Wiersze różne — całość
Poezye — Część Pierwsza
Skan zawiera grafikę.Meteorze świetny, wolny,Kędy chyżo mkniesz?Pod twym lotem jest świat dolny,Czy ty o nim wiesz?
Gwiazdo złota! Ty wysokoBrylantami drgasz...Dziwi ci się ludzkie oko,Pyta, czy nas znasz?
Ty, promieniu słońca jasny,Igrasz wesół wciąż,A nam trudny żywot własny:Smutku gryzie wąż.
Łuk swój czepiasz, tęczo w chmurze,Pełen cudnych barw:
Z ziemi płynie głos ku górze,Głos pękniętych harf!
Ale tęcza go nie słyszy,Promień świeci w dal...I meteor pomknął w ciszy,Wśród eteru fal.
Na ten niemy brak oddźwiękuZ tych gwiazdzistych sfer,Człowiek słaby w cichym jękuPuszcza w otchłań ster.
Skan zawiera grafikę.Oto, masz — ducha nędzna osłona,Jedna połowa mego jestestwa!Gdy więc zapadnę w zimne to łono,Które ma straszne miano nicestwa,A Ty, przypomnieć pragnąc me czoło,Niegdyś ku gwiazdom pnące się dumnie,W ciężkich dziś smutków wplątane koło,W on czas robactwem toczone w trumnie,Spojrzysz na rysów zmarłych odbicie:Nie ślij w krainę śmierci westchnienia!Nie chcę, by cień mój mącił Twe życie,Cień, co wart tylko li zapomnienia...Bo gdzież mój pomnik?... jakież me dzieje?...Cóż komu po tem, żem cierpiał wiele?Ma biografia — świetne nadzieje,Plany stargane, chybione cele!
Smutne krótkiego życia koleje!Dziś jam rozbitek burzą złamany,Lecz nikt nademną łez niech nie leje,Boby wypłakał łez oceany!Większą ma boleść, niż fal bez miary,Pędzla Rembrandta rozpacz ma godna,Życie mi niosło zatrute czary,Jam je, niestety! wychylił do dna;Trwam wszakże dotąd, a choć w mem łonieWir uczuć nie zgasł, smutnej powieściZ ludźmi nie dzielę: zimne me skronie,A na nich stygmat tajemnej treści!
Skan zawiera grafikę.Serce wieszcza — to jak morze:Częste burze płużą je,Duch wzlatuje na bezdroże,Orkan huczy, dmie.
Ludziom wówczas widne męty,Rozszalałych uczuć wir...Po cóż pytać, czem duch tknięty?Zkąd boleści kir?...
Lecz gdy rozum sięgnie berła,Gdy ucichnie serca głąb,W niem nie jedna drzemie perła,Tylko głębiej zstąp!...
Skan zawiera grafikę.Poeta pytał, stojąc przy tancerce,Co lepiej: czyli w strupieszałem łonieW proch rozsypane, zeschłe więzić serce,A tak mieć zimne, jak z granitu skronie?...Czy może — w sercu gadów pieścić roje?Na głowie ostre nieść cierniowe wieńce?A choć pioruny sieką, palą znoje,Tam iść, gdzie idą prawdy oblubieńce?...I gdy dokoła lotne krążą pary,Z uśmiechem cudnym jej szepnęły usta:„Zapewne, panie, źle jest, gdy mąż stary,Lecz gorzej młody, kiedy kieszeń pusta“.
Skan zawiera grafikę.Był czas!... ja w młodych rówienników gronieSrebrzystym dźwięczę śmiechem — bez trosk i bez winy,Gra mi radością serce, lice płonie...A na uboczu zegar wydzwania godziny.
Wtem sfinks ponury rzucił mi pytaniaZagadki tajnej życia... i młode me czołoZ żarem szukało słowa rozwiązania...A zegar wciąż złowieszcze zataczał swe koło.
Zgrozo! rozpaczy! Czemu milczą głosyNadziei? wiary?... Niebios ściemniały przeźrocza!...Duch mój ożywczej pragnął w on czas rosy...A zegar — jak szyderca — urągał z ubocza.
Dziś mię nie cieszy radość, ból nie boli;Wygasło w popiół serce po zwątpień pożarze;
Myśli gdzieś pierzchły!... Dziś w tak smutnej doli„Memento mori!“ widzę na życia zegarze.
Jednak — nim czasu wąż me koło ściśnie,Nim w proch rozpadnie ciała śmiertelna powłoka,Bodaj mi jedna rzewna łza wytryśnie!Na chwilę bodaj! zmięknie duszy mej opoka...
Wszak za dotknięciem Mojżeszowej laskiKamienie — ongi łkając — wybuchnęły łzami...Czemuż dziś braknie żywej niebios łaski?...Czyż głazy ludźmi, ludzie stali się głazami?...
Skan zawiera grafikę.Niech zagra dzisiaj pobudki głos!Precz smutków sępne poczwary!Niech iskrzy oko! powiewa włos!Zaszumcie życia sztandary!...
Lecz dzieci wabi motyli rój,Złocony, barwny, skrzydlaty,Za nimi gonią, choć pali znój,Choć depcą kwiecia szkarłaty...Młodzieniec również, gdy przed nim światW barw pysznych stanie koronie,Chcąc ideału pochwycić kwiat,W słoneczne pędzi ustronie...I róż girlandą oplata skroń,Nadzieją błyszczą mu oczy...I złotem wiosłem uderza w tońKryształem lśniących przezroczy.
Już młodzian blizkim edenu był,Czyhała skała podwodna:Gdy cudnie marzył, tęczowo śnił,Jak kamień poszła łódź do dna!
Nie wszystkich srogi spotyka los:Młodzieńce mienią się w męże!Ci zdolni przetrwać nie jeden ciosI zahartować oręże.Ideał-motyl niech nęci młódź!Lecz inne mężów zadanie:Drewnianem wiosłem drewnianą łódźW przyszłości suńmy przystanie!A jeśli w bezmiar niebieskich sferWzrok wzniesiem z dolnej ziemicy,To tylko po to, by życia sterZacisnąć mocniej w prawicy!Gdy drogi nasze zgmatwane tak,Chmur groźnych pełno na niebie:Raz bądźmy lotni, jak chyży ptak,Jak żółw powolni w potrzebie!Tam gdzie przesądów odwiecznych rakMózg ludziom toczy i serce,Tam gdzie oświaty dotkliwy brak,Z nauką, życie w rozterce:
Myśl niechaj nasza — jak stali raz,Krzeszący iskry z krzemieni,Uderzy z mocą w nieuctwa głazI wznieci tysiąc promieni!Tam zaś — gdzie duszy złamanej jęk,Gdzie zgrzyt rozpacznej boleści,Głos nasz niech zagrzmi w pociechy dźwiękI pomoc bratnią obwieści!...A gdy tych czynów spełnimy hart,Nas nie zawiodą nadzieje,Że przysporzymy historyi kart,Zdobiących przyszłe jej dzieje.
Więc niechaj każdy, kto duchem mąż,Kto życie myślą, pogłębia,Tak chytrym będzie, jak chytry wąż,Lecz serce niech ma gołębia!
Skan zawiera grafikę.Kiedym w młodości kwietnym porankuZ polnej powracał wycieczki,Tobie samotnej w wiejskim krużgankuNiosłem pól krasne kwiateczki.Kiedy w młodości orlim polocieZ górnej spuszczałem się jazdy,Śmiało skradzione w niebios namiocieJasnem przynosił Ci gwiazdy.Brałaś i gwiazdy, brałaś i kwiaty,Cudnym zdobiłaś mię wiankiem;Strojąc mię w tęcze, złote z gwiazd szaty,Sławy mię śniłaś kochankiem.
Kiedy w późniejszym wieku żałobyŚwietne się zćmiły widziadła,Na me mogiły, marzeń mych grobySmętna szłaś, drżąca, wybladła.
Kiedym w rozpaczy nurzał się toni,Światu złorzeczył i sobie,To za dotknięciem miękkiej Twej dłoniJam się ukajał w żałobie.I jak przed słońca złotym promieniemGrzmotne pierzchają pioruny,W słodycz mieniłaś rzewnem spójrzeniemGorzkie życiowe piołuny.
A tak czy świat mi jaśniał uśmiechem,Czylim w noc tonął bezdenną,Niebios błękitnych byłaś mi echen,Słupem Mojżesza przedemną!Kiedy w rozgwarnem miasta mrowiskuDłonie się nasze spotkały,Zbiegły się dusze w jednym uścisku,Jak dwie siostrzyce witały.Toż dziś nam ślubne ścielą kobierce,Zabrzmi nam: „Veni“ radośnie,Odtąd myśl z myślą, z sercem się serceW zgodną harmonią nam zrośnie...
I Ty mi będziesz wiarą, nadzieją,Mym opiekuńczym aniołem,Będziesz nowego życia koleją,Mego zapału sokołem!
Będziesz mi gwiazdą, cudem, błękitem,Skrą brylantową, wawrzynem,Uczuć mych perłą, myśli zenitem,Duszy mej hartem i czynem!...
„Skan zawiera grafikę.Piekielne czasy — proszę jegomości!Człowiek niepewien drży o swoje kości:Bezwyznaniowość szerzy się — i kwita!Na uniwersytet chodzi kobiéta;Słyszę — w Warszawie nie jedna spódnicaOdczyty miewa. Pilnie mnogolicaJej bredni słucha publika zebranaNiby mądrego kazania plebana.A ponoć nawet... aż przeszły mię ciarki!Piszą recepty kobiety lekarki...Kazi się, kazi typ polskiej matrony!Boga jednego prosić nam obrony,By zbawić raczył domowe ognisko,Bo się zamieni wraz w pogorzelisko:Tylko nie widać — jak gwiazda ognistaWkrótce obwieści czasy Antychrysta.Proroctw fałszywych dzisiaj — co nie miara.Moralność upada, rodzina, wiara...
Boga, bo księży dzisiaj nikt nie słucha.W Imię Ojca, Syna, świętego Ducha!“W zapale wielkim mową swą przejętyDo ziemianina mówił ksiądz Wincenty.„Oj! prawda, prawda“... rzecze dziedzic Starki —„Mnożą się, mnożą młode niedowiarkiI podkopują świetny gmach przeszłości,Gdzie spoczywają ojców sławnych kości,Ojców, co w piersiach wielkie mieli dusze...Więc się należą nam jubileusze!Gdzie tam! posłuchaj! gryzipiórek ladaCo o ziemiaństwie, co o herbach gada!Niech weźmie ksiądz do rąk nasze gazety,Te!... postępowe — niestety niestety!Jakich tam oszczerstw, jakich obelg niema!Zaś sam redaktor krzyczy: anatema!Za to, że szlachcic — przeszłości odźwierny —Przy ziemi stoi, niby brytan wierny...I doradzają mądrze dziennikarze,Byśmy opuścili stare ołtarze,Gdyż błysła dzisiaj nowa niby eraDarwina z małpami, Comte’a, Spencera...Do nas, co Turkom ścinaliśmy głowy,Kosmopolityzmu szpetnemi słowy
Przemawiają. Ha! pozytywizm... zdrada!...Księże waszmości, patryotyzm upada!“...
Fabrykant gruby ozwie się z kolei(Dziad jego do Polski przybył znad Sprei):„Choć widzę ja prawdy złociste ziarnaW tem, coście rzekli; chociaż to rzecz marna,A ja nie wszczynam wcale żadnej sprzeczki,Lecz inkwizycyi paliły się świeczki!I nie bez winy feodałów rzesza,Co gwałtem przeszłość obumarłą wskrzesza,Gdy magnat srogi rozbijał się dumnie,A chłopek głodny znalazł spokój w trumnie.Więc dajcież pokój przeszłości! Zagasła!Dziś inne czasy, i brzmią inne hasła!Dziś tolerancya, równość wobec prawa!Stanu to trzeciego, nasza to sprawa.Czem zaś dla świata całego tiers état,Bardzo wymownie głosił to Gambetta...Po cóż się dzieją rzeczy bezprzykładne?Po cóż Lassalów nauki szkaradneNieuprawnione budzą w masach żądze?Każdy bez pracy chce mieć dziś pieniądze.Po cóż tam jakaś państwowa ustawaW pracy obronie! Ona w drodze stawa
Układom wolnych współobywateli:Wyśpi się każdy, jak sobie pościeli.Wy nie wierzycie, ja w Darwina wierzę,O byt człek walczy, jak i każde zwierzę.Wszak nie widziano tak skromnego wilka,Coby owieczek nie uprzątnął kilka,Bo postęp leży w wolnej konkurencyi,Gdy ją powstrzymasz, zginie świat w odmęcie;Więc po co stawiać sprawę ostro, kantem?Toż Bismark błądzi, jak-em fabrykantem,Gdy w niebezpieczne wchodzi dziś sojuszeZ bestyą stugłową, co gdy się rozjuszy,Świat padnie, runie z nim cywilizacya...Księże waszmości! czy nie moja racya?“...
Skan zawiera grafikę.Tyś odszedł, Duchu jasny, w wieczności krainy;Lecz polskie nie zapomni Cię już pokolenie,Bo swą głową przerosłeś piramid wyżyny,Bo z Twych piersi trysnęły niewyschłe strumienie.
W potoku natchnień Twoich, z kryształu krynicyPić będą życia zdroje jak najdalsze czasy,Boś Ty, pracownik szczery w narodu winnicy,Niewyczerpanych skarbów zgromadził zapasy!
Twej siejby ziarna plenne na grunt polski padły,Tys karmił chlebem ducha pokoleń trzech rody,Tyś wskrzesił dziejów obraz w mogiłę zapadły,I czyny Twoje wrogie uznały narody!
Tam — kędy ducha Twego wiodła Cię potrzeba,Jak Ahaswerus drugi, Tyś szedł bez wytchnienia.
Jak Atlas — na swych barkach pół polskiego niebaDźwigając, w znoju pracy Tyś nie szukał cienia.
Ruch myśli, uczuć Twoich, wyobraźni drgnienia,Jak fale Oceanu, spoczynku nie miały;Na szczeblach Jakóbowych, Tyś nie znał zmęczenia,Geniuszu sługa, grzmiącej Tyś nie pragnął chwały;
Do stóp Twych sama przyszła w Wawelowym grodzie.Tam — skroń Twą siwą zdobiąc w nieśmiertelny wianek,Do ludu rzekła: „Czołem! bo On jest w narodzieNajwiększy rycerz ducha i pracy kochanek“.
„Skan zawiera grafikę.Chleba i igrzysk!“ wyjąc czerń się toczy.Wycie usłyszeć raczył Cezar głuchy:Z łoża rozpusty ciska w plebs okruchyI cyrk szkarłatem krwi niewinnej broczy.
Rzym pierzchł!... Krzyż wzniósł się na dziejowej roli...Ludy modlitwę ślą, do Pana nieba,A choć przebaczeń żebrzą w niej i chleba,Pała stos Husa i Sawonaroli!
Setki lat błysły — jak mrugnięcie powiek!Krwawe sztandary wioną Robespierra:Oto przed nami wszechbraterstwa era!Bo na człowieka srogi powstał człowiek.
Dzisiaj!... Germanów rzeka, pychą zdjęta,W ciasnem korycie pieni się i wzdyma,
I mąż żelazny w dłoni twardej trzymaKute na Franków i na Słowian pęta.
„Chleba i igrzysk!“ w uczuć dzikich szaleDotąd wołamy — bratniej krwi nie syci...Kiedyż historya nami się poszczyci?We łzach dziś szepce: „ludzie czy szakale?“...
Skan zawiera grafikę.Tego nie pożrą powszedniości tonieI nie wygasną temu żary wieszcze,Kogo zapału przenikają dreszcze,Komu wybucha nieraz ogień w łonie,
Kogo duch wznosi, łzą zapływa oko,Kogo od ziemi skrzydła rwą łabędzie,Za skończoności niosąc go krawędzieI mknąc w bezmiary, chyżo mknąc, wysoko.
Jednak w tej sferze długo nie zagości;Ziemia zawistna ciągnie go do siebieI macierzyństwa swego prawa rości:
Mija więc wzlotów jedna chwilka marna,Spada w dół człowiek, lecz poziomej glebieZ niebios przynosi urodzajne ziarna.
Skan zawiera grafikę.Gdy anioł śmierci skrzydłem mię otoczy,Na czole bladem swe położy piętno:Ustanie wówczas życia mego tętno,Świat czarów ziemskich nagle się pomroczy,
Dźwięk w uszach zamrze, spadnie mgła na oczy,Nie zagra serce burzą walk nainiętną,Myśl się nie zbłąka pokusą ponętną...I w grób ponury ciało me się stoczy.
Kres ciała taki!... Kędy duch podąży?...Czy wstąpi w wieczną krainę błogości,Zmieniony w postać jasnego anioła?
Czy też na wieki wieków się pogrążyW przedstworzeniowej chaosu nicości,Gdzie mrok i zimno panują dokoła?...
Skan zawiera grafikę.Kiedy uchodził z jarzma FaraonaLud Izraelski i dom Jakóbowy,Strwożone morze rozwarło wód łona,Jordanu rzeka uciekła w parowy.Wysokie góry, jako te barany,Pagórki — jako jagnięta skakały...Cóż się wam stało, wy — morskie bałwany,Jordanu rzeko, żeście uciekały?Wam się co stało, gór olbrzymy wieczne,Pagórki, żeście w owce się zmieniłyI opuściły miejsca swe stateczne?...Na wolę wyższej, wszechpotężnej siłyZadrżała ziemia przed Pana obliczem,Bo on w jeziora mieni skał opokiI krzemień źródłem zamienia dziewiczem,A z głazów twardych leje wód potoki.
Skan zawiera grafikę.W niewoli ciężkiej Babilonu,Łzy gorzkie lejąc strumieniami,Myśmy siadali nad rzekami —Zwróceni duchem w kraj Syonu.A kiedy gorzkie łzy padałyDo słodkich rzek, to rzek tych fale,Jak gdyby kojąc nasze żale,Lez gorycz w sobie rozpuszczały...Płaczące wierzby nad brzegami,W swym smutku będąc nam pokrewne,Śpiewały z cicha pieśni rzewneI użalały się nad nami.My zaś im harfy swe oddali,W niewoli bowiem ciał i duchaPieśń nie popieści mile ucha:Tożeśmy śpiewać zaprzestali
I zawiesili pieśń radości.Lecz ci, co nas wywiedli z domu,Co nas zakuli w pęta sromu,Żądali od nas wesołościI rzekli: Piejcie nam pieśń ową,Z Syońskich pierwszą nad pieśniami!“Odpowiedzieliśmy ze łzami:„Jakoż nam śpiewać pieśni słowoJęczącym dzisiaj w obcej ziemi?...Niechaj zapomni sama siebiePrawica moja, jeśli ciebieZapomnę — o, Jeruzalemie!Niech język zrośnie z podniebieniem,I usta moje zaniemieją!Oślepłe oczy niech krew leją,Niech życie będzie utrapieniem!...O, grodzie mój Jeruzalemu,Niechaj nie zazna snu me łoże,Jeśli cię kiedy nie przełożęNad skarb najdroższy sercu memu!...Jeruzalemski dzień, Ty — Panie,Przypomnij, gdy EdomitowieWołali w przekleństw groźnych mowie:„Rozburzcie Syon! niech nie wstanie!“...I ty, dziś dumny Babilonie,
Ty również będziesz spustoszony!I będzie ten błogosławiony,Kto śmierć zasieje w twojem łonieI kto ci odda twe nagrodyZa to, coś nam uczynił złego;Kto wieniec zerwie z czoła twegoI w rozpacz zmieni twoje gody;Kto ciśnie dziatki twe o skały,Twe mury w proch i gruz rozsypie;Kto pląsać będzie na twej stypieI drwić z minionej twojej chwały“.
Skan zawiera grafikę.Są dusze, jak strumienie — wartkie i ruchliwe,Cień bólu, kwiat radości płynie po ich wierzchu,Co było w dnia poranku, nie pomną o zmierzchu,Więc są te dusze szczęśliwe.
Są inne — jako studnie! Szczęścia blaski rzęsne,Mrok nieszczęść chłoną dusze takie do dna;Niż blaski częstszą ciemność życia chłodna,Więc są te dusze nieszczęsne.
Skan zawiera grafikę.Stoi jabłoń kwieciem strojna,Bogata w zawiązki:Będzie jabłek z niej moc hojna,Okryją gałązki.Nagle wicher zadął srodze,Ujrzał jabłoń z kwieciem...„Po co stoisz mi na drodze?“Wpadł i sypnął śmieciemRóżowawo-białem, czystem,Pełnem świeżej woni,I poleciał w dal ze świstemKu innej ustroni.A nieszczęsna jabłoń z szatyZostała odarta,Los jej wróżył plon bogaty...Nic wróżba nie warta!Lecz czekajcie, patrzcie przecie,Patrzcie się z uwagą!
Ocalało trochę kwiecie,Nie jest całkiem nago!Zwolna kwiat się w owoc mieni,Jest już jabłek nieco,To się bieli, to rumieni,Tamte złotem świecą.Jutro właśnie przyjdzie poraZerwać owoc z drzewa...Lecz go zbiła do wieczoraGradowa ulewa.
Jednak jabłoń w nowem lecieKwiaty znowu zrodzi...Och! inaczej w ludzkim świecie,Gdy zły los w nas godzi.Trudno wydać kwiat wspaniałyNowych czuć i cnoty,Wcielić nowe ideałyW czynów owoc złoty.Chrońmy tedy żar młodzieńczyW tej ziemskiej podróży,Czy nas życie cierniem wieńczy,Czy piorunem burzy!
Skan zawiera grafikę.Człowiek jest jako strzała puszczona z cięciwy,Zkąd? dokąd dąży? — nie wie i nie zgadnie,A nim się spójrzy, jako strzała padnie,I na zawsze pożegna życia tego niwy.
Jest łucznik, co wypuszcza z łuku strzałę celną,Lecącą, czas krótki w nadanym kierunku:Czyż człowiek, który duszę ma mieć nieśmiertelną,Jest dziełem prostego, ślepego trafunku?
Comentarios
Cargando comentarios…