękitnéj sukience.
Mówiła mi: „ty“ krótko, zamiast „proszę pana“ —I z naiwną prostotą szła mi na kolana.
Mówiliśmy o rzeczach prozaicznych bardzo,Któremi wielcy ludzie pospolicie gardzą —Dla mnie jednak czar dziwny miała ta rozmowa,Gdy z jéj ustek najprostsze wychodziły słowa.
Byłbym słuchał i słuchał, gawędząc bez końca,W najdłuższe dnie od wschodu do zachodu słońca,I gdyby jéj sen czasem nie był przy mnie zmorzył,Byłbym z moją panienką do świtu gaworzył....
Z ruchów była wiewiórką, a z twarzy aniołkiem,Dołek miała na buzi, a pieprzyk nad dołkiem,Kochałem ją na zabój!... wiernie, jestem szczery —Miała latek... szesnaście?... ach, nie! — tylko cztery.
Comentarios
Cargando comentarios…